Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak podatek od AI, według Billa Gatesa, mógłby chronić rynek pracy i kluczowe sektory gospodarki?
- Na czym polega fundamentalny spór o to, czy rządy powinny regulować rozwój sztucznej inteligencji?
- Dlaczego analitycy ostrzegają, że obecne inwestycje w AI mogą doprowadzić do „niszczenia kapitału”?
Występując w programie CNN „State of the Union”, miliarder i filantrop ostrzegł, że generatywna sztuczna inteligencja zmienia globalną rzeczywistość gwałtowniej niż rewolucja komputerów osobistych czy narodziny internetu, których sam był współtwórcą. W ocenie Billa Gatesa fala redukcji etatów będzie zjawiskiem o skali niespotykanej i dotknie niemal każdego sektora gospodarki. Jak twierdzi, o zahamowanie zmian będzie trudno, bo menedżerowie otrzymują zachętę ekonomiczną do natychmiastowego zastępowania drogiej pracy ludzkiej znacznie tańszymi algorytmami.
Podatek od AI zasili fundusze socjalne?
Rewolucja AI może być bolesna w skutkach, o ile odpowiednio się nie zabezpieczymy. Gates uważa, że społeczeństwa muszą postawić twarde granice, decydując, które obszary zawodowe – w tym kluczowe segmenty edukacji oraz opieki zdrowotnej – powinny pozostać domeną człowieka. Stworzenie kategorii stanowisk „Human Reserved” to koncept, który założyciel Microsoftu opublikował na swoim blogu Gates Notes. Zwrócił w nim uwagę na fundamentalną niesprawiedliwość: zatrudniając pracownika, przedsiębiorca odprowadza wysokie podatki od wynagrodzeń, podczas gdy zakup serwerów czy wdrożenie automatyzacji można natychmiast zamortyzować i wliczyć w koszty uzyskania przychodu. Taki system bezpośrednio subsydiuje rugowanie ludzi z fabryk i biur. Według niego receptą może być celowany „podatek od tokenów”, płacony od komercyjnego wykorzystania mocy obliczeniowej sztucznej inteligencji. Pozyskane w ten sposób środki zasiliłyby fundusze przekwalifikowania zwalnianych specjalistów oraz rozbudowę sieci bezpieczeństwa socjalnego.
Pomysły Gatesa wywołały falę krytyki ze strony środowisk wolnorynkowych. Te wskazują, iż definicja jednostkowego tokena AI jako przedmiotu opodatkowania rodzi gigantyczne bariery techniczne, z kolei tworzenie państwowych rejestrów zawodów chronionych stanie się polem lobbingu korporacji. Przypomniano również słowa ekonomisty Lawrence'a Summersa, który wcześniejsze plany opodatkowania robotów uznał za „głęboko wadliwe”. Bill Gates jest jednak zwolennikiem tezy, że nowe przepisy są niezbędne, bo samoregulacja firm technologicznych nie jest rozwiązaniem. W jego ocenie w ciągu najbliższego roku powstaną wyspecjalizowane agencje państwowe nadzorujące bezpieczeństwo modeli na wzór urzędów kontrolujących lotnictwo czy rynek farmaceutyczny. Czy faktycznie, skoro prezydent USA dopiero co ogłosił, iż nie będzie dodatkowych ram prawnych dla firm AI? Donald Trump liczy, że te same siebie będą skutecznie kontrolować.
Czytaj więcej
Tradycyjny, pięciodniowy tydzień pracy może wkrótce przejść do historii. Lei Jun, założyciel chińskiego Xiaomi, przewiduje, że rozwój sztucznej int...
Piramida inwestycyjna się chwieje
W zupełnie innym tonie niż Gates wypowiada się natomiast Sam Altman. Dyrektor generalny OpenAI w podcaście Politico „Decoded” stwierdził, że świat powinien zaakceptować fakt, iż w zamian za cywilizacyjne zyski z AI „wydarzy się trochę złych rzeczy”. Te słowa szybko wywołały polityczną burzę za oceanem – senator Bernie Sanders zaalarmował, że ceną będzie utrata dziesiątek milionów miejsc pracy oraz masowa inwigilacja, i wezwał do wstrzymania prac nad zaawansowanymi systemami. Z kolei republikański gubernator Florydy Ron DeSantis oraz gubernator Illinois JB Pritzker zgodnie podkreślili, że technologiczni oligarchowie nie mają mandatu, by decydować o poziomie ryzyka akceptowanego przez społeczeństwo.
Co ważne, spór o regulacje i ochronę pracowników zbiega się z narastającym sceptycyzmem rynków finansowych wobec astronomicznych wydatków na infrastrukturę AI. Chris Wood z Jefferies Financial Group, w swoim cotygodniowym raporcie „GREED & fear”, ostrzegł przed scenariuszem wielkiego „niszczenia kapitału” w Stanach Zjednoczonych. Jak zauważa, choć zapotrzebowanie na usługi cyfrowe utrzymuje się na wysokim poziomie, podstawowym problemem staje się wątła ekonomika nakładów inwestycyjnych. Obawy Wooda budzi fakt, że amerykańscy hiperskalerzy finansują budowę potężnych centrów danych w coraz większym stopniu długiem, a nie wolnymi przepływami pieniężnymi, a w sytuacji, gdy inwestycje nie przyniosą zakładanych, gigantycznych stóp zwrotu, zaś rynki kredytowe zaczną wycofywać płynność, cała piramida inwestycyjna może ulec załamaniu.
Czytaj więcej
Prezes SoftBanku Masayoshi Son przekonuje, że świat znajduje się dopiero na początku transformacji technologicznej porównywalnej z narodzinami inte...
Wyzwań jest więcej. Sytuację zachodnich gigantów komplikuje dynamiczna ekspansja chińskich modeli open source – Pekin udowodnił już, że stał się na tym polu dla Doliny Krzemowej równorzędnym partnerem technologicznym, rozwijając otwarte i mniej kosztowne modele. Analitycy uważają, iż zaoferowanie rynkowi bezpłatnych lub radykalnie tańszych narzędzi grozi postępującym utowarowieniem technologii (tzw. commodity), co definitywnie uniemożliwi zamortyzowanie miliardowych wydatków korporacji AI.