Z tego artykułu dowiesz się:

  • W jaki sposób niewinna gra mobilna stała się poligonem do trenowania wojskowych technologii.
  • Jak działa System Pozycjonowania Wizualnego (VPS).
  • Jak producent gier połączył się z gigantem sektora obronnego i wywiadowczego.
  • Dlaczego regulaminy aplikacji stają się pułapką, a użytkownicy nieświadomie mapują świat dla celów militarnych.

Choć wydawało się, że moda na tę grę, niezwykle popularną kilka lat temu, już przeminęła, grono fanów łapiących w różnych częściach świata pokemony na włączone kamery swoich smartfonów wciąż jest imponujące. Analiza trendów w wyszukiwarce internetowej Google pokazuje, że gra „Pokémon Go” wciąż jest na topie. W USA znalazła się w rankingu najszybciej zyskujących popularność haseł w ciągu ostatnich 48 godzin w kategorii „technologie”. Wedle Google Trends zainteresowanie tym wyszukiwaniem wzrosło o ponad 100 proc.

Niewinna zabawa może być jednak niebezpieczna. Eksperci ostrzegają przed niekontrolowanym, trójwymiarowym mapowaniem przestrzeni publicznej miast przez komercyjne oprogramowanie geolokacyjne.

Od wirtualnej zabawy do realnego pola walki

Przez ostatnie lata miliony ludzi na całym świecie przemierzały ulice, parki i place z telefonami w dłoniach, polując na cyfrowe stworzenia w kultowej grze rozszerzonej rzeczywistości (AR) „Pokémon Go”. Od 2021 r. producent aplikacji, firma Niantic, oferował cyfrowe nagrody w zamian za krótkie nagrania wideo przedstawiające rzeczywiste obiekty architektoniczne i topografię terenu. Gracze masowo zaangażowali się w tę inicjatywę, nieświadomie uczestnicząc w jednym z największych projektów crowdsourcingowych w historii. Łącznie zebrano około 30 mld skanów otoczenia, tworzących unikalny, niezwykle szczegółowy zbiór danych wizualnych z poziomu ulicy.

Jak wynika z głośnego dziennikarskiego śledztwa holenderskiej gazety „Trouw”, te gigantyczne zasoby posłużyły do stworzenia i wytrenowania zaawansowanego Systemu Pozycjonowania Wizualnego (VPS). Technologia ta potrafi precyzyjnie określić lokalizację danego urządzenia w przestrzeni, dopasowując obraz z bieżącego podglądu kamery do trójwymiarowej mapy świata fizycznego. Co kluczowe, system do bezbłędnego działania potrzebuje zaledwie dwóch rozpoznawalnych punktów odniesienia w kadrze. Choć pierwotnie VPS miał służyć uatrakcyjnieniu rozgrywki, szybko dostrzeżono jego ogromny potencjał strategiczny. System ten funkcjonuje bowiem bezbłędnie tam, gdzie sygnał GPS jest niedostępny lub celowo zagłuszany, co stanowi powszechny scenariusz na współczesnych teatrach działań zbrojnych.

Potencjał ten zmyślnie teraz jest wykorzystywany przez podmioty sektora militarnego. Droga od niewinnej gry mobilnej do kontraktów obronnych wiodła przez skomplikowane przekształcenia korporacyjne, by pozostać w cieniu. Teraz szczegóły wychodzą na jaw. Wiadomo, że pod koniec ub. r., po przejęciu pionu gamingowego Niantic przez koncern Scopely za kwotę 3,5 mld dol., wydzielono samodzielną spółkę Niantic Spatial, koncentrującą się na geoprzestrzennej sztucznej inteligencji. Niedługo potem firma ta ogłosiła oficjalne partnerstwo z Vantor – gigantem sektora obronnego i wywiadowczego, znanym wcześniej jako Maxar Intelligence.

Czytaj więcej

Potężny inwestor z USA stawia na polskie roje dronów. AI sercem projektu

W pułapce regulaminów

Współpraca Niantic Spatial z Vantor nie jest już niewinna i zakłada integrację naziemnego systemu VPS z oprogramowaniem do nawigacji lotniczej bezzałogowców i robotów, które realizują misje wojskowe w warunkach braku łączności satelitarnej. Vantor posiada obecnie kontrakt opiewający na 70 mln dol. z amerykańską Narodową Agencją Wywiadu Geoprzestrzennego. Cała historia, opisana przez media, wywołała potężny skandal, a rzecznik Niantic Spatial potwierdził, że skany z gry mobilnej posłużyły do trenowania „wczesnej wersji” ich modelu nawigacyjnego. Jednocześnie zasłonił się zapisami w regulaminie, podkreślając, że użytkownicy sami zaakceptowali warunki świadczenia usług, formalnie przyznając firmie prawo do wykorzystywania materiałów wideo w innych celach. Z kolei przedstawiciele firmy Vantor odmówili jednoznacznego potwierdzenia, czy ich najnowsze systemy bazują na tych danych, negując jedynie bezpośrednie korzystanie z bazy „Pokémon Go”.

Cytowany w raporcie profesor etyki Jeroen van den Hoven zwraca uwagę na fundamentalny problem współczesnej AI: gdy raz wprowadzi się dane do modelu sztucznej inteligencji, udowodnienie ich obecności lub usunięcie staje się technicznie niewykonalne. Stan faktyczny jest więc taki, że niczego nieświadomi cywile zmapowali otoczenie, korporacja stworzyła trójwymiarowy model świata, a sektor zbrojeniowy odkupił licencję.

Ta treść jest częścią płatnego partnerstwa z Google mającego na celu promocję Google Trends.