Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jaka jest skala jednego z największych wycieków danych medycznych w Europie i dlaczego są one cenniejsze dla cyberprzestępców niż dane kart kredytowych?
  • Dlaczego zastrzeżenie numeru PESEL, choć jest kluczowym krokiem, nie chroni przed wszystkimi rodzajami oszustw i wyłudzeń?
  • W jaki sposób przestępcy mogą wykorzystać skradzione informacje do tworzenia wiarygodnych ataków phishingowych lub szantażu?

O skali paniki może świadczyć fakt, że w środę serwery rządowego serwisu Bezpieczne Dane (bezpiecznedane.gov.pl) nie wytrzymały obciążenia – zainteresowanie weryfikacją tego, czy to nasze wrażliwe dane osobowe i medyczne wyciekły, było tak duże, że strona przestała działać. Dziś już usługa jest sprawna, ale popularność portalu jest gigantyczna. Sprawdziliśmy w Google Trends – link do strony bezpiecznedane.gov.pl jest w polskiej sieci na pierwszym miejscu najczęściej wpisywanych haseł w tej popularnej wyszukiwarce. Tylko w ciągu ostatniej doby zainteresowanie znalezieniem tej strony wzrosło o ponad 1000 proc.

System medyczny zawiódł

Ekspertów nie dziwi panika, jaka ogarnęła wielu z nas, bo doszło do jednego z największych wycieków danych medycznych nie tylko nad Wisłą, ale na całym Starym Kontynencie. Dokumentacja medyczna niemal 19 mln obywateli została skradziona z MyDr, dostawcy krajowego systemu Elektronicznej Dokumentacji Medycznej. Dotknęło to ponad 12 tys. placówek medycznych. Marijus Briedis, dyrektor ds. technologii w NordVPN, wyjaśnia, że dla cyberprzestępców dokumentacja medyczna to prawdziwa kopalnia złota.

– Należy do najcenniejszych danych sprzedawanych w tzw. dark webie, często osiąga znacznie wyższe ceny niż dane kart kredytowych. W przeciwieństwie do karty płatniczej nie można po prostu anulować i wydać na nowo swojej historii choroby, diagnoz czy recept. Ten wyciek oznacza, że wrażliwe dane zdrowotne niemal połowy populacji Polski mogą teraz krążyć wśród przestępców, gotowe do wykorzystania przy kradzieży tożsamości, oszustwach ubezpieczeniowych lub szantażu – komentuje ekspert.

Jak podkreśla, placówki medyczne przechowują dane, które są zobowiązane chronić przez dziesięciolecia, i muszą traktować cyberbezpieczeństwo z taką samą starannością, z jaką traktują opiekę nad pacjentem. System jednak zawiódł.

– Dla osób poszkodowanych pierwszym krokiem jest mieć świadomość tego, co się stało, bo wiele z nich nawet nie wie, czy to ich dane wyciekły lub czy są już sprzedawane w dark webie. Dlatego proaktywne monitorowanie jest niezbędne – radzi Briedis.

Specjaliści wskazują, że jeśli nasze dane były częścią tego wycieku, należy zachować czujność, uważać na e-maile phishingowe lub telefony odwołujące się do tych danych medycznych, gdyż przestępcy często wykorzystują skradzione dane, by oszustwa brzmiały wiarygodnie.

Czytaj więcej

Lawinowy wzrost liczby cyberataków. Szyfrowane komunikatory też nie są bezpieczne

Wyciekł PESEL? Co to oznacza?

Kradzież ponad 2 TB danych osobowych, związanych z historią chorobową pacjentów, to w Polsce wydarzenie bez precedensu. Dokładna skala incydentu nadal jest ustalana. minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski podkreśla, że w takiej sytuacji w pierwszej kolejności należy zastrzec PESEL. To kluczowe, bo – jak wynika z badania serwisu ChronPESEL.pl i Krajowego Rejestru Długów – co szósty Polak nie wiedziałby, jak zachować się w przypadku kradzieży lub wyłudzenia tego numeru.

Zastrzeżenie PESEL-u jest podstawowym środkiem ostrożności w razie tego typu cyberataków. Jednak należy pamiętać, że to zabezpieczenie działa tylko w ściśle określonych przepisami przypadkach. Status numeru muszą sprawdzać m.in. banki i firmy pożyczkowe przy zawieraniu z konsumentem umowy kredytu lub pożyczki, operatorzy telekomunikacyjni przed wydaniem duplikatu karty SIM oraz notariusze przy wybranych czynnościach dotyczących nieruchomości. Ale nie oznacza to, że zastrzeżony PESEL staje się dla przestępców bezużyteczny.

Czytaj więcej

Telefon od „córki” i żądanie okupu. AI zmienia oszustwa telefoniczne

– Zastrzeżenie PESEL-u jest ważne, ale nie chroni przed każdym oszustwem, ponieważ nie wszystkie firmy muszą sprawdzać, czy został on zastrzeżony. Przestępcy nadal mogą wykorzystać skradziony numer do wynajęcia mieszkania, wypożyczenia samochodu lub drogiego sprzętu, czy zakupu towaru z odroczonym terminem płatności. Innym zagrożeniem jest założenie firmy na przejęte dane, a następnie próba wyłudzenia kredytu biznesowego – ostrzega Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl.

69 proc. Polaków deklaruje, że po kradzieży PESEL-u zastrzegłoby go w aplikacji mObywatel lub w urzędzie. Jednak tylko 33 proc. monitorowałoby później ten numer i historię kredytową, a 16 proc. nie wiedziałoby, jak zachować się w takiej sytuacji.

Ta treść jest częścią płatnego partnerstwa z Google mającego na celu promocję Google Trends