Przez osiem długich lat przed brutalną inwazją Kreml prowadził ograniczoną wojnę na wschodzie Ukrainy, wprowadzając chaos w Donbasie, jednocześnie przypuszczając cyberataki na infrastrukturę krytyczną Ukrainy. Infrastrukturę znajdującą się daleko poza zasięgiem działań wojennych. Wielu obserwatorów wojskowych i bezpieczeństwa cybernetycznego na całym świecie ostrzegało, że rosyjskie ataki hakerskie wymierzone w Ukrainę to zaledwie test i początek tego, co rosyjscy hakerzy powiązani z Kremlem zamierzają robić w przyszłości, czyli atakować cele poza Ukrainą – pisze portal Wired.

Okazało się, że eksperci mieli rację. Rosyjscy hakerzy zaczęli atakować amerykańskie szpitale, a także przypuścili atak na serwery obsługujące Zimowe Igrzyska Olimpijskie w 2018 w Korei Południowej. Atak NotPetya – grupy działającej dla rosyjskich służb specjalnych – spowodował w 2017 r. poważne straty, według raportu Białego Domu wyceniono je na 10 mld dolarów. Atak dotknął firmy logistyczne, szpitale i firmy farmaceutyczne. Spowodował także odłączenie systemu monitorowania promieniowania w ukraińskiej elektrowni w Czarnobylu.

Czytaj więcej

Badacze ustalili: Kreml kontroluje rosyjskie gangi hakerów

Według ekspertów Rosjanie od 2014 r. regularnie testowali zabezpieczenia ukraińskiej infrastruktury, powodując czasowe blackouty. Po odsunięciu od władzy prorosyjskiego Wiktora Janukowycza grupa rosyjskich cyberprzestępców CyberBerkut zaatakowała serwery ukraińskiej komisji wyborczej. Dwa lata później ta sama grupa „mieszała” w wyborach prezydenckich Stanach Zjednoczonych. Rosjanie od dawna udoskonalali i testowali nową broń – cyberataki na zagraniczne cele.

Według portalu Wired ostatnie osiem lat cyberwojny Kremla było tym, co Rosja zamierza zrobić na Ukrainie – nie w świecie cyfrowym, ale w rzeczywistości. W wojnie, która wybuchła 24 lutego, podobnie jak w tym wcześniejszym cyfrowym ataku, Rosja okazała się równie bezwzględna jak podczas ataków cyfrowych. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy sieć energetyczna Ukrainy była nieustannie bombardowana, co doprowadziło do zniszczenia aż połowy infrastruktury elektrycznej kraju, pozostawiając większość kraju bez prądu. W Kijowie, ponad 300 kilometrów od linii frontu, Ukraińcy są zmuszeni szukać generatorów, przechowywać żywność na zewnątrz, aby zapobiec jej zepsuciu, ładować telefony i komputery podczas kilku godzin, kiedy dostępne jest zasilanie. Te fizyczne ataki nie różnią się bardzo od ataków hakerów działających na zlecenie Kremla: mają siać strach, panikę i demoralizować oraz karać ludność cywilną na tyłach frontu.

Ukraiński minister obrony Ołeksij Reznikow napisał w mediach społecznościowych pod koniec listopada, że 97 proc. z 16 tys. rakiet było wymierzone w ludność cywilną. „Walczymy z państwem terrorystycznym” – napisał Reznikow.

Celem wszystkich tych ataków na cywilne obiekty, zarówno cybernetycznych, jak i fizycznych, jest po części próba osłabienia determinacji Ukraińców jako kraju – uważa Ołeh Derevianko, założyciel ukraińskiej firmy ISSP zajmującej się cyberbezpieczeństwem. „Chcą stworzyć sytuację, w której ludzie nie będą zadowoleni z tego, co się dzieje, i będą wywierać presję na rząd, aby zaangażował się w negocjacje” – mówi Derevianko. Jednak na razie ta strategia przynosi odwrotny skutek, zamiast tego bardziej niż kiedykolwiek zjednoczyła Ukraińców przeciwko rosyjskiemu zagrożeniu.