Marek Zagórski: Największym wygranym kryzysu są usługi chmurowe

Marek Zagórski, minister cyfryzacji

Wszyscy przekonali się, jak ważna jest odpowiednia infrastruktura i dostęp do odpowiednich cyfrowych narzędzi – mówi Marek Zagórski, minister cyfryzacji.

Koronawirus przyspieszy cyfryzację Polski?

Na pewno sprawił, że wielu z nas przechodzi właśnie przyspieszony kurs podnoszenia kompetencji cyfrowych. Niektóre osoby odkryły nowe narzędzia, usługi e-administracji i e-biznesu. To chyba jedyny, pozytywny efekt koronawirusa.

Drugi obszar to dostosowanie się dostawców wszelkiego rodzaju usług, publicznych i niepublicznych, do zwiększonego ruchu. Największym wygranym są usługi chmurowe. Przy tak dużym wzroście zainteresowania, najszybszym, najłatwiejszym i najbezpieczniejszym sposobem zwiększenia wydajności systemów okazały się usługi chmury publicznej.

Trzeci element to potwierdzenie, że wszystko, co zrobiliśmy jako Ministerstwo Cyfryzacji, e-administracja, czy współpraca z operatorami telekomunikacyjnymi – zadziałało. Internet nie zapchał się, wszystkie usługi telekomunikacyjne zadziałały, radę dała też e-administracja, którą wielu Polaków w tym czasie odkryło i do której się przekonało.

Ostatni czas sprawił, że mamy też większą świadomość potrzeb i możliwości. To przełoży się na przyspieszenie cyfryzacji. Chęć wykorzystywania tych narzędzi nie minie wraz z pandemią. Wiele firm przekonało się, że praca zdalna potrafi być bardziej efektywna. Wszyscy przekonali się jak ważna jest odpowiednia infrastruktura i dostęp do odpowiednich cyfrowych narzędzi.

Pandemia nas zaskoczyła w sensie technologicznym? Byliśmy dobrze przygotowani?

Nikt, żaden kraj, nie był przygotowany na pandemię. Nikt się nie spodziewał, że to stanie się tak nagle i w takiej skali. Dzięki temu, że mieliśmy odpowiednie narzędzia, wydajne sieci telekomunikacyjne, rozbudowywaną w ostatnich latach e-administrację, profil zaufany i powiązane z nim e-usługi – to wyzwanie nas nie przerosło, świetnie sobie z nim poradziliśmy.

Niektórzy dostawcy usług elektronicznych oczywiście nie spodziewali się tak dużego ruchu i ich systemy miały problem związany ze zwiększonym zainteresowaniem. Szybko to jednak poprawili. Wcześniej wiele firm w niewielkim stopniu wykorzystywało internet do oferowania usług. Wiele z nich musiało zmienić sposób działania i to zrobiło.

W globalnym podsumowaniu możemy powiedzieć, że ten egzamin został zdany przez wszystkich.

Jak Ministerstwo Cyfryzacji włączyło się do walki z koronawirusem?

Na wielu polach i od pierwszych dni. Zaczęliśmy od działań związanych z analizą funkcjonowania sieci telekomunikacyjnych. Usiedliśmy z operatorami i zrobiliśmy podsumowanie, gdzie jesteśmy i co może być zagrożeniem. Największe obciążenie mieliśmy w usługach głosowych. Dzięki odpowiednim działaniom odbiorcy nawet tego nie odczuli.

Kolejny obszar to wsparcie edukacji, przygotowanie portalu gov.pl/zdalnelekcje, na którym zebraliśmy i poukładaliśmy w swoisty „plan lekcji” wszystkie możliwe materiały do wykorzystania w trakcie zdalnej edukacji. To nie wszystko. Udało nam się wygospodarować 367 m zł na wsparcie samorządów w zakupie sprzętu, oprogramowania, a jak potrzeba także dostępu do mobilnego internetu dla uczniów i nauczycieli. To programy Zdalna szkoła i Zdalna szkoła+. Nasze kolejne działanie – wsparcie analityczne Inspekcji Sanitarnej i Ministerstwa Zdrowia. Wprowadziliśmy możliwość zakładania tymczasowego profilu zaufanego przy wykorzystaniu wideoweryfikacji. Do tego dochodzą zmiany legislacyjne umożliwiające wprowadzenie m.in. możliwość odbierania listów poleconych w wersji online. To cały szereg działań w wielu obszarach, plus wsparcie tam, gdzie było niezbędne. Nasz portal gov.pl był i jest podstawowym kanałem informacji o koronawirusie. Przygotowanie go w tym zakresie także spoczywało na barkach naszego zespołu. Ten portal od tygodni bije rekordy zainteresowania użytkowników. W szczytowych momentach w tej samej chwili potrafiło korzystać z niego nawet ponad 300 tysięcy osób.

W wielu krajach pracuje się nad aplikacjami pomagającymi w unikaniu zakażeń.

Kończymy prace nad finalną wersją aplikacji ProteGo Safe wykorzystującą API Google i Apple. Jesteśmy jednym z pierwszych państw na świecie, które przekaże swoim obywatelom tego typu rozwiązanie. Aplikacja będzie nam pomagała w bezpiecznym wychodzeniu z najbardziej uciążliwych ograniczeń w funkcjonowaniu. Jej istotą jest zapisywanie historii o naszych kontaktach. Co ważne nie mówimy tu o żadnych danych osobowych. To kontakty naszego telefonu z telefonami innych użytkowników aplikacji. Będą zapisywane także tylko w telefonie. Jeśli któryś z użytkowników zachoruje zostaniemy o tym powiadomieni, oczywiście bez wskazywania kto zachorował.

Aplikacja będzie realną pomocą dla nas, ale i Inspekcji Sanitarnej. Teraz jest tak, że gdy ktoś okazuje się osobą zakażoną inspektor sanitarny przeprowadza z nim wywiad epidemiologiczny. Pyta m.in. o to z kim zakażona osoba w ciągu minionych 14 dni się spotykała. Zazwyczaj jesteśmy w stanie zapamiętać tylko osoby, które znamy. Jeśli staliśmy w kolejce przed sklepem obok nieznajomych, nie wskażemy tych osób. Natomiast jeżeli będziemy powszechnie używali takiej aplikacji, to taki anonimowy kontakt zostanie zarejestrowany właśnie. Dzięki temu będziemy mogli uruchomić powiadomienie do wszystkich napotkanych urządzeń, które przekażą użytkownikom, że mieli kontakt z osobą zakażoną. Będzie się to odbywało w sposób całkowicie anonimowy i bezpieczny. Nikt tych danych nie gromadzi. Aplikacja jest dobrowolna. Tak jak możliwość powiadomienia innych przez chorą osobę.

Kiedy ta aplikacja zacznie działać?

W starej wersji już jest dostępna. Nowa pojawi się w pierwszych dniach czerwca. Wszystko zależy od tempa jej publikacji w sklepach Google Play i AppStore. Wtedy też rozpoczniemy kampanię informacyjną na temat aplikacji. Kończą się najbardziej uciążliwe ograniczenia naszego funkcjonowania, ale wirus nie znikł. Jeżeli dojdzie do drugiej fali epidemii na jesieni, to ProteGO Safe pozwoli nam być bardziej skutecznymi. Przez ostatnie miesiące nauczyliśmy się, że właśnie skuteczne wskazywanie osób, które są narażone na zachorowanie, ich odpowiednio wczesna izolacja, pozwalają na zahamowanie rozprzestrzeniania się koronawirusa. Im więcej Polaków zainstaluje sobie tę aplikację, tym większa szansa na to, że w przypadku nawrotu pandemii, nie będziemy musieli stosować wszystkich restrykcji, które w ramach lockdownu musiały być zastosowane.

Mamy wzrost ruchu w sieci średnio o 30 proc. Rozładować ten ruch mogłyby pomóc sieci mobilne 5G, które mają ogromne przepustowości. Na jakim jesteśmy etapie wprowadzenia tej technologii?

Na razie operatorzy wykorzystują dostępne dla nich częstotliwości. Zaczynają oferować komercyjne usługi. Przełomowym elementem budowy sieci będzie udostępnienie częstotliwości w paśmie 3,4-3,8 GHz, przeznaczonym do tego celu w całej Unii Europejskiej. Pozwolą na dużo bardziej efektywne funkcjonowanie sieci.

Aukcja musiała zostać wstrzymana z uwagi na niepotrzebną decyzję UKE o jej zawieszeniu i potencjalne zagrożenie związane z protestami. Aukcja będzie powtórzona. Mamy nadzieję, że uda się ją zrealizować tak, aby dystrybucja częstotliwości została zakończona jeszcze w tym roku. Jest to zgodnie z naszym planem i tym, który przewidywała Komisja Europejska dla wszystkich państw członkowskich.

Kiedy odbędzie się aukcja?

To będzie zależało od prezesa UKE. Wydaje się, że jest możliwe, żeby pod koniec wakacji aukcja została rozpoczęta. Jest szansa, żeby ją zakończyć w tym roku.

Zapotrzebowanie na usługi komunikacyjne wzrosło. 5G jest dobrym narzędziem dla rozwoju biznesu, nie tylko usług świadczonych dla konsumentów. Biorąc pod uwagę wzrost zapotrzebowania na transfer danych, zakładam, że rozwój będzie szybszy niż harmonogram, który założyła kilka lat temu KE.

Nie wszyscy mogą korzystać z nowych technologii i odnaleźć się w nowej rzeczywistości koronawirusowej. Co rząd robi, by to zmienić?

Od kilkunastu miesięcy prowadzimy kampanię „e-Polak potrafi”, w której przekonujemy, że korzystanie z internetu jest prostsze, niż mogłoby się wydawać. Tłumaczymy, jak korzystać z e-usług. Nie zapominamy oczywiście także o kwestiach bezpieczeństwa. Nasza kampania jest skierowana do wszystkich grup wiekowych. Przynosi też pierwsze efekty. Zainteresowanie e-usługami stale rośnie. Efektem naszych konsekwentnych działań jest choćby historyczny wzrost liczby użytkowników profilu zaufanego. W ciągu ostatnich dwóch lat przybyło ich tylu co wcześniej – w trakcie… siedmiu lat. Tylko w tym roku 2 miliony Polaków postanowiło założyć sobie profil zaufany. Zdajemy sobie sprawę, że kwestia kompetencji cyfrowych zależy także od dostępu do odpowiedniej infrastruktury. Dlatego jej budowa to także jeden z naszych priorytetów.

Został Pan niedawno pełnomocnikiem ds. cyberbezpieczeństwa. Czy polska sieć jest bezpieczna? Jakie pojawiają się nowe zagrożenia cybernetyczne?

Odpowiadając jednym słowem: tak. Jednocześnie trzeba pamiętać, że mówiąc o polskiej sieci stosujemy duże uproszczenie. Ocenie pod kątem bezpieczeństwa należy poddawać poszczególne systemy, sieci zarządzane przez poszczególnych operatorów itd. Z perspektywy pełnomocnika rządu d.s. cyberbezpieczeństwa istotne jest czy system cyberbezpieczeństwa, na który składa się sieć instytucji i firm, świadczących usługi kluczowe, jest spójny i wydajny. Z perspektywy doświadczeń zebranych chociażby w okresie pandemii można stwierdzić, że ten system się sprawdza choć oczywiście musi być stale doskonalony.

Tym bardziej, że nowe zagrożenia i wyzwania jednocześnie stale się pojawiają. To jednej strony dezinformacja, rosnąca skala prób wyłudzeń, ataków na poszczególne systemy a z drugiej konieczność doskonalenia systemów, opracowanie standardów ich bezpieczeństwa i zbudowanie sieci współpracy firm i instytucji publicznych.

Nad czym pracuje teraz resort?

Stale pracujemy nad rozwojem e-administracji, tworzeniem nowych e-usług, udoskonalaniem kolejnych. Lada moment pojawi się też aplikacja, którą otworzy drogę do szerszego i lepszego korzystania z e-dowodu w biznesie. Właścicielom tego dokumentu ułatwi za to korzystanie z jego funkcjonalności, zastąpi czytnik. Kolejna sprawa – rozwój aplikacji mObywatel. Projekt przepisów zdejmujących z kierowców obowiązek wożenia przy sobie prawa każdy jest już w sejmie. Wkrótce ten dokument będziemy mogli mieć w telefonie – właśnie w aplikacji mObywatel. Przygotowujemy się do szerokich testów tego rozwiązania. Ponadto, kontynuujemy budowę Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej, realizujemy program „Wspólnej Infrastruktury Informatycznej Państwa” i wiele więcej.

Mamy wielkie zamieszanie wokół wyborów. Kiedy możliwy byłby e-voting jak w Estonii?

Zależy, co rozumiemy pod pojęciem „zdalne wybory”. Jeżeli myślimy o oddawaniu głosu przez internet, przy wykorzystaniu środków zdalnej identyfikacji, to – na przygotowanie takiego systemu – potrzeba co najmniej kilkunastu miesięcy. To absolutne minimum. Wszystkie analizy wskazują, że na dużą skalę to bardzo skomplikowane rozwiązanie, nigdy nie dające pełnej gwarancji bezpieczeństwa. Wiele państw na świecie, w których dyskutowano takie rozwiązania, dzisiaj albo się z tego wycofało, albo zaprzestało prac.

notował Grzegorz Balawender

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Francja i Niemcy blokują kryptowalutę Facebooka

Oba kraje postanowiły wspólnie zablokować Librę, czyli krypowalutę tworzoną przez Facebooka – podało ministerstwo ...

Będzie smartfon z tytanu, ale cena kosmiczna

Mi Mix Alpha to chyba jeden z najbardziej zachwycających smartfonów, a właściwie urządzeń koncepcyjnych, ...

Robotyczny grant dla polskiego zespołu

Drużyna złożona z polskich licealistów została zakwalifikowana do największego konkursu robotycznego na świecie. Do ...

Wynalazek Toshiby wykryje raka. Z kropli krwi

Japoński koncern ujawnił swój najnowszy produkt. Jego maszyna, wielkości kserokopiarki, z jednej kropli krwi ...

Koronawirus bije w smartfony. Gigant odwleka wejście do Polski

Co piąty posiadacz komórki myśli o jej wymianie, gdy tylko pojawi się nowszy model. ...