SpaceX przygotowuje się do 14. lotu testowego zestawu statek Starship–rakieta Super Heavy. Tym razem celem jest nie tylko pierwsze w historii pełne osiągnięcie orbity, ale też po raz pierwszy umieszczenie na niej nowej generacji satelitów Starlink V3. W dalszej perspektywie ta sama rakieta ma stać się fundamentem jeszcze bardziej śmiałego projektu Elona Muska – wynoszenia w kosmos infrastruktury obliczeniowej dla sztucznej inteligencji.
Jak wynika z komunikatów SpaceX, 75-minutowe okno startowe otwiera się w poniedziałek o godz. 14.15 czasu polskiego w prywatnym kosmodromie Starbase w Teksasie. Zgodę na operację wydała już Federalna Administracja Lotnictwa (FAA). Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Starship spędzi w przestrzeni niemal dziesięć godzin, wykona około sześciu okrążeń Ziemi na wysokości ok. 275 km, a następnie ma wejść w atmosferę i zakończyć lot wodowaniem na Pacyfiku.
Podczas 14. misji testowej na pokładzie rakiety znajdzie się 26 satelitów Starlink V3. To jednostki nowej generacji, produkowane przez SpaceX. Są większe i mają zapewniać znacznie większą przepustowość niż obecnie wynoszone satelity systemu Starlink.
Czytaj więcej
Po rekordowym debiucie giełdowym skończył się miodowy miesiąc SpaceX, a majątek Elona Muska skurczył się o rekordowe 600 mld dol. Inwestorzy, którz...
Nie będzie to jednak absolutny debiut V3. Podczas 13. lotu Starshipa w lipcu SpaceX wypuścił 20 takich satelitów. Był to jednak test na trajektorii suborbitalnej – zgodnie z planem satelity weszły w atmosferę około 20 minut po wypuszczeniu. Teraz po raz pierwszy V3 mają trafić na właściwą orbitę i rozpocząć działanie w konstelacji.
Różnica ma znaczenie również biznesowe. Według SpaceX pojedynczy start Starshipa z satelitami V3 ma w przyszłości dodawać do sieci ponad 20 razy więcej przepustowości niż obecny start Falcona 9 z satelitami generacji V2.
Ze względu na gabaryty i masę nowej generacji satelitów dotychczas wykorzystywane rakiety Falcon 9 nie są w stanie wynosić ich w dużej liczbie. Starship staje się więc bezpośrednim warunkiem dalszego szybkiego rozwoju sieci.
Dlaczego Musk potrzebuje Starshipa tu i teraz?
Mierząca około 124 metrów największa rakieta na świecie ma kluczowe znaczenie dla finansowej przyszłości SpaceX. Przedsiębiorstwo opiera znaczną część swojej wyceny na dalszym skalowaniu globalnego internetu satelitarnego Starlink, który pozostaje na razie kluczowym biznesem spółki.
Różnica skali w porównaniu z konkurencją jest ogromna. SpaceX obsługuje obecnie na orbicie około 11 tys. aktywnych satelitów Starlink, podczas gdy jej główny rywal, Eutelsat OneWeb, posiada ich niespełna 650.
Podczas sierpniowej telekonferencji z inwestorami Elon Musk nie krył ambicji: – Nie jest wykluczone, że w pewnym momencie Starlink będzie dostarczał większość światowego internetu – przynajmniej w krajach, w których mamy pozwolenie na działalność, co dotyczy przecież zdecydowanej większości globu – powiedział, cytowany przez CNBC.
Czytaj więcej
Rakieta New Glenn firmy Blue Origin eksplodowała podczas testów na Florydzie, pogłębiając problemy projektu Jeffa Bezosa. Katastrofa może opóźnić k...
Rynkowy optymizm przypieczętował debiut giełdowy z czerwca tego roku, który przeszedł do historii jako największa pierwsza oferta publiczna (IPO) wszech czasów. Akcje SpaceX w pierwszym dniu notowań podrożały o 19 proc., a kapitalizacja spółki przekroczyła 2 bln dol.
Dlatego każdy kolejny test Starshipa ma dziś również wymiar giełdowy. SpaceX musi udowodnić inwestorom, że potrafi przejść od eksperymentalnych lotów największej rakiety świata do regularnego, taniego transportu ogromnych ładunków na orbitę. Bez tego trudno będzie zrealizować zarówno ambitne plany rozbudowy Starlinka, jak i kolejne przedsięwzięcia Muska w kosmosie.
Aby uzasadnić tak wysoką wycenę i skalę przyszłych inwestycji, SpaceX musi radykalnie obniżyć koszty wynoszenia kilograma ładunku na orbitę. Odpowiedzią ma być właśnie Starship – projektowany jako w pełni wielokrotnego użytku system transportowy zdolny do przenoszenia niespotykanego dotąd tonażu.
Trzynaście poprzednich misji odbywało się po celowo wybranych trajektoriach suborbitalnych. Teraz SpaceX chce pokazać, że Starship potrafi nie tylko dotrzeć w przestrzeń kosmiczną, ale wejść na stabilną orbitę, pozostać tam przez wiele godzin i wykonać misję kosmiczną.
Od księżycowego lądownika po superkomputery AI
Żaden z 13 wcześniejszych lotów testowych nie miał na celu wejścia na stabilną orbitę okołoziemską. Dotychczasowe próby służyły m.in. testowaniu osłony termicznej, separacji stopni, ponownego uruchamiania silników w przestrzeni oraz manewrów powrotnych. SpaceX ćwiczył także spektakularne przechwytywanie członu Super Heavy przez ramiona wieży startowej Mechazilla.
Dopiero 14. misja ma udowodnić, że konstrukcja jest gotowa do wykonywania pełnych zadań orbitalnych.
Stawka jest wysoka także dla amerykańskiego programu kosmicznego. SpaceX przygotowuje Starshipa do kluczowych sprawdzianów na zlecenie NASA. Zmodyfikowana wersja pojazdu ma posłużyć jako księżycowy lądownik HLS (Human Landing System) programu Artemis, który ma ponownie dostarczyć amerykańskich astronautów na powierzchnię Srebrnego Globu.
Starship ma jednak coraz większe znaczenie również dla innego biznesu SpaceX – sztucznej inteligencji. Po giełdowym debiucie firma zaczęła mocniej eksponować plany budowy orbitalnej infrastruktury obliczeniowej.
Wizja Muska jest niezwykle ambitna. SpaceX wylicza, że gdyby Starship osiągnął docelową częstotliwość startów i przenosił na orbitę milion ton ładunku rocznie, satelity dysponujące mocą obliczeniową 100 kW na tonę mogłyby co roku zwiększać orbitalne zasoby AI o około 100 GW. To na razie scenariusz firmy, a nie istniejąca infrastruktura, ale pokazuje, dlaczego powodzenie Starshipa staje się warunkiem realizacji nie tylko kosmicznych, lecz także sztuczno-inteligentnych ambicji Muska.
Dlatego poniedziałkowy lot jest czymś więcej niż kolejnym widowiskowym testem rakiety. Starship ma po raz pierwszy zrobić to, do czego od początku był projektowany – wejść na orbitę i dostarczyć tam użyteczny ładunek.