Volocopter to jedna z około 200 firm, które przygotowują się do takich usług i projektują odpowiednie maszyny. Chcą wprowadzić nowy rodzaj szybkiego, cichego i ekologicznego transportu, który pozwoli na ominięcie miejskich korków. Te elektryczne śmigłowce, pasażerskie drony, latające samochody czy pojazdy eVTOL – bo nazw jest wiele i żadna się jeszcze nie przyjęła – mają startować i lądować pionowo. Nie potrzebują więc wiele miejsca. Początkowo latałyby z pilotem, ale ostatecznym celem są pojazdy autonomiczne.

Paryż wart eVTOL

Francja stawia sobie za punkt honoru, by być miejscem, gdzie takie usługi będą oferowane komercyjnie jako pierwsze. Aeroports de Paris, który zarządza głównymi portami lotniczymi stolicy Francji, będzie obsługiwał otwarty właśnie na lotnisku Pontoise Cormeilles vertiport, czyli miejsce startów i lądowań wraz z towarzyszącą mu infrastrukturą, jak strefa kontroli czy hangar. Współpracuje przy tym z brytyjską firmą Skyport, która jest wiodącym deweloperem baz latających taksówek na świecie.

Jak pisze Bloomberg, Volocopter prowadzi już w Paryżu testy i ma nadzieję uzyskać zezwolenie regulacyjne do drugiego kwartału 2024 r., a więc przed rozpoczęciem igrzysk olimpijskich, podczas których drony pasażerskie mają zadebiutować. Z dotrzymaniem terminu nie powinno być raczej problemu, gdyż projekt jest również wspierany przez RATP Group, która zapewnia transport publiczny w rejonie Paryża, regulatora lotnictwa DGAC, a także Ministerstwo Transportu i region Ile-de-France.

Czytaj więcej

Latający kałasznikow i zabójczy „chorąży”. Rewolucja na niebie Ukrainy

Na igrzyska zaplanowano już trasy z lotnisk Charles de Gaulle i Le Bourget do centrum Paryża, gdzie na barce na Sekwanie zostanie ulokowany kolejny vertiport, oraz z lotniska Saint-Cyr w pobliżu Wersalu do centrum stolicy Francji. Stworzeniem vertiportu w regionie paryskim zainteresowane jest też uzdrowisko Enghien-les-Bains położone nad jeziorem i szczycące się luksusowymi hotelami oraz jedynym kasynem w regionie.

Valérie Pécresse, prezes Regionu Paryskiego, powiedziała, że chce, aby miasto było znane z pierwszego pasażerskiego lotu eVTOL, i dodała, że igrzyska olimpijskie są „niesamowitą okazją do zaprezentowania i uruchomienia tego projektu”.

Paryż to dopiero początek. Volocopter zamierza rozpocząć do końca 2024 roku świadczenie usług w Rzymie, a następnie w Miami, Los Angeles i w Singapurze, gdzie również już trwają testy. Przewiduje też uruchomienie powietrznego transportu ładunków dronami – VoloDrone.

Pieniądze z powietrza

Volocopter, założony w Karlsruhe przez Alexandra Zosela i Stephena Wolfa, zatrudnia prawie 700 pracowników. Zebrał już na działalność 500 milionów euro i wciąż zbiera gotówkę. Wykorzystuje choćby 182 mln dol. od Neom z Arabii Saudyjskiej, która buduje futurystyczne miasto nad Morzem Czerwonym, oraz pieniądze od funduszu wspieranego przez chińskiego producenta samochodów Zhejiang Geely Holding Group (posiadacza marki Volvo). Nie wszedł na giełdę w przeciwieństwie do wielu rywali. Brytyjski Vertical Aerospace i inny niemiecki start-up, Lilium, handlują na nowojorskiej giełdzie Nasdaq. Dyrektor generalny Volocoptera Dirk Hoke w rozmowie z Bloombergiem przekonuje, że zainteresowanie firmą ze strony inwestorów i konkurentów jest duże, a start-up zadebiutuje w przyszłym roku na giełdzie. Liczy na uzyskanie wyceny w wysokości co najmniej 10 mld euro.

Nic dziwnego, że wokół idei „powietrznych e-taxi” tworzą się sojusze gigantów. Start-up Joby Aviation, który zebrał już 590 mln dol., przyciągnął Intela, a potem Toyotę. Własne projekty eVTOL rozwijają też Rolls-Royce i Hyundai. W start-upy zainwestowały też wiodące amerykańskie linie lotnicze: Delta w Joby Aviation, American w Vertical Aviation, a United w Eve Air i Archer Aviation.

Wzorem Tesla

Dyrektor handlowy Volocoptera Christian Bauer, były dyrektor wykonawczy Daimlera, powiedział, że Volocopter będzie tak rewolucyjny jak samochody Tesla, gdy rozmiar latających pojazdów wzrośnie. – Tesla zaczęła od dwumiejscowego samochodu, ponieważ nie było odpowiedniej technologii akumulatorów, a teraz są najcenniejszą marką samochodów na świecie – powiedział. – Właśnie tam chcemy iść.

Ale poszczególne projekty różnią się od siebie, niektóre mocno. Np. Lilium innego niemieckiego start-upu o tej nazwie to już bardziej samolot. Maszynę, która pomieści pięć osób, napędza 36 silników odrzutowych. Po starcie silniki obracają się i dalej leci ona jak standardowy samolot.

Założeniem tego biznesu przeważnie jest, by opłaty od osoby nie były znacząco wyższe od przejazdu po mieście Uberem (a więc 2–3 dol. za milę). Ma to być więc transport tani, podczas gdy na obecne przeloty śmigłowcami spalinowymi stać nielicznych. W dodatku bardzo szybki. Joby Aviation postawiło sobie za cel dotarcie do miejsca docelowego pięć razy szybciej niż samochodem.

Jednak zanim ten rodzaj przemieszczania upowszechni się, miną lata. Producenci pojazdów eVTOL muszą uzyskać certyfikaty nadzorców ruchu lotniczego, a ci muszą określić zasady działania powietrznych taksówek. Te zaś muszą liczyć na wydajne i tańsze baterie.

Gary Gysin, dyrektor generalny Wisk Aero, producenta eVTOL, który wyodrębnił się z Kittyhawk, szacuje, że tylko cztery lub pięć firm przejdzie z etapu prototypów do etapu produkcji. – To nie jest rodzaj gry, w którą wkładasz trochę pieniędzy i uzyskujesz zwrot w ciągu dwóch lub trzech lat – powiedział Gysin w wywiadzie dla „Observera”.

Reszta firm najpewniej upadnie lub zostanie sprzedana i nie pomogą znani inwestorzy i wielkie nazwiska. Tak jak stało się to w przypadku Ubera Elevate czy start-upu Kittyhawk wspieranego przez współzałożyciela Google’a Larry’ego Page’a. Firma wstrzymała działalność po 12 latach nierentownej działalności, tracąc wiarę w komercjalizację swych projektów.

Lilium to pojazd latający dzięki aż 36 elektrycznym silnikom odrzutowym

Lilium to pojazd latający dzięki aż 36 elektrycznym silnikom odrzutowym

mat. pras.