Zgodnie z analizą przeprowadzoną przez portal Hill.com, gdy firma rozpocznie w piątek handel na giełdzie Nasdaq, status milionera zyska ponad 4 tys. obecnych i byłych pracowników. Szacuje się, że spośród nich około 400 osób będzie posiadać pakiety akcji warte 100 milionów dolarów lub więcej. Analitycy rynkowi podkreślają, że tak głęboka dystrybucja bogactwa wewnątrz firmy zdarza się niezwykle rzadko – zazwyczaj przy IPO miliarderami zostają tylko założyciele i topowe fundusze VC.

W historii rynków kapitałowych podobne zjawiska masowego bogacenia się pracowników zdarzały się rzadko i zawsze zwiastowały nadejście nowej ery technologicznej. Gdy w 1986 roku na giełdę wchodził Microsoft, narodziło się około 4 dużych i blisko 12 tysięcy mniejszych „microsoftowych milionerów” – od wczesnych programistów po asystentki Billa Gatesa. Z kolei debiut Google w 2004 roku z dnia na dzień stworzył około tysiąca milionerów, w tym słynną masażystkę zatrudnioną w biurze w Mountain View, która zamiast gotówki przyjmowała akcje.

Czytaj więcej

SpaceX szykuje największy debiut świata. Stawką bilion Muska i nowa era AI

SpaceX idzie jednak o krok dalej. O ile w przypadku Microsoftu i Google beneficjentami była głównie wysoko wykwalifikowana kadra inżynierów z Doliny Krzemowej, o tyle imperium Muska demokratyzuje to zjawisko na niespotykaną skalę.

Spawacze i kucharze na giełdzie

Kreowanie bogactwa nie ograniczy się bowiem jedynie do inżynierów i kadry zarządzającej. Filozofia wynagradzania w SpaceX od dawna faworyzowała współwłasność kosztem gotówki, a firma historycznie nagradzała opcjami na akcje ludzi na każdym szczeblu – w tym kucharzy, spawaczy i pracowników administracyjnych. Cenę akcji ustalono w środę na poziomie 135 dolarów za sztukę, co wycenia firmę na prawie 1,8 biliona dolarów.

Ta astronomiczna kwota sprawia, że SpaceX staje się z miejsca jedną z najważniejszych spółek świata. Popyt na akcje ze strony globalnych funduszy inwestycyjnych okazał się tak ogromny, że oferta została wielokrotnie nadsubskrybowana. Euforię napędza wiara firmę, która ma niemal monopol w wynoszeniu ładunków na orbitę, globalną sieć internetową Starlink, ale również na rozwijany pod skrzydłami Muska ekosystem sztucznej inteligencji xAI.

Opcje przyznane jeszcze w 2025 roku miały ceny wykonania na poziomie 37 dolarów i 42,40 dolara za akcję. Oznacza to, że pracownicy posiadający te pakiety zobaczą, jak ich papierowe zyski mnożą się kilkukrotnie przy cenie debiutu. Zatrudnieni mogą zarobić jeszcze więcej, jeśli kurs akcji wzrośnie, co jest bardzo prawdopodobne, zważywszy na ogromną nadsubskrypcję akcji.

Czytaj więcej

Największa rakieta świata zdała egzamin. Sukces SpaceX przed wejściem na giełdę

W mediach pojawiają się już konkretne historie potwierdzające tę tezę. „The Wall Street Journal” opisał losy Juana Hernandeza, byłego spawacza pracującego przy budowie rakiet. Mężczyzna został zatrudniony jako zewnętrzny kontrahent ze stawką zaledwie 28 dolarów na godzinę, ale systematycznie odkładał przyznawane mu pakiety akcji. Dzięki piątkowemu IPO jego majątek zostanie wyceniony na 880 tysięcy dolarów. Co ciekawe, Hernandez część swoich udziałów zdołał spieniężyć na rynku wtórnym już wcześniej, co pozwoliło mu na założenie małego, prywatnego biznesu na rynku nieruchomości. 

Ryzyko koncentracji i kosmiczne fundusze

Dla niektórych pracowników ten nieoczekiwany przypływ gotówki wiąże się jednak z poważnym dylematem finansowym. Jeden z byłych zatrudnionych posiada udziały warte 21,4 miliona dolarów, które stanowią aż 93 proc. płynnego majątku netto jego gospodarstwa domowego. Podkreśla to ryzyko koncentracji kapitału, wynikające z lat pobierania wynagrodzenia opartego w dużej mierze na akcjach. Aby temu zaradzić, grupa ponad 100 obecnych i byłych pracowników stworzyła nisko kosztowe porozumienie w zakresie zarządzania majątkiem z firmą doradczą Choreo. Reprezentują oni połączony, potencjalny kapitał o wartości od 1 do 5 miliardów dolarów, a zrzeszenie powstało specjalnie po to, aby uniknąć wysokich prowizji i podatków.

Gorączka złota w Teksasie

Nowi milionerzy muszą gdzieś mieszkać. Giełdowy debiut drastycznie przyspieszy boom mieszkaniowy w Południowym Teksasie, gdzie w pobliżu Brownsville znajduje się należący do SpaceX ośrodek kosmiczny Starbase. Jak podaje portal The Next Web, średnia cena domu w hrabstwie Cameron wzrosła od momentu pojawienia się tam firmy ponad dwukrotnie – z około 131 000 dolarów w 2014 roku do ponad 281 000 dolarów w kwietniu 2026 roku. Wieloletni mieszkańcy już teraz mierzą się z ogromną presją cenową, jako że napływający specjaliści ze SpaceX licytują wyższe stawki przy zakupie nieruchomości. Jeśli tysiące nowych milionerów posiadających płynną gotówkę ponownie zainwestuje w lokalne domy i działki, ryzyko wypierania dotychczasowych mieszkańców jeszcze bardziej wzrośnie.

Pod twardą władzą Muska

Warto jednak pamiętać o kilku zastrzeżeniach. Liczba 4 tys. milionerów to wciąż szacunki portalu Hill.com, a nie oficjalne, potwierdzone informacje ujawnione przez samo SpaceX. Rzeczywiste wyniki zależą od ostatecznej ceny giełdowej, harmonogramów nabywania praw do akcji przez pracowników (tzw. vesting), okresów blokady (lockup) oraz indywidualnej sytuacji podatkowej każdego z nich.

Ograniczenia wynikające z okresu blokady zazwyczaj uniemożliwiają pracownikom sprzedaż akcji przez 90 do 180 dni po debiucie. Majątek ten jest więc na razie głównie na papierze i pozostanie taki przez najbliższe miesiące. Ewentualny spadek cen akcji po IPO w okresie blokady mógłby drastycznie zmniejszyć rzeczywistą wartość, jaką pracownicy ostatecznie spieniężą.

Czytaj więcej

Amazon rzuca wyzwanie Muskowi. Nowy internet z kosmosu zagrozi Starlinkowi

Istnieje jednak wyłom w tej zasadzie. Według doniesień z rynku, SpaceX uruchomiło specjalny program akcji dedykowanych (Directed Share Program), rezerwując niewielką pulę walorów dla pracowników i ich najbliższych rodzin, która ma być częściowo zwolniona z rygorystycznego lockupu. To tam pojawi się pierwsza gotówka.

Elon Musk zachowa po ofercie ponad 82 proc. kontroli nad głosami dzięki akcjom uprzywilejowanym. Oznacza to, że 4 tys. nowych milionerów będzie miało znikomy wpływ na strategiczne decyzje korporacji. Taka struktura zarządzania szeroko dystrybuuje korzyści ekonomiczne, lecz władzę decyzyjną skupia w niezwykle wąskim gronie. Ale dla tak bogatych ludzi, jak pracownicy SpaceX, to już nie musi mieć tak dużego znaczenia.