Z tego artykułu dowiesz się:
- Na czym polega zjawisko vibe codingu i jak wpływa ono na globalny rynek oprogramowania?
- W jaki sposób polski start-up obniża próg wejścia na rynek aplikacji natywnych dla iOS i Androida?
- Jaki model biznesowy pozwolił polskiej platformie w kilka miesięcy zdobyć setki płacących klientów?
Globalną branżę technologiczną ogarnęła fala zjawiska określanego mianem tzw. vibe codingu. Dynamiczny rozwój modeli generatywnych sprawił, że tworzenie cyfrowych narzędzi przeniosło się z poziomu żmudnego pisania linijek kodu na poziom konwersacji w języku naturalnym. Trend ten, napędzany globalnie przez takie rozwiązania jak Cursor, Replit, Lovable czy Bolt, całkowicie redefiniuje pojęcie programowania. I tu potencjał biznesowy dostrzegli byli dyrektorzy giełdowego Huuuge Games.
Aplikację zrób sobie sam
Dobitnie świadczą o tym słowa wypowiedziane dwa lata temu przez szefa Microsoftu Satyę Nadellę: „SaaS is dead”. Oprogramowanie w tradycyjnym modelu przestało być produktem luksusowym czy niedostępnym – software stał się powszechnym, tanim surowcem, a sztuczna inteligencja drastycznie ścięła koszty „developmentu” i próg kompetencyjny. Na skalę zjawiska wskazują analitycy Spherical Insights, którzy w ub. r. wycenili globalny rynek vibe codingu na 5,48 mld dol., prognozując jego dynamiczny wzrost do poziomu aż niemal 48 mld dol. do 2035 r., co oznacza średnioroczną stopę wzrostu (CAGR) na poziomie przeszło 24 proc. Równolegle z badań EY Polska wynika, że 62 proc. przedsiębiorstw udostępnia już narzędzia sztucznej inteligencji większości kadry, 43 proc. szkoli całe zespoły, a blisko 90 proc. przeznacza regularne budżety na rozwijanie tych kompetencji. Otwiera to przestrzeń do kolejnej fazy rewolucji: pracownicy i przedsiębiorcy przestają być wyłącznie biernymi odbiorcami gotowych platform, a zaczynają tworzyć własne, skrojone na miarę rozwiązania cyfrowe.
I właśnie w sam środek tej rynkowej fali celuje polski start-up Primio. Podczas gdy większość rynkowych generatorów skupia się na tworzeniu serwisów i aplikacji czysto webowych, warszawska spółka postanowiła rozwiązać znacznie trudniejszy problem: automatyzację i demokratyzację budowy natywnych aplikacji na smartfony.
Rynek mobilny to gigantyczny biznes, w którym układ sił ulega wyraźnemu przetasowaniu – z raportu Sensor Tower State of Mobile 2026 wynika, że przychody z mikropłatności w aplikacjach innych niż gry wzrosły w 2025 r. o ponad jedną piątą (po raz pierwszy w historii detronizując gaming). Choć użytkownicy pobrali programy z App Store i Google Play niemal 150 mld razy, to dla tysięcy małych firm i niezależnych twórców wejście do ekosystemów Apple i Google wciąż pozostawało drogą przez mękę. A Primio spina cały ten proces w jednym środowisku: użytkownik w oknie czatu opisuje swój pomysł, a silnik generuje architekturę i kod, następnie aplikację można w czasie rzeczywistym testować na wirtualnych symulatorach iOS i Androida, a platforma pomaga przygotować kompletne paczki instalacyjne niezbędne do przejścia rygorystycznej weryfikacji w sklepach.
Czytaj więcej
Dominik Uchnast wrócił z San Francisco do Polski, by rozwijać biznes, który ma pomagać ludziom ograniczać czas spędzany przed ekranem. Współtworzon...
Koniec barier w App Store i Google Play
– Narzędzia takie jak Lovable znacząco obniżyły próg wejścia w tworzenie aplikacji webowych. W przypadku aplikacji mobilnych droga od pomysłu do gotowego produktu jest jednak bardziej skomplikowana. Samo wygenerowanie kodu przez AI to dopiero początek – trzeba jeszcze zadbać o poprawne działanie aplikacji na iOS i Androidzie, przetestować ją i przejść weryfikację w App Store oraz Google Play. Z własnego doświadczenia wiemy, ile pracy wymagają te etapy. Dlatego rozwijamy Primio tak, żeby wspierało cały ten proces i pozwoliło twórcom skupić się na tym, komu ich aplikacja ma służyć i jaki problem rozwiązywać – mówi Sebastian Szczygieł, prezes i współtwórca Primio.
System bazuje na technologii Flutter, która pozwala na tworzenie aplikacji wieloplatformowych przy użyciu jednego kodu, dając pełen dostęp do sprzętowych funkcji smartfona, takich jak moduł GPS czy aparat fotograficzny. Twórcy nie zamykają użytkowników w sztywnych ramach – zachowują oni pełen wgląd w kod źródłowy i swobodę jego edycji.
– Chcieliśmy, żeby Primio sprawdzało się zarówno przy pierwszej aplikacji, jak i przy rozwoju zaawansowanego produktu. Na początku liczy się łatwość przełożenia pomysłu na działające rozwiązanie. Przy bardziej złożonych projektach rośnie znaczenie kontroli nad kodem, integracji i swobody rozbudowy. Dlatego prostą obsługę przez rozmowę z AI łączymy z dostępem do pełnego kodu źródłowego we Flutterze – komentuje Szczygieł.
Jak zaznacza, takie podejście trafia do osób, które dobrze rozumieją technologię. Według niego to przedsiębiorcy i twórcy z technicznym zapleczem, często byli programiści, którzy wiedzą, jak działa aplikacja mobilna, ale nie chcą pisać jej od zera.
– Korzystają z nas także aktywni deweloperzy, dla których Primio jest sposobem na szybsze dostarczanie aplikacji. Mogą pracować w rozmowie z AI albo bezpośrednio w kodzie, w zależności od zadania – dodaje.
Czytaj więcej
Polsko-niemiecki start-up KYP.ai sięga po sztuczną inteligencję, by nakierowywać firmy na „trajektorię hiper wydajności”. Teraz do tego celu chce w...
Co ciekawe, za sterami warszawskiego start-upu stoją weterani rodzimej branży mobile, których korzenie sięgają studia Gamelion, przekształconego później w Huuuge Games – spółkę, która w 2021 r. z sukcesem debiutowała na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Sebastian Szczygieł odpowiadał tam za globalny marketing, a Grzegorz Tarczyński zarządzał operacjami technologicznymi. Trójkę założycieli dopełnia Jacek Nijaki, który w ostatnich latach zajmował się m.in. cyberbezpieczeństwem.
Primio kusi inwestorów
Start-up na koncie ma już pierwsze osiągnięcia – komercyjny start Primio nastąpił w styczniu i z poziomu 4,2 tys. zł miesięcznego powtarzalnego przychodu (tzw. MRR) we wrześniu było już ponad 93 tys. zł. Z narzędzia korzysta aktywnie ponad 350 płacących abonentów, z czego większość stanowią klienci z Wielkiej Brytanii oraz Stanów Zjednoczonych. Tzw. retencja płatnych subskrypcji po pierwszym miesiącu sięga imponujących 80 proc. Warto zauważyć, iż w oficjalnych sklepach z aplikacjami funkcjonuje już kilkadziesiąt produktów zbudowanych za pośrednictwem polskiej platformy (sięgają po nią software house’y, małe firmy wdrażające systemy do obsługi rezerwacji usług, parkingów czy prac porządkowych, a także autorzy aplikacji edukacyjnych dla dzieci z kontrolą rodzicielską i gier).
Biznesowy potencjał projektu dostrzegli inwestorzy venture capital – w spółkę zainwestowały fundusze SMOK Ventures, Movens Capital oraz Acquinox Capital, a start-up znalazł się na prestiżowej liście dziesięciu spółek zaproszonych przez fundusz Cherry Ventures do warszawskiej edycji programu Heartbeat. Założyciele pracują obecnie nad kolejną rundą finansowania, która posłuży m.in. do wprowadzenia dwukierunkowej synchronizacji z serwisem GitHub, importu zewnętrznych projektów, integracji silników 3D do gier oraz narzędzi wspierających monetyzację stworzonych apek.