Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co napędza rewolucję w robotyce i które firmy już wdrażają humanoidy?
  • Jaki kluczowy podzespół, stanowiący nawet 60 proc. kosztów robota, hamuje masową produkcję?
  • W jaki sposób surowcowa geopolityka i uzależnienie od jednego kraju mogą wstrzymać globalny rozwój całej branży?

Kolejny wielki przełom technologiczny jest tuż za rogiem, a ma on związek z opuszczeniem przez AI cyfrowego świata chatbotów i integracją algorytmów z robotami. Skala optymizmu instytucji finansowych i gigantów technologicznych związana z tym trendem jest ogromna. W ubiegłym tygodniu na szczycie G20 w Chapel Hill w Karolinie Północnej Elon Musk ogłosił: „Za 10 lat będzie działać co najmniej miliard robotów, z których każdy będzie generował co najmniej pięciokrotność produkcji człowieka”.

Z kolei w opublikowanym niedawno 80-stronicowym raporcie Eric Sheridan, analityk Goldman Sachs, dokonał radykalnej rewizji prognoz dla sektora humanoidów, zwiększając je aż czterokrotnie.

Miliardy zysków i miliony maszyn

Bank szacuje obecnie, że do 2035 r. dostawy takich maszyn sięgną 6,5 mln sztuk rocznie (wcześniejsza estymacja zakładała 1,38 mln sztuk), co sprawi, iż rynek ten będzie wart 138 mld dol. Motorem napędowym mają być maszyny dla sektorów logistyki, magazynowania i e-commerce. Wystarczy zauważyć, iż już dziś Amazon dysponuje flotą przekraczającą milion robotów w 300 centrach, a Walmart objął automatyzacją transportu towarów 3100 sklepów w całych Stanach Zjednoczonych. Według Goldman Sachs pełna automatyzacja może do 2030 r. przynieść samemu Amazonowi 72 mld dol. oszczędności w kosztach operacyjnych i podbić marżę o 240 punktów bazowych.

Drugim kluczowym poligonem jest motoryzacja – o ile spawalnie aut są zautomatyzowane niemal w 100 proc., o tyle montaż końcowy i precyzyjne sortowanie części wciąż polegają na pracy ludzkich rąk. Z badań Goldman Sachs wynika, że aż 40 proc. menedżerów najwyższego szczebla zakłada automatyzację co najmniej 10 proc. procesów za pomocą uniwersalnych maszyn w ciągu 3-5 lat. Ten przełom właśnie ruszył: Tesla instaluje pierwsze dedykowane linie produkcyjne dla humanoida Optimus w kalifornijskim zakładzie we Fremont, w fabrykach BMW w Karolinie Południowej pracują dwunożne maszyny start-upu Figure, Mercedes-Benz testuje platformę Apollo od Apptronik, a Toyota zacieśnia współpracę z Agility Robotics. Eksperci wyliczyli, że sama Toyota może do 2035 r. wyprodukować od 190 tys. do 540 tys. własnych robotów humanoidalnych, przejmując od 3 do 8 proc. światowego rynku. Swoje dołoży inny potentat – Hyundai Motor. Po przejęciu Boston Dynamics za 1,1 mld dol. (i sfinalizowaniu pełnego wykupu akcji), koreański koncern zamierza wykorzystać swoją globalną sieć salonów dealerskich jako autoryzowany kanał dystrybucji maszyn. Jak zapowiedział dyrektor generalny José Muñoz, dealerzy mogliby sprzedawać zarówno inspekcyjnego, czworonożnego Spota, jak i najnowszego, w pełni elektrycznego humanoida Atlas, dysponującego zakresem obrotu tułowia o 180 stopni. Ramię finansowe koncernu, Hyundai Capital, bada możliwość oferowania leasingu i kredytów na roboty dokładnie na takich samych zasadach, jak przy zakupie samochodów osobowych i dostawczych.

Półprzewodnikowe eldorado

Boom więc już ruszył, a wraz z nim eksploduje zapotrzebowanie na zaawansowane układy scalone. Pojedynczy robot humanoidalny wymaga komponentów półprzewodnikowych o wartości od 3 do ponad 6 tys. dol. – od wysokowydajnych modułów obliczeniowych i pamięci brzegowej (edge storage), po układy analogowe. Równolegle tradycyjne sterowniki PLC ustępują miejsca rozwiązaniom wirtualnym, rosnącym w tempie 20-30 proc. rocznie, co zmusza dotychczasowych liderów automatyki, jak Siemens czy Rockwell Automation, do gruntownej transformacji. Potencjał ten błyskawicznie spienięża natomiast Nvidia. Dział „fizycznej sztucznej inteligencji” koncernu, zasilający robotykę, pojazdy autonomiczne i drony, przynosi już ok. 10 mld dol. rocznego przychodu. Układy z serii Orin i Thor, a także środowiska symulacyjne Isaac i otwarte modele Cosmos, trafiają do dziesiątek globalnych producentów, cementując dominację koncernu w segmencie obliczeń kognitywnych i sterowania ruchem. Ale to kropla względem potencjału – szef spółki Jensen Huang oszacował rynek robotyki przemysłowej na 50 bln dol.

Plany wiodących producentów są imponujące – Hyundai chce uruchomić w USA w 2028 r. produkcję maszyn o wolumenie sięgającym 30 tys. sztuk rocznie, norwesko-amerykański startup 1X zbiera zamówienia na domowego asystenta Neo wycenionego na 20 tys. dol., a chińskie Unitree oferuje podstawowe konstrukcje w sprzedaży internetowej za ułamek tej kwoty – już od 4,9 tys. dol. Bariera finansowa zakupu zaawansowanej maszyny zaczyna więc znikać. Pojawiają się jednak inne – technologiczne i strukturalne. Choć Chiny odpowiadały w minionym roku za 95 proc. globalnej produkcji robotów humanoidalnych (dostarczając ok. 20 tys. maszyn, z perspektywą przekroczenia 100 tys. sztuk), tamtejszy sektor boryka się z dramatycznym deficytem… inteligencji ogólnej.

Zderzenie z rzeczywistością

W centrum treningowym w Liuzhou „ludzcy” operatorzy muszą powtarzać procedury setki razy, by robot poprawnie wykonał pojedyncze zadanie. Jak bez ogródek podsumował Tang Wenbin, prezes startupu Yuanli Lingji, „wiele z tego, co dziś widzimy, to taniec udający pracę”. Maszyny osiągają zaledwie 20 proc. tempa pracy dorosłego człowieka i są bezradne wobec najmniejszych anomalii otoczenia. Z danych Counterpoint Research wynika, że aż 33,6 proc. dostaw chińskich humanoidów w I połowie br. trafiło do sektora rozrywki i na pokazy, a 27 proc. do badań i generowania danych. „Twarde” użycie tych technologii wciąż nie jest proste – przemysł zaabsorbował mniej niż 13 proc. tych maszyn, a logistyka niecałe 5 proc. Wang Xingxing, twórca Unitree, przewiduje, iż prawdziwy przełom w tzw. ucieleśnionej sztucznej inteligencji nastąpi nie wcześniej niż za 2-3 lata, choć bardziej pesymistyczne scenariusze mówią wręcz o dekadzie. Część analityków zwraca uwagę, że wyceny rynkowe spółek z branży, podsycane subsydiami rządowymi (władze w Pekinie wydały na ten cel 230 mln dol. w zaledwie pół roku), noszą znamiona klasycznej bańki spekulacyjnej.

Co ciekawe, hamulcem okazał się też hardware. Eksperci McKinsey wskazują na siłowniki – zmotoryzowane stawy odpowiadające za dynamikę, precyzję i udźwig, które stanowią od 40 do 60 proc. całkowitego kosztu materiałowego humanoida. Z kolei za 30-50 proc. ceny samego siłownika odpowiada precyzyjna przekładnia. A rynek tych podzespołów jest zdominowany przez wąską grupę wyspecjalizowanych graczy, takich jak japońskie Harmonic Drive czy Nabtesco, gdzie certyfikacja i wdrożenie podzespołów trwają latami. Ale najtwardszym orzechem do zgryzienia pozostaje jednak surowcowa geopolityka. Każdy zaawansowany przegub wymaga silnych magnesów neodymowych.

Choć Zachód próbuje dywersyfikować łańcuchy dostaw za pomocą takich regulacji jak Europejski Akt o Surowcach Krytycznych, to Chiny kontrolują niemal 90 proc. globalnych mocy rafinacji i przetwarzania metali ziem rzadkich. Nawet siłownik wyprodukowany i certyfikowany w Europie czy USA opiera się na komponentach przetworzonych w Państwie Środka. Specjaliści przekonują, że dopóki przemysł nie uniezależni się od wąskich gardeł precyzyjnej mechaniki i surowców, na tzw. moment ChatGPT w inteligentnej robotyce będzie trzeba jeszcze poczekać.