Wiceprzewodnicząca KE: Sztuczna inteligencja musi być etyczna

Kary dla Google’a to – w sensie kwotowym – najważniejsze decyzje obecnej komisarz ds. konkurencji, Dunki Margrethe Vestager
AFP

Mamy różne przepisy odnoszące się do zdrowia i bezpieczeństwa. Ale czy one wystarczą w wypadku sztucznej inteligencji? – mówi Margrethe Vestager, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej.

Jest pani drugą kadencję komisarzem i po raz drugi będzie pani nadzorować konkurencję. To się prawie nie zdarzało w KE, zawsze zmieniano komisarzom teki. Czym druga kadencja w unijnej polityce konkurencji będzie się różnić od pierwszej?

Czeka nas przegląd niektórych reguł. Obecnie i tak 95 proc. pomocy publicznej jest akceptowanych przez państwa, bez naszego udziału. To była istotna zmiana ostatnich lat: jak nie ma ryzyka zakłócenia konkurencji, to nie trzeba po każde pozwolenie iść do Brukseli. Nie należy dodawać biurokracji, tam gdzie nie jest to konieczne. Poza tym potrzebujemy naszych zasobów na znacznie bardziej skomplikowane przypadki. Musimy teraz sprawdzić, czy te regulacje są ciągle aktualne. Np. platformy internetowe stały się ważne właściwie w każdym sektorze. W Europie mamy 7 tysięcy platform. Drugie zjawisko to rosnące znaczenie baz danych: to one tworzą wartość dodaną w biznesie. Kolejna rzecz — rynek nie zawsze jest w stanie szybko odpowiedzieć na niektóre potrzeby. Stąd europejskie projekty specjalnego zainteresowania. Np. rynek nie dość szybko reaguje na potrzebę stworzenia mikroczujników o małym poborze energii. Tego jest mnóstwo, np. mikroczujniki montowane w drogach, oświetleniu ulic, światłach drogowych. W sumie konsumują one sporo energii, chodzi o to, żeby znaleźć niskoenergetyczną opcję.

Zapowiedziała pani także przegląd definicji rynku na potrzeby polityki konkurencji. Co to dokładnie oznacza?

Ludzie czasem błędnie rozumieją pojęcie definicji rynku. To nie my, w Komisji, definiujemy rynek, nie mamy magicznego pióra, żeby to zrobić. Ale mamy prawo zapytać klientów, czy kontrahentów o skutki np. decyzji o fuzji. Czy jeśli po fuzji nowe przedsiębiorstwo podniesie ceny, czy obniży jakość, to czy pozostanie konkurent, do którego będziecie się mogli zwrócić ze swoim zamówieniem? I tak długo, jak to jest możliwe, to rynek rośnie. Ale jeśli odpowiedź jest negatywna, bo nawet jeśli jest dostawca w Chinach, ale on nie oferuje takiej ilości, czy takiej jakości, jaka jest mi potrzebna, to Chiny nie mogą być częścią rynku.

CZYTAJ TAKŻE: Porównywarki skarżą się w Brukseli na Google’a

Poprosiliśmy grupę uznanych ekspertów o przeanalizowanie naszej dotychczasowej praktyki definiowania rynków na potrzeby fuzji i przejęć. Uznali, że robimy to całkiem nieźle, ale w praktyce robimy to trochę inaczej, w sposób znacznie bardziej zaawansowany, niż to jest zapisane w prawie pochodzącym sprzed 20 lat. Po drugie, zmienia się natura rynków, gdy klienci nie płacą, gdy relacja między sprzedawcą a klientem dotyczy danych. To jest inny rynek i to musimy uchwycić. Z kolei jak jest geograficznie określony rynek, to też jest kwestia substytutów. Czy np. w samochodach można częściowo zrezygnować ze stali i przerzucić się na aluminium? To też ważne dla zdefiniowania rynków tych surowców. Zatem trochę się zmieni, trochę unowocześnimy.

Czy unowocześnienie przepisów zmieniłoby decyzję w sprawie fuzji Alstom-Siemens (KE ją zablokowała, a Francja i Niemcy skrytykowały tę decyzję twierdząc, że KE zbyt wąsko zdefiniowała rynek – red.)?

Nie, nie zmieniłoby. Ciągle pytalibyśmy klientów, czy mogliby pójść do kogoś innego. I np. w kategorii super szybkich pociągów odpowiedź jest negatywna. Nie ma nikogo innego, kto produkowałby te pociągi podobnej jakości i na podobnym poziomie bezpieczeństwa.

Gdy mówimy o definicji rynku, to oczywiście w tle są Chiny. Nawet Holendrzy, tradycyjni zwolennicy otwarcia europejskiego rynku, proponują, żeby wprowadzić nowe reguły. Mówią o konieczności sprawdzania potencjalnych nabywców europejskich firm, czy nie są dotowani przez państwa. Czy to jest problem i czy da się temu jakoś zaradzić?

Rzeczywiście mamy reguły dotyczące pomocy publicznej dla firm, ale tych z siedzibą w UE. A przecież widzimy teraz globalne zjawisko przejmowania firm przez zagraniczne podmioty z udziałem państwa. Przykładem jest choćby Pirelli, czy grecki port Pireus. Bardzo dobrze, że Holendrzy przedstawili swoją propozycję, znajdziemy tam sporo inspiracji. Jest tu jednak klika trudności, na przykład jak podejść do ceny sprzedaży. W Niemczech była wystawiona na sprzedaż firma i chińska oferta była znaczący wyższa niż wszystkie pozostałe. Na jakiej podstawie możemy powiedzieć, że to za dużo?

CZYTAJ TAKŻE: Apple toczy bitwę z Komisją Europejską o 13 mld euro podatków

Dla jakiegoś holdingu, która posiada rożne firmy, kupno innej za duże pieniądze, która pasuje do jego strategii i może za wiele lat zacznie przynosić zyski, może mieć sens. No więc przyglądamy się, jak można do tego podejść.

Ale holenderska propozycja mówi nie tylko o przejęciach. Też o sytuacjach, gdy finansowana przez państwo firma jest w stanie zaoferować produkty po zaniżonych cenach. Czy pani zamierza zajmować się tylko przejęciami, czy też szerzej rynkiem?

Przejęcia to początek, bo tutaj zawsze mamy pretekst do interwencji. W przypadku takiej transakcji oferent zawsze musi zapytać o zgodę albo krajowy urząd antymonopolowy, albo Komisję Europejską. Mamy też możliwości ukarania praktyk tzw. drapieżnych cen, czyli ustalania zaniżonej ceny w celu zdobycia nowych klientów i wykluczenia konkurencji. Mieliśmy takie przypadki w UE, np. Qualcomm stosował taką praktykę na rynku procesorów do urządzeń mobilnych w sieciach 3G. Zatem mamy instrument prawny, tyle że nie jest on odpowiednio skalibrowany. Np. do sytuacji, gdy firma może długo utrzymywać niskie ceny, bo ma dostęp do kasy państwa.

CZYTAJ TAKŻE: Komisja Europejska boi się monopolu kryptowaluty Facebooka

Najbardziej szkodliwym rodzajem pomocy państwa, jest ta o charakterze operacyjnym. Bo ona pozwala na długotrwałe zaburzenia rynku, firma nie musi odpowiadać na sygnały z rynku, nie musi odpowiadać na zapotrzebowanie rynków kapitałowych i prywatnych właścicieli.

Wiele się dziś mówi o potrzebie wspierania europejskich czempionów. Jakby je pani zdefiniowała?

Można to zrobić na wiele sposobów. Dla mnie to jest europejska firma, który jest wystawiona na konkurencję na rynku europejskim i ma globalny zasięg działania. Niektóre z nich to giganty. Przykładem LafargeHolcim, największy producent cementu na świecie, który jednocześnie ma ciągle konkurencję na europejskim rynku. Ale mamy też bardzo małe firmy o podobnej charakterystyce. Weźmy przykład kolejek linowo-terenowych, gdzie liderem jest europejska firma. Nie jest ona duża, bo to nie jest duży rynek. Ale na nim jest ona czempionem. I są firmy wielkością sytuujące się pomiędzy tymi dwoma przypadkami. Kluczowa jest jednak charakterystyka, o której wspomniałam na początku: firma o zasięgu globalnym, posiadająca ciągle konkurentów w Europie.

W nowej roli będzie się pani zajmować gospodarką cyfrową. Jedno z największych wyzwań to prace na sztuczną inteligencją. W ciągu 100 dni KE ma przedstawić strategię. Co ona będzie zawierać?

Musimy się zastanowić czego nam brakuje. Mamy różne przepisy odnoszące się do zdrowia i bezpieczeńtwa. Ale czy one wystarczą w wypadku sztucznej inteligencji? Prosimy o zagranie “Jingle bells”, a nagle sztuczna inteligencja w naszym imieniu występuje o kredyt. Inny przykład: sztuczna inteligencja używana na potrzeby rekrutacji dyskryminuje — kobiety, mniejszości itd. Kto będzie za to ponosił odpowiedzialność? Powinniśmy zidentyfikować te problemy i w publicznych konsultacjach przedstawić konkretne opcje. Czy miałyby to być nieobowiązkowe wytyczne? Czy twarda legislacja z karami za jej nieprzestrzeganie?

CZYTAJ TAKŻE: Algorytmy stają się rasistami i seksistami

Poza odpowiedzialnością jest też kwestia etyki. Poprosiliśmy 450 firm europejskich zajmujących się sztuczną inteligencją, które dobrowolnie zdecydowały się przetestować siedem zasad etycznych przygotowanych przez grupę ekspertów wysokiego szczebla. Sprawdziły w praktyce, jak to działa, przysłały swoje uwagi, teraz je analizujemy. Chodzi też o dane osobowe. bo bez nich nie ma sztucznej inteligencji. Musimy pomóc europejskim firmom gromadzić te dane, używać ich, ale jednocześnie zapewnić, że nie będą tworzone kartele w tej dziedzinie.

Zawsze podkreśla pani etyczny aspekt sztucznej inteligencji, mówiąc, że to ma właśnie odróżniać Europę o Chin i USA. Ale czy to poszanowanie zasad etycznych da Europie przewagę konkurencyjną?

Nie kupi pani telewizora, jeśli będzie miała obawy, że może się zapalić. To samo ze sztuczną inteligencją — udzie nie będą jej używać, jeśli nie będą mieli zaufania. Ten etyczny aspekt jest niesłychanie ważny, bo ludzie nie ufają sztucznej inteligencji. Wszystkie te historie o podsłuchiwaniu w Chinach. Czy o takim profilowaniu ludzi, że ich polisa ubezpieczeniowa będzie droższa, albo że w razie wizyty na pogotowiu zostaną umieszczeni na końcu kolejki. Chcemy używać sztucznej inteligencji, ale musi spełniać wymogi etyczne, bo jesteśmy w Europie.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Epidemia bije w serwisy randkowe. Tinder się nie poddaje

Tinder postanowił w czasie pandemii udostępnić całkiem za darmo opcję pozwalającą poszukiwać osób na ...

Europejczycy wybierają coraz większe telewizory

Większy telewizor oznacza dziś znakomitą jakość obrazu. Jest też znacznie tańszy niż jeszcze kilka ...

Powstanie mapa DNA Polaków. Pod lupę trafią też mniejszości

Genomiczna mapa Polski to największy w historii kraju projekt genetyczny. Pomoże w badaniach naukowych ...

Apple odsłonił karty. Idą duże zmiany

Gigant zarządzany przez Tima Cooka na WWDC 2019, corocznej konferencji dla deweloperów, ogłosił, czym ...

Ofiaromat: Wpłacisz ofiarę nawet smartfonem czy smartwatchem

W kościele św. Maksymiliana Marii Kolbego w krakowskich Mistrzejowicach stanął pierwszy ofiaromat w Archidiecezji ...

Rewolucja w świecie gier: „Apex Legends” bije „Fortnite’a”

Nie „Player Unknown Battlegrounds” koreańskiego studia Bluehole, czy „Fortnite” od Epic Games, ale „Apex ...