Wisła napędzi internetowe zbiórki

Fotorzepa/ Piotr Guzik

Rynek tzw. crowdfundingu w Polsce, choć wciąż raczkuje, rośnie w tempie 20–30 proc. rocznie i w tym roku będzie wart już 0,7 mld zł. Akcja pomocy klubowi z Krakowa otwiera nowy rozdział w tej branży.

Crowdfunding miał być istotnym kołem ratunkowym dla stojącego na krawędzi upadku klubu piłkarskiego Wisła Kraków – i takim też był, bo wystarczyły niecałe 24 godziny, by zebrać od internautów zakładane 4 mln zł. Ale to sama branża tzw. finansowania społecznościowego być może zyska najwięcej. Dzięki rekordowej zbiórce w historii polskiego tzw. crowdfundingu udziałowego (equity) i medialnej wrzawie wokół niej taki sposób pozyskiwania kapitału ma szanse zyskać na popularności.

Nie wątpi w to Arkadiusz Regiec, prezes platformy Beesfund. – W Wlk. Brytanii 29 proc. biznesów pozyskuje finansowanie właśnie za pośrednictwem platform equity crowdfundingu. W Polsce do tej pory wyraźnie istniała luka inwestycyjna. Chodzi o moment, gdy firma okazywała się już zbyt duża, by finansować ją z własnych środków, ale była wciąż zbyt mała, by pozyskać dużego inwestora. Teraz tę lukę ma szansę zasypać właśnie crowdfunding – podkreśla nasz rozmówca.

Zmiana jakościowa

„W 24 godziny nie tylko zmieniliście bieg historii i Wisły. Internet i ekonomia nigdy nie będą takie jak 24 godz. temu” – napisał do internautów na Twitterze Jarosław Królewski, prezes firmy Synerise i jeden z biznesmenów zaangażowanych w ratowanie Wisły Kraków.

Tzw. crowdinvesting popularny jest już w naszym kraju wśród startupów. Rozwija się on bardzo dynamicznie, w tempie 20–30 proc. rocznie

Wtórował mu Bogusław Leśnodorski, były prezes warszawskiej Legii: „Z finansowego (…) punktu widzenia to finał Ligi Mistrzów”. I faktycznie, zbiórka 4 mln zł przez Wisłę to ewenement na skalę światową. Zdarzały się takie akcje w klubach z drugiej ligi, m.in. w Hiszpanii, ale nigdy na najwyższym poziomie rozgrywkowym. Eksperci nie mają wątpliwości, że zbiórka ta stanie się jednym z momentów przełomowych nie tylko dla ratowania Wisły, ale również dla branży crowdfundingu. – Choć była to bardziej zrzutka emocjonalna fanów niż inwestycja, to mamy do czynienia z formą budowania społeczności akcjonariuszy, którzy zyskają możliwość wglądu do dokumentów klubu. To cenne, by budować świadomość po stronie inwestorów, jak i transparentność po stronie firm szukających kapitału – mówi Karol Król, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Crowdfundingu.

Jak zaznacza, tego typu tzw. crowdinvesting popularny jest już w naszym kraju wśród startupów. – Rozwija się on bardzo dynamicznie, w tempie 20–30 proc. rocznie. Co ważne, następuje zmiana jakościowa. Nie przybywa aż tak bardzo samych projektów starających się o wsparcie, ale rośnie liczba akcji, w których udaje się pozyskać coraz większe sumy – tłumaczy.

Przekonuje przy tym, że equity crowdfunding to atrakcyjny mechanizm szczególnie dla przedsiębiorców, którzy szukają 1–4 mln zł.

Czekając na eksplozję

Crowdfunding w Polsce nabrał szczególnego rozpędu w ub.r., gdy weszły w życie przepisy, które podniosły limit 100 tys. euro, jakie spółki akcyjne mogły otrzymać w ramach zbiórek, do poziomu 1 mln euro. Wkrótce branża dostanie kolejne impulsy. W Brukseli trwają prace nad jeszcze wyższym limitem – 2,5 mln euro. Co więcej, w 2020 r. wejdą regulacje dotyczące ułatwień przy tworzeniu spółek akcyjnych (tzw. prosta spółka akcyjna). – To będą przełomowe momenty, które spowodują eksplozję popularności tej formuły pozyskiwania kapitału – twierdzi Regiec.

CZYTAJ TAKŻE: Polskie platformy crowdfundingowe w natarciu

Do tej pory do crowdfundingu, poza startupami, sięgali głównie twórcy gier planszowych czy wydawcy książek. Ale pieniądze internautów trafiają też na akcje charytatywne, przedsięwzięcia kulturalne i naukowe, a często prozaiczne potrzeby innych internautów. Np. na platformie Zrzutka.pl z takiej nowoczesnej formy finansowania skorzystała reprezentacja Polski w curlingu, która potrzebowała funduszy na wyjazd na Mistrzostwa Europy w Tallinie. Z kolei poprzez Beesfund była minister cyfryzacji Anna Streżyńska zebrała ponad 800 tys. zł na rozwój Carrotspotu – platformy motywacyjno-lojalnościowej opartej na technologii blockchain. Z podobnej ścieżki korzystały Browar Jastrzębie (zebrał 3,8 mln zł) czy spółka Doctor Brew (3,2 mln zł). O pozyskanie kapitału online w zamian za udziały starać się będą wkrótce również No Gravity Development, studio wydawcy gier Fat Dog Games czy Acro Bike, operator systemu najmu rowerów miejskich.

CZYTAJ TAKŻE: Rodzime startupy mają potencjał, by podbić świat

W 2018 r. rynek crowdfundingu w naszym kraju wart był ponad 0,5 mld zł, ale – jak prognozuje Tomasz Chołast, współzałożyciel Zrzutka.pl – w 2019 r. będzie to aż 0,7 mld zł. Po raz pierwszy w historii wartość mobilnego finansowania społecznościowego przekroczy połowę wartości całej branży (56 proc.). – Wartość rynku crowdfundingu na komórkach i tabletach zwiększy się o 165 proc. do poziomu 392 mln zł – wyjaśnia.

W przypadku Zrzutka.pl, wicelidera rynku crowdfundingu w Polsce i największej platformy, na której można sfinansować prawie każdy rodzaj projektu, odsetek mobilnych transakcji stanowił w ub.r. już 75 proc.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Technowieści

Czego nie warto przeoczyć w najbliższych dniach? Na co zwrócić uwagę? Moda na jedzenie ...

Narodowa strategia dla naszego cyberbezpieczeństwa

Technologie | Polska musi reagować na współczesne zagrożenia dotyczące wszystkich sektorów. Uderzenie w jedno ...

Polski krajobraz wdrożeń informatycznych

Najczęściej osoba odpowiedzialna za zakup systemu nie wie, co kupuje, bo się na tym ...

Monitory dla graczy wykrzywiają się

Globalna sprzedaż ekranów gamingowych rośnie w oszałamiającym tempie. W 2018 r. skoczyła o ponad ...

TicWatch, czyli dwa ekrany na nadgarstku

Wydawało się, że rynek smartwatchy został już podzielony. Samsung, LG, Huawei i Apple zagarnęli ...

Inteligentne zarządzanie zwiększa efektywność gospodarki

Nowe technologie pozwalają zaoszczędzić czas i pieniądze. Rozwój inteligentnych narzędzi dotyczy praktycznie wszystkich dziedzin ...