„Wow, jestem w szoku! Ogromna liczba satelitów Starlink przeleciała dzisiaj nad Cerro Tololo” – napisała na Twitterze astronomka Clara Martínez-Vázquez. Na co dzień pracuje ona w obserwatorium astronomicznym Cerro Tololo na północy Chile, przy projekcie DECam, poszukującym śladów ciemnej energii. Astronomka napisała, że satelity Muska przez ponad pięć minut zakłócały obserwację nieba. „To nie jest fajne” – dodała. Nad obserwatorium przeleciał ciąg 19 satelitów Starlink.

CZYTAJ TAKŻE: Nasze satelity polecą na Marsa. Wystrzeli je Richard Branson

Satelity Muska odbijają światło słoneczne znacznie mocniej niż reszta satelitów, co ma ogromy wpływ na pracę astronomów. Odbite światło „oślepia” teleskopy. Naukowcy ostrzegali, że tak będzie, już w maju tego roku, kiedy Starlink wysłał pierwsze satelity na orbitę.

Elon Musk obiecał, że firma opracuje rozwiązania, które nie będą komplikowały życia astronomów, po tym jak Europejska Agencja Kosmiczna musiała przesunąć swojego satelitę naukowego, ponieważ znalazł się on na kursie kolizyjnym z satelitą Starlink.

CZYTAJ TAKŻE: Marsjańska rakieta Elona Muska uszkodzona

Na razie jednak nic się w tej sprawie nie wydarzyło. Satelity Starlink nadal orbitują jak dawniej. Chociaż SpaceX zapewnia, że pomaluje swoje satelity na czarno, by nie wpływały one na obserwacje astronomiczne i odpowiednio dostosuje ich orbity, tak by nie było niebezpieczeństwa kolizji z już orbitującymi obiektami – informuje portal newscientist.com.

CZYTAJ TAKŻE: SpaceX umieścił 60 satelitów Starlink na orbicie. To nowa era internetu?

Wokół Ziemi krąży ponad 5 tys. sztucznych satelitów – z czego zaledwie połowa działa. Reszta to kosmiczne śmieci. Po realizacji planów Muska poziom zaśmiecenia nieba wzrośnie dramatycznie. Na dodatek plany wysłania własnych satelitów mają także Richard Branson i Jeff Bezos.