Bank for International Settlements (BIS), organizacja zrzeszająca banki centralne (w formie spółki akcyjnej, w której udziały ma 60 takich instytucji z całego świata), wezwała do zapewnienia osobom fizycznym i firmom większej kontroli nad danymi gromadzonymi przez media społecznościowe, banki i firmy z sektora Big Tech.

W ostatnich latach dokonał się prawdziwy boom w gromadzeniu, przetwarzaniu i sprzedaży danych osobowych. To pokłosie wzrostu popularności smartfonów i innych gadżetów, które wszystkie są podłączone do internetu, zawierają aplikacje i znajdują się cały czas ze swoimi użytkownikami. Za tym wciąż jednak nie poszły globalne zmiany w przepisach dotyczących danych osobowych.

BIS, w opublikowanym w czwartek dokumencie, stwierdza, że choć w większości krajów już obowiązują jakieś przepisy w tej kwestii, to większość osób fizycznych nadal nie jest świadoma swoich praw. By zmienić ten stan rzeczy, władze – zdaniem BIS – powinny przyjąć nowe przepisy zarządzania danymi, by „wyrównać szanse”.

Nowe przepisy powinny wymagać od firm uzyskiwania wyraźniejszej zgody na gromadzenie danych, lepszego sposobu wyjaśniania tego, jak je wykorzystują, oraz ułatwiania dostępu do nich osobom, od których je pozyskano. – W przypadku wymiany danych między dostawcami a użytkownikami system nadzoru powinien określać, jakie dane są wymagane, jak długo będą one przechowywane przez użytkowników oraz kto będzie je przetwarzał – stwierdza BIS w dokumencie cytowanym przez Agencję Reutera.

Obecnie najbardziej kompleksowym rozwiązaniem kontroli nad danymi osobowymi jest ogólne rozporządzenie o ochronie danych (GDPR) Unii Europejskiej (w Polsce wdrożone i znane jako RODO). W innych częściach świata nie jest już tak różowo – np. w USA, w których ma siedzibę większość firm, Big Tech nadal nie ma nadrzędnych, federalnych przepisów i ochrona danych osobowych odbywa się na podstawie przepisów stanowych i branżowych.

W dokumencie BIS zauważono też, że osoby, których dane są wykorzystywane, często tracą do nich dostęp po ich udostępnieniu, a firmy, które je wykorzystują, mogą z kolei je łączyć z innymi danymi, tworząc tzw. dane pochodne. W efekcie to nie właściciele danych zarabiają na nich, tylko firmy, które są użytkownikami.