Sam Curry, który na co dzień zajmuje się głównie polowaniem na błędy w zabezpieczeniach na zamówienie firm IT i bezpieczeństwem sieciowym w Yuga Labs, dostał kilka tygodni temu przelew od Google. Wszystko byłoby w porządku, bo czasem współpracuje również z Google, ale tym razem nie był w stanie połączyć tego z niczym, co ostatnio robił. W związku z czym wysłał do koncernu zgłoszenie błędu, którym nikt się nie zajął przez… trzy tygodnie. O czym Curry napisał na Twitterze.

"Minęły nieco ponad 3 tygodnie, odkąd Google losowo wysłało mi 249 999 USD, a nadal nie mam odpowiedzi na zapytanie do pomocy. Czy jest jakiś sposób, w jaki moglibyśmy się skontaktować" – pytał Curry koncern przez Twittera. I dodał – będzie w porządku, jeżeli nie chcecie ich z powrotem…

Pieniądze były na koncie dostępne do wydania, ale Curry domyślał się, że coś jest nie w porządku i trzymał je nienaruszone. I jak się okazuje, miał rację.

- Nasz zespół dokonał ostatnio błędnej płatności w rezultacie błędu ludzkiego. Doceniamy, że zostało to nam szybko zakomunikowane przez dotkniętego błędem partnera i pracujemy nad tym, by to naprawić – przekazało Google w oświadczeniu cytowanym przez NPR.

Firma chce ściągnąć pieniądze z powrotem. Curry chce je zwrócić – nie powinno być więc większych problemów. Jednak jedna rzecz zaintrygowała specjalistę od bezpieczeństwa – pytanie, jak często Google zdarzają się takie błędy i jaki ma system do ich sprawdzania i naprawiania.

W czwartek popołudniu pieniądze wciąż były na koncie Sama Curry’ego.