W środę 13 października, po wielu miesiącach opóźniających się prac legislacyjnych rząd opublikował nowy projekt ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa (KSC). Dokument nosi datę 12 października i został przekazany do akceptacji Komitetu Rady Ministrów ds. Obrony i Bezpieczeństwa.

Do wersji projektu KSC opublikowanej ostatnio w marcu br. dopisano kilka nowych elementów. Jednym z nich jest koncept powołania spółki Polskie 5G, oczywiście spółki skarbu państwa. Za pomysłem Polskie 5G stoi państwowy operator nadzorowany przez resort obrony, firma Exatel. Spółkę – w założeniu – ma tworzyć ten właśnie podmiot oraz czterej operatorzy mobilni i Polski Fundusz Rozwoju. W zeszłym roku operatorzy i PFR poinformowali, że przeanalizują możliwości powołania spółki, ale do chwili obecnej nie podjęto żadnych wiążących decyzji. Nie powołano spółki. Nic to, spółka może zostać powołana na mocy KSC.

To, co zwraca dziś szczególną uwagę w projekcie, to utrzymanie zapisów, które redagowano jeszcze w 2020 roku, a które mają na celu wykluczenie dostawców, wobec których zachodzi:

„prawdopodobieństwa z jakim dostawca sprzętu lub oprogramowania znajduje się

pod kontrolą państwa spoza terytorium Unii Europejskiej lub Organizacji Traktatu

Północnoatlantyckiego, z uwzględnieniem:

a) przepisów prawa regulujących stosunki między dostawcą sprzętu lub oprogramowania, a tym państwem oraz praktyki stosowania prawa w tym zakresie,

b) prawodawstwa oraz stosowania prawa w zakresie ochrony danych osobowych, w szczególności tam gdzie nie ma porozumień w zakresie ochrony tych danych między Unią Europejską i tym państwem,

c) struktury własnościowej dostawcy sprzętu lub oprogramowania,

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

d) zdolności ingerencji tego państwa w swobodę działalności gospodarczej dostawcy sprzętu lub oprogramowania; zatem znów na tapecie znalazł się Huawei, sprawa wraca jak bumerang. Ale dziś ma zupełnie inny charakter niż wtedy, gdy zaczynano nad nią prace pod koniec 2019 roku. Podówczas byliśmy jako państwo pod przemożnym urokiem naszego największego sojusznika i projekt KSC miał być dowodem na naszą lojalność. Było nią również aresztowanie chińskiego pracownika Huawei w Polsce.

Mamy rok 2021. Nasz największy sojusznik przestał być nam bliski. W zasadzie trudno określić nasze wzajemne relacje. Są co najmniej oziębłe. Od 2019 roku do dziś nie pojawiła się jakakolwiek informacja, konkretna informacja, techniczny raport potwierdzający i wykazujący, że sprzęt Huawei stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, czy to USA, czy Polski. Nie potwierdziły się również zarzuty, które sprawiły, że pracownik Huawei przesiedział w polskim areszcie niemal dwa lata. Dziś odpowiada z wolnej stopy. W sprawie dotyczącej domniemanej działalności szpiegowskiej na szkodę RP.

Skąd ten wyraźnie nieprzyjazny wobec Chin ruch?

Wszak 11 października br., czyli na 2 dni przed opublikowaniem nowego projektu KSC polskie Ministerstwo Finansów poinformowało, że planuje emisję obligacji na wewnętrznym rynku chińskim, obligacje denominowane w chińskim juanie, i że mandat na zorganizowanie emisji tych obligacji uzyskały Industrial and Commercial Bank of China, Bank of China Limited, China Construction Bank Corporation oraz J.P. Morgan AG.

Wszak od stycznia br. szef polskiego MSZ Zbigniew Rau konsekwentnie działa na rzecz poprawy stosunków polsko-chińskich. Na początku roku, podczas rozmowy telefonicznej z ministrem spraw zagranicznych ChRL Wangiem Yi deklarował „otwarcie nowego rozdziału we współpracy ekonomicznej, obejmującej również sektor finansowy oraz technologiczny”. W odpowiedzi usłyszał, iż „Chiny mają nadzieję, że Polska może zaoferować uczciwe, otwarte i niedyskryminacyjne środowisko biznesowe dla chińskich przedsiębiorstw inwestujących i działających w Polsce”. Zbigniew Rau potwierdził otwartość polskiej strony na współpracę z Chinami, na chińskie inwestycje w marcu, podczas kolejnej rozmowy telefonicznej z Wangiem Yi, jak i w trakcie osobistego spotkania z szefem chińskiej dyplomacji pod koniec maja w Guiyang. Nie dalej jak we wrześniu, podczas swej wizyty na Litwie, Zbigniew Rau w imieniu polskiego rządu wyraził pełne poparcie dla „polityki jednych Chin”, wedle której Tajwan jest integralną częścią Chińskiej Republiki Ludowej.

Skąd zatem pomysł, by wyciągnąć właśnie teraz z szuflady lekko zmieniony projekt KSC, uderzający w Huawei, pozbawiony jakichkolwiek mierzalnych parametrów oceny sprzętu i oprogramowania pod względem ich bezpieczeństwa, a umożliwiający wykluczenie podmiotów na bazie arbitralnej decyzji przedstawicieli władz?

Cóż, nie ma wątpliwości. Publikacja projektu to element wewnętrznych rozgrywek frakcji w polskim rządzie. Data nie jest przypadkowa. Premier udał się do Brukseli, by próbować zmienić ocenę unijnych instytucji dotyczącą tego co się w Polsce dzieje. Przeciwnicy premiera tymczasem robią wszystko, żeby mu się nie udało w Brukseli, ale dbają też o to, by nie wypalił jego ewentualny „plan B”, czyli bliższe relacje – zwłaszcza ekonomiczne – z Pekinem. A, że na tym wzajemnym okładaniu się przedstawicieli polskiego rządu ucierpi państwo i jego obywatele, nie ma żadnego znaczenia. Wszak niedawno okazało się, że ci obywatele, którzy finansują poczynania polskiego rządu, to w większości „cwaniaki”.

Aktorzy tej tragifarsy pozbawieni są jakiejkolwiek refleksji i może się okazać, że polski parlament uchwali KSC w tej nowej formie. Ustawa przecież daje nadzieje na nowe etaty w nowej państwowej spółce. A że tym samym otwiera potencjalne pole konfliktu z Chinami? Czy to pierwsze takie pole?

Nie pierwsze, ale zatarg z Chinami może mieć o wiele poważniejsze konsekwencje, niż ten z Czechami, Niemcami, czy Stanami Zjednoczonymi. Chiny są drugą gospodarką, a jednocześnie największą bazą produkcyjną świata. Jak ważną dla polskiej gospodarki przekonujemy się w ostatnich miesiącach. Dziś polskie firmy borykają się z zaburzeniami dostaw surowców, komponentów, produktów z Chin, które stanowią kluczowy element ich aktywności gospodarczej. Co dla polskich firm oznaczałoby zablokowanie zarówno polskiego eksportu do Chin, jak i polskiego importu z Chin? Niemożliwe? O tym, że Chiny nauczyły się od USA stosowania wymiany handlowej jako narzędzia nacisku w polityce międzynarodowej przekonują się boleśnie Australijczycy.

Sprawa 5G wraca jak bumerang. Bumerang rzucany wraca jeśli chybi celu. I może uderzyć rzucającego. W tym szczególnym przypadku rzucający, jak zwykle, ukryje się za naszymi plecami. Za plecami „cwaniaków”.

Leszek Ślazyk jest ekspertem Contemporary China Studies Institute i twórcą portalu chiny24.com