To istne tsunami w branży, choć o wzbierającej fali kłopotów światowej branży technologicznej mówiło się od miesięcy, to jednak właśnie teraz zaczyna ona uderzać. Twitter, po przejęciu przez Elona Muska, zwolnił niemal połowę załogi (3,7 tys. osób), a Meta i fintech Stripe tną zatrudnienie o kilkanaście procent (pracę straci odpowiednio 11 tys. i 1,2 tys. pracowników). Z kolei Amazon zamierza zwolnić 10 tys. osób. A to dopiero początek zwolnień w branży technologicznej. Nolan Church, prezes Continuum, wylicza, że od początku roku do lipca start-upy zredukowały zatrudnienie o grubo ponad 50 tys. etatów. Zaś do dzisiaj ta fala przybrała już rozmiar ponad 100 tys. miejsc pracy. W rozmowie z TechCrunch szacuje, że w I kwartale 2023 r. firmy technologiczne na całym świecie zwolnią kolejne 30–40 tys. osób. Kryzys gospodarczy spowodował, że na dotychczas odpornej na różnego rodzaju zawirowania branży (pandemia ją nawet umocniła) pojawiły się poważne rysy.

Rysy i pęknięcia

W przypadku rynku krypto, a więc cyfrowych walut czy tokenów NFT, można mówić wręcz o pęknięciach. Jeszcze na początku roku za bitcoina płacono 47,3 tys. dol., a w listopadzie już poniżej 16 tys. dol. Wycena tej kryptowaluty stopniała zatem w dziesięć miesięcy o dwie trzecie. Kurs ethereum od stycznia br. runął o 68 proc. W sumie w ciągu roku (od listopada 2021 r.) z obu rynków pod względem kapitalizacji „wyparowało” niewyobrażalne 1,3 bln dol. Analitycy nie mają wątpliwości, że kryptowalutowy krach staje się faktem. Gwałtownie topniejąca wartość tokenów NFT, które jeszcze rok temu osiągały wręcz kosmiczne poziomy wycen, czy upadek krypto giełdy FTX nie pozostawiają złudzeń. Ta ostatnia – jedna z największych platform w tej branży, wyceniana na 32 mld dol. – z dnia na dzień straciła płynność. Fala wniosków o wypłatę środków sprawiła, że firmie stworzonej przez Sama Bankmana-Friedmana zabrakło bagatela 8 mld dol. (przy czym warto dodać, że ów szturm na FTX zainicjowany został przez rywala giełdy – platformę Binance). Bankman-Friedman w moment stracił 95 proc. majątku, a wraz z nim tysiące osób, które inwestowały FTX oszczędności swojego życia. A jeszcze niedawno ten sam założyciel FTX chciał wspólnie z Muskiem przejąć Twittera. Ostatecznie kontrowersyjnego miliardera w zakupie popularnej platformy społecznościowej wsparły pieniądze m.in. saudyjskich szejków. I w ten oto sposób pojawia się kolejna rysa w technologicznym świecie. Chodzi o topniejący brak zaufania do tzw. bigtechów.

Czytaj więcej

Klapa dostawczych robotów. Giganci wierzyli, że to przyszłość e-handlu

Problemy takich gigantów jak Facebook, Apple czy Google – w kontekście gromadzenia i wykorzystywania danych swoich użytkowników – od dawna sprawiały, że początkowa fascynacja potężnymi platformami zamieniała się w narastające obawy. Dla niektórych nadzieją na uzdrowienie tej sytuacji miał być właśnie Elon Musk, który przejmował Twittera ze sloganem wolności słowa na ustach. Ale nadzieja okazała się płonna. Zdeptał to hasło, dopuszczając bowiem do transakcji arabskich inwestorów. Skoro wiadomo, jak na Półwyspie Arabskim są traktowane prawa człowieka, to czy saudyjski książę Alwaleed bin Talal oraz katarskie i saudyjskie fundusze, które wyłożyły w sumie (wedle analiz think tanku New America) niemal 2,3 mld dol. na kupno Twittera, mogą być gwarantem wolności słowa?

Czy to już kryzys?

Kryzys gospodarczy, bańki, topniejące zaufanie – na tych fundamentach bigtechy swojej potęgi nie utrzymają. Widać to zresztą w topniejących wycenach koncernów. Z elitarnego klubu firm o kapitalizacji przekraczającej 1 bln dol. wypadł kilka tygodni temu (choć tylko na krótko) Amazon. Potentat e-handlu jeszcze w zeszłe wakacje dobił do rekordowej wyceny 1,9 bln dol., by jego wartość w ciągu kilkunastu miesięcy spadła o ponad 50 proc. Choć giganci w ostatnich dniach zaczęli odrabiać straty, to warto zauważyć, że od początku roku giełdowy kurs Apple’a zjechał o 18 proc., Alphabetu o 33 proc., Microsoftu o 26 proc., Tesli o przeszło 50 proc., a Mety o 67 proc. Łącznie kapitalizacja tych firm (wraz z Amazonem) od stycznia br. runęła o grubo ponad 3 bln dol. Aby dokładniej uświadomić skalę spadku, można to zobrazować sobie w ten sposób, że to wartość, która odpowiadałaby całkowitemu zniknięciu z rynku grupy takich firmy jak Sony, IBM, Samsung, Netflix, Exxon Mobil, Mastercard, Visa, Nestle, a także Johnson & Johnson, Pfizer oraz Coca-Cola i McDonald. Jednocześnie.

Czytaj więcej

Ogromne zwolnienia w Amazonie będą jeszcze większe. Wiadomo, kto ucierpi

amazonAle problem dotyka nie tylko świata technologii w Stanach Zjednoczonych. To kwestia globalna. Wystarczy wspomnieć, iż chińscy giganci, jak Tencent czy Baidu i Alibaba, mocną krwawią. Akcje tego pierwszego od początku roku potaniały o 42 proc., a kolejnych dwóch – o 38 proc.

– Żyjemy w bezprecedensowych czasach – przyznał podczas spotkania z analitykami Tim Cook, szef Apple’a, wskazując na wyzwania, z którymi firmy się mierzą: wojnę w Ukrainie, Covid-19, trudną sytuację gospodarczą i rosnące zagrożenia klimatyczne.