W wielu obszarach człowiek już nie ma szans z AI. Tych obszarów będzie coraz więcej. Słynne przykłady firmy DeepMind nauczyły się od zera grając same z sobą w szachy czy go. Jest w stanie pokonać nie tylko człowieka, ale zespoły wybitnych arcymistrzów tych gier. To się będzie powiększało.
CZYTAJ TAKŻE: AI wskazuje kandydatów do pracy w korporacji. Są kontrowersje
Pytanie – kiedy powstanie algorytm, który będzie lepszy od człowieka w prawie wszystkich dziedzinach i będzie w stanie się dalej sam uczyć, kiedy powstanie superinteligencja, czy to w ogóle jest możliwe.
Kiedy AI będzie w stanie przejąć nad nami kontrolę?
Jeżeli powstanie byt bardziej inteligentny od nas, to nawet jeśli zamkniemy go w cyfrowej klatce, to i tak przejmie nad nami kontrolę. To jest tak jakby pięciolatki zamknęły dorosłego w klatce. Dorosły ma wachlarz metod, o których dzieci nie mają świadomości. Może je np. przekupić cukierkiem. Byt od nas bardziej inteligentny na pewno się uwolni. Nigdy nie będziemy go w stanie kontrolować.
Można przyjąć, że wcześniej czy później to nastąpi.
Tego nie wiemy. Prace nad tym są owiane tajemnicą. Od dekad uśredniona prognoza mówi, że za 25 lat pojawi się superinteligencja, która zastąpi człowieka. Myślę , że raczej powstanie to szybciej niż później. Najwybitniejsze umysły świata i potężne pieniądze są w to zaangażowane. Widać, że dokonujemy przełomu w wielu dziedzinach. W wąskich obszarach, ale również transferze wiedzy między obszarami.
sztuczna inteligencja jest bardzo rasistowska, dyskryminuje, jest niesprawiedliwa, wynika z faktu, że się nauczyła tego od człowieka i doprowadziła to do ekstremum.
Warto też pamiętać, że sztuczna inteligencja jest bardzo rasistowska, dyskryminuje, jest niesprawiedliwa, wynika z faktu, że się nauczyła tego od człowieka i doprowadziła to do ekstremum.
Algorytmy dyskryminują też niepełnosprawnych.
Teraz jeszcze możemy wiedzieć, że z powodu jakiejś cechy, którą mamy nie zatrudnią nas w jakiejś firmie, bo algorytm nie przepuści CV. Jednak wektory embedingów, które kodują nasze życie, mogą nam kodować współzależności różnych cech. Może się okazać, że fakt iż kupowaliśmy chipsy i Coca-Colę w piątki po 16:00 i jeździmy po Marszałkowskiej w środę między 12:00 a 14:00 używanym bmw i lubimy rap to razem powoduje, że jesteśmy niezatrudnialni w instytucji farmaceutycznej. My o tym nie będziemy wiedzieć, ale takie mechanizmy powstają. Czarne pudełka na podstawie naszego śladu cyfrowego są w stanie powiedzieć, co będziemy robić, jaki produkt kupimy po jakiej cenie, kiedy trzeba nam go zareklamować. Są też w stanie odrzucić naszą kandydaturę, gdy chcemy kredyt czy pracować w jakiejś firmie. To jest przyszłość, tego się nie a zmienić.
Nowa technologia może doprowadzić do kolejnego kryzysu ekonomicznego?
To już ćwiczyliśmy w 1987 r. jak jednego dnia giełda potwornie spadła. Wszystkie algorytmy zaczęły naraz sprzedawać akcje, bo pojawił się ten sam sygnał. Algorytmy coraz częściej podejmują decyzje na rynkach finansowych, ale też wśród prawników czy w medycynie. Rozpoznają zdjęcia rentgenowskie lepiej niż bardzo doświadczeni lekarze. Pojawią się autonomiczne samochody. Rola algorytmów będzie wszędzie rosła. Jest coraz bardziej prawdopodobne, że kolejny kryzys, czy to będzie awaria elektrowni atomowej, czy wystrzelenie omyłkowo rakiety, która uruchomi ciąg zdarzeń, czy krach na rynkach finansowych, będzie to dzieło algorytmu a nie człowieka.
A może to człowiek wykorzystując AI wciśnie guzik i wyłączy całą motoryzację na świecie, która posługuje się autonomicznymi samochodami.
Nie ma systemu, którego nie da się zhakować. Rośnie ryzyko takich zdarzeń. Czy to będzie wynikało ze złej woli człowieka, czy z tego, że algorytm zachowa się w sposób nieprzewidywalny, dzisiaj nie wiemy. Wiemy, że rośnie ilość czarnych pudełek, czyli sieci neuronowych, które się same uczą. Do końca nie rozumiemy dlaczego zachowują się tak, a nie inaczej, ale jesteśmy zadowoleni, bo generują dobre prognozy, sygnały, diagnozy, analizy. Ryzyko, że kiedyś doprowadzą do bardzo niepokojących zdarzeń będzie rosło.
W gospodarce mamy koniec liberalizmu i czeka nas czas, kiedy państwo będzie w nią bardziej ingerowało?
Gdyby Marks dzisiaj żył, byłby zadowolony. Przechodzimy od demokracji i kapitalizmu do algokracji, która jest systemem politycznym, ekonomicznym i społecznym. Komunistom i marksistom marzyło się, że będzie można wszystko sparametryzować, zmierzyć, a planista patrząc na dane, tak poustawia produkcję w gospodarce, płace, zatrudnienie, że ludzie będą bardzo szczęśliwi. Nie bardzo to wyszło, bo tak ustawiono parametry, że jak maksymalizowano produkcję gwoździ, to opłacało się zrobić jeden wielki gwóźdź, który ważył 2 tony i plan był wykonany. To była patologia komunizmu. Dzisiaj robimy to samo. Mierzymy wszystko, a sektor prywatny i rząd podpina się pod te dane i stara się optymalizować i maksymalizować swoją funkcję celu.
CZYTAJ TAKŻE: Wiceprzewodnicząca KE: Sztuczna inteligencja musi być etyczna
Są jeszcze prawa rynku?
Oczywiście, ale jeszcze nigdy nie wykorzystywano tylu danych do eliminowania ryzyka, niepewności i sterowania zachowaniami ludzi czy całych krajów. Cambridge Analytica była w stanie sterować wyborami prezydenckimi w Stanach czy kampanią wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. To pokazuje, że technologie stosowane w polityce i gospodarce przypominają marzenia komunistów. Dzisiaj demiurgiem są gigantyczne firmy technologiczne w USA i Chinach, które analizują dane, stosują AI i koordynują działania ze sobą.
Wydaje się, że w ekonomii wszystko stanęło na głowie. Jeżeli mamy złe informacje, to giełdy rosną, bo wszyscy liczą, że państwo będzie interweniować.
To jest przykład, gdzie ekonomia została zastąpiona polityką. Jeżeli głównym decydentem na giełdach jest bank centralny, to oczekiwane zachowania tego banku determinują zachowanie inwestorów. To jest racjonalne. Złe dane, będzie drukowanych więcej pieniędzy, będą niższe, ujemne stopy procentowe. Można taniej pożyczać pieniądze i spekulować na giełdzie. Wtedy giełdy rosną. Jest to niespotykane z punktu widzenia standardów ekonomii sprzed 20-30 lat. Dzisiaj widzę wysyp artykułów z banków centralnych, które uzasadniają, że ujemne stopy procentowe nie są niczym dziwnym, a korzystne dla gospodarki. Może Nobla ktoś za to dostanie.
Banki centralne mają kolejny kryzys związany z technologią, chociażby przez bitcoin. Jak pan ocenia przyszłość wirtualnych walut?
To jest alternatywa dla systemu finansowego sterowanego przez banki centralne i polityków.
To jest bańka czy ma przyszłość?
Jeżeli coś rośnie ileś tysięcy procent w ciągu jednego roku, to nie może być normalne. Szczegółów handlu bitcoinem nie znam. Z lotu ptaka myślę sobie, że jeżeli 75 proc. mocy wytwórczej bitcoina, czyli górników, jest w rękach jednego kraju (Chiny), który nie jest światowym hegemonem militarnym, to bicoin jeszcze długo nie zastąpi dolara. Tak długo, jak USA jest hegemonem militarnym na świecie, tak długo dolar będzie główną walutą. Co będzie za 50 lat? Czy pojawi się inny kraj, który rzuci wyzwanie Amerykanom? Będzie wydawał równie dużo na uzbrojenie i innowacje? Wówczas waluta tego kraju będzie mieć szanse.
Jakie są największe wyzwania, które stoją przed Polską?
Demografia jest największym wyzwaniem, bo celem każdego narodu jest jego przetrwanie. Ostrzegawcza prognoza ONZ na koniec stulecia mówi, że Polaków może być 16-18 mln. Czyli ubędzie 20 mln Polaków z powodu niskiej dzietności.
Co robić? 500 plus się nie sprawdził.
Przypisuje mi się autorstwo koncepcji 500 plus. Faktycznie zaproponowałem co miesiąc 1000 zł na każde nowo narodzone dziecko już w 2013 r. PiS użył tej koncepcji, żeby wygrać wybory. Ale 500 plus nie jest polityką demograficzną. Zamiast płacić 1000 zł na każde nowo narodzone dziecko, co uznano za niekonstytucyjne, jest 500 zł na każde dziecko do 18 roku życia. Zrobiła się z tego polityka prorodzinna. Jej głównym efektem jest podniesienie poziomu życia ubogich wielodzietnych rodzin. Nie mówię, że to źle, bo bardziej dbamy o swoje dzieci. To oznacza budowę kapitału ludzkiego, potem te dzieci będą zarabiały więcej i „oddadzą” te inwestycję z nawiązką. Wyzwaniem pozostaje, że Polska jako naród jest na ścieżce do samozagłady. W kolejnym, XXII stuleciu Polaków może nie być.
Notował Grzegorz Balawender