Metodyka agile jest obecnie bardzo często stosowana w realizacji projektów związanych z tworzeniem oprogramowania. Jej adaptacja w zespołach programistów według raportu Digital.ai wzrosła w 2020 r. z 37 do 86 proc. Kluczowym czynnikiem napędzającym agile jest dla 68 proc. organizacji przebadanych przez KPMG szybsze dostarczanie produktów.

Trudno zaprzeczyć, że podążanie za nowoczesnymi technikami zwinności jest jednym z najlepszych podejść do procesu wytwarzania oprogramowania. Czasami wymagania agile są jednak zbyt wysokie i trudne do realizacji w konkretnym projekcie, a nawet mogą opóźnić jego start produkcyjny. W takich wypadkach dobrze jest odejść od formalnych ograniczeń agile i skorzystać z techniki semi-agile, która poprowadzi do sukcesu nieco inną drogą.

Kiedy można pomyśleć o semi-agile

Semi-agile jest nowatorskim podejściem do realizacji projektu i nie jest to metodyka, którą można zastosować w każdym przypadku. Przede wszystkim wymaga zaufania pomiędzy partnerami, nie jest to więc metoda, którą można wykorzystać przy pierwszym projekcie z nowym dostawcą, a dla dostawcy – z nowym klientem.

Semi-agile minimalizuje formalności oraz tarcia związane z brakami budżetowymi, a także ogranicza niedopowiedzenia w koncepcji oraz jej zmiany w trakcie trwania projektu. Jednym słowem, pozwala w jak największym stopniu skupić się na pracy i dostarczaniu wartości, czyli tworzeniu rozwiązania jak najlepszego jakościowo zarówno w warstwie funkcjonalnej, jak i wizualnej.

Agile zakłada, że na początku projektu nie da się dokładnie zaplanować jego całego przebiegu, co skutkować może dodatkowymi godzinami pracy. W semi-agile łatwiej jest zapanować nad harmonogramem oraz budżetem, ponieważ podejście to pozwala odrzucić elementy, które kradną czas pracownikom merytorycznym, zostawiając kierownikom projektu pilnowanie harmonogramu i sprawdzanie, czy wszystko idzie zgodnie z planem. Architekt rozwiązania, programiści i konsultanci nie tracą więc czasu na utarczki związane z niedomkniętą koncepcją czy występującymi w niej lukami, tylko zajmują się rzeczywistą pracą. – Podczas innych projektów musiałem poświęcać dużo czasu na różnego rodzaju spotkania, zmiany koncepcji i nie mogłem skupić na najważniejszym, czyli na tym, jak przebiega realizacja projektu, oraz na tym, by na bieżąco kontrolować pracę programistów i konsultantów. Nie mogłem też uczestniczyć we wszystkich spotkaniach zespołu projektowego, bo równolegle miałem posiedzenia z PMO czy z zarządem. A podczas realizacji „niezorganizowanego” projektu 95 proc. czasu zajmowała praca z zespołem i z klientem. – mówi Filip Stankowski, Automotive Solution Architect w Hicron.

Jak zaczęła się przygoda z semi-agile

Historia semi-agile w Hicron rozpoczęła się od wymagającego klienta z jednego z krajów arabskich, z którym firma pracowała już wcześniej. Podczas realizacji poprzedniego projektu zbyt dużo czasu zajęła sama koncepcja rozwiązania, czyli faza tworzenia jego specyfikacji funkcjonalnej. Rozwiązanie obejmowało różne obszary, które musiały być ze sobą zintegrowane, co wymagało akceptacji i podpisów wielu decydentów. Rozmowy o specyfikacjach wciąż się toczyły, zaburzając regularność cyklu pracy i nie pozwalając przejść do kolejnych działań. W tej sytuacji konsultanci Hicron zaproponowali zmianę metodyki pracy i odejście od sformalizowanego podejścia agile. Podstawowym założeniem jest w agile rozbicie projektu na mniejsze części, tzw. iteracje lub sprinty, co pozwala podzielić projekt na krótkie etapy. Dopiero po zakończeniu jednego cyklu przechodzi się do następnego. W półzwinnym projekcie nie ma sprintów w regularnych odstępach czasu. Rozwiązanie dostarczane jest raz wolniej, raz szybciej. W opisywanym projekcie przygotowano jedną konkretną funkcjonalność do wspólnego przetestowania z klientem i ustalenia, jakie elementy są akceptowalne, a jakich brakuje, a następnie projekt był sukcesywnie rozbudowywany.

– Z mojej perspektywy to był bardzo udany projekt, klient też był zadowolony, ponieważ dostarczyliśmy, w terminie i nie przekraczając budżetu, rozwiązanie, które posiadało więcej funkcjonalności, niż pierwotnie zakładano. To było coś niespotykanego, że w dwa tygodnie od startu produkcyjnego dostaliśmy informacje tylko o trzech incydentach bardzo niskiego poziomu, które dotyczyły jedynie drobiazgów. Nigdy przedtem nie zdarzyło się, żeby wystartować z tak dużym rozwiązaniem bez większych problemów przy starcie i tuż po nim. – mówi Filip Stankowski.

Podsumowując, semi-agile to nowatorskie podejście, które minimalizuje formalności, maksymalizuje orientację na cel i zakłada obopólne zaufanie.

MATERIAŁ POWSTAŁ WE WSPÓŁPRACY Z FIRMĄ HICRON