Debata „Rz”. Jak zbudować cyfrową dolinę

Od lewej: Justyna Orłowska, dyrektor programu GovTech Polska; Sławomir Szmytkowski, wiceprezes Asseco Poland; Katarzyna Kucharczyk z „Rzeczpospolitej”; Jan Grabiec, przewodniczący sejmowej Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii; Michał Jaworski, członek zarządu Microsoftu; Hubert Nowak, prezes Urzędu Zamówień Publicznych.
robert gardziński

Nie jesteśmy w stanie skopiować rozwiązania z Kalifornii, ale powinniśmy tworzyć warunki, które pomogą nam mocniej skręcić w stronę innowacyjności – podkreślali uczestnicy debaty „Rzeczpospolitej”.

Z raportu Instytutu Sobieskiego wynika, że w ostatnich latach polska gospodarka rosła średnio o 4,5 proc. rocznie, a branża IT – zaledwie 1,5 proc. – To symptomatyczne, bo przecież branża IT powinna być lokomotywą nowoczesnej gospodarki – podkreślał Sławomir Szmytkowski, wiceprezes zarządu Asseco Poland. Wtórował mu Michał Jaworski z zarządu firmy Microsoft.

– Nie łudźmy się, że stworzymy „akt strzelisty” i zadeklarujemy innowacyjność. Na nią składa się en inicjatyw i działań, niekiedy drobnych decyzji pojedynczych osób – mówił, podkreślając, że to jedyna droga, żeby wyjść z tzw. pułapki średniego rozwoju.

Skopiować się nie da

Uczestnicy debaty sceptycznie zapatrywali się na możliwość stworzenia polskiej doliny cyfrowej. Zwracali uwagę, że nasz kraj dopiero od około 30 lat ma swobodę działania.

– Dopiero tworzymy kulturę, która na Zachodzie powstawała dużo wcześniej: wraz z mitem Forda, Amancio Ortegi, Apple’a itp. To trochę tak jak w sporcie. Lewandowski przemawia do wyobraźni Polaków, a Messi czy Ronaldo, nawet mimo globalizacji, są znacznie bardziej odlegli. Musimy zebrać własny bagaż doświadczeń i wyciągnąć wnioski, również z porażek – mówił Hubert Nowak, prezes Urzędu Zamówień Publicznych. Prelegenci zwracali uwagę, że wiele krajów, również większych od Polski, próbowało skopiować ideę Doliny Krzemowej. Nie udało się nikomu.

– W mojej ocenie nie ma możliwości skopiowania rozwiązania z Kalifornii i stworzenia polskiej Doliny Krzemowej. Relacja deficytów kapitału społecznego, kultury organizacyjnej, zaplecza akademickiego czy finansowego i barier kulturowych w stosunku do potencjału, głównie kapitału ludzkiego, jest zbyt duża, żeby dało się to zrobić – ocenił Szmytkowski. Zaznaczył natomiast, że trzeba tworzyć warunki, które w długiej perspektywie pomogą rozwijać polską gospodarkę w kierunku innowacyjności i szukać swojego własnego pomysłu, który w tym pomoże.

Wtórował mu Jan Grabiec, przewodniczący sejmowej Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii.

– Państwo nie jest w stanie kreować innowacyjności. Może natomiast tworzyć warunki, żeby innowacyjnym działo się dobrze. I w tym kierunku powinniśmy zmierzać – mówił. Jego zdaniem do zrobienia jest jeszcze naprawdę sporo.

– Dziś nie mamy doliny cyfrowej, ale raczej wyspy cyfrowe, które często ze sobą konkurują – przestrzegał Grabiec.

Szanse i wyzwania

Natomiast Justyna Orłowska, dyrektor programu GovTech Polska, przekonywała, że innowacyjność w Polsce ma się coraz lepiej.

– Czy znany jest państwu raport fundacji Startup Poland „5 lat polskiej sceny technologicznej”? Wynika z niego, że tylko 11 proc. startupów ocenia sytuację negatywnie. 86 proc. twierdzi, że będzie kontynuowało walkę o to, żeby stać się tzw. jednorożcami. Mają wsparcie od państwa. Jeśli chodzi o eksport, to 100 proc. ankietowanych (wszyscy, którzy korzystali z usług PAIH) poleciłoby innym współpracę z agencją. Wcale nie jest tak, że w oczach zagranicy stajemy się „krajem węgla”. Wręcz przeciwnie, zmierzamy w kierunku innowacji – mówiła Orłowska. Zwracała też uwagę, że pieniądze, które wydawane są na zamówienia publiczne, to zarazem potencjalny fundusz innowacyjności.

Czy administracja jest gotowa do innowacyjnych rozwiązań?

– Nie. To w pewnym sensie zrozumiałe, bo każda duża struktura obawia się zmian. A kiedy jeszcze ten lęk można odziać w szaty troski o bezpieczeństwo, o stanowienie przepisów prawa czy o ochronę kompetencyjną poszczególnych organów, wtedy te bariery rosną – podkreślał Grabiec. Zaznaczał, że rolą decydentów powinno być wyznaczanie odpowiednich celów tym organizacjom, bo przecież każda instytucja publiczna jest po to, aby oferować usługi – i muszą to być usługi innowacyjne. Jeśli obywatel ma wysoki standard na przykład w bankowości, to nie ma żadnego powodu, dla którego nie miałby uzyskać takiego samego standardu w administracji publicznej, a to wymaga innowacyjności.

– Jeśli chodzi o administrację, tak często krytykowaną, kiedy pada pytanie o innowacyjność, to chciałbym stanąć w jej obronie, bo pozytywne zmiany są bardzo widoczne. Klinicznym tego przykładem jest chociażby liczba osób, które składają swoje coroczne zeznanie podatkowe drogą elektroniczną – zwracał uwagę Jaworski z Microsoftu. Wskazywał również, że administracja (w zależności od tego, czy liczymy ze spółkami skarbu państwa czy bez) stanowi tylko od 12 do 18 proc. całości rynku IT. Jest to zatem jego ważny fragment, ale nie dominujący, tak jak jeszcze 30 lat temu.

Obecnie funkcjonuje przekonanie, że informatyka państwowa i modele body leasingowe to remedium na wszystko. To błędne myślenie

– Pytanie o innowacyjność i wykorzystanie informatyki dotyczy także polskich przedsiębiorstw. Może nawet powinno być głośniej zadane – mówił Jaworski.

Uczestnicy debaty jako jedno z największych wyzwań zgodnie wskazywali drenaż mózgów, czyli odpływ wykwalifikowanych specjalistów.

Rewolucja w legislacji

Ważną kwestią w każdym ekosystemie gospodarczym jest też otoczenie prawne. Uczestnicy debaty zastanawiali się, jak pobudzić popyt na ryzyko u zamawiającego publicznego?

– Z punktu widzenia procedur zamówieniowych kluczowe jest pytanie, czy obecny stan jest dobry. Nie jest. Dlatego podjęliśmy inicjatywę, żeby zmienić ten „szkielet”, czyli regulacje – mówił prezes UZP.

W 2021 r. wejdzie w życie nowe prawo zamówień publicznych (PZP). Zmierza ono w kierunku rozwiązań zaczerpniętych z biznesu. Pojawia się na przykład kwestia analizy potrzeb, tak żeby zamawiający zastanowił się dobrze nad tym, co chce kupić i jakie potrzeby chce zrealizować danym zamówieniem.

– Idąc dalej, gdy kupujemy dla siebie prywatnie, to mamy elastyczność, porównujemy, rozmawiamy z poszczególnymi sprzedawcami. Tę samą elastyczność chcemy zapewnić zamawiającym. Proponujemy konsultacje, aby zamawiający się nie bał rozmawiać, dopytywać, szukać najwłaściwszych rozwiązań – mówił prezes UZP. Zapowiedział również, że promowane będą działania negocjacyjne. Zmiany dotyczą też partnerstwa innowacyjnego. Według obecnie obowiązujących przepisów podmiot mały (np. startup, który ma pomysł) i duży odpowiadają tak samo. Po zmianach każdy będzie odpowiadał tylko w swoim zakresie.

– Z kolei gdy przy kontrakcie pojawi się problem, to proponujemy: „najpierw rozmawiajcie”. Czyli proponujemy procedurę polubownego rozwiązywania sporów. Tego nie było przedtem, było natomiast „strzelanie” do siebie roszczeniami. Procesy trwały kilka lat i nikt z tej sytuacji nie był zadowolony – mówił prezes UZP, zwracając uwagę, że te zmiany wpisują się w potrzeby przedsiębiorców, które wynikały z ankiety przeprowadzonej przez urząd w zeszłym roku.

– Płyną z niej również wnioski, że my jako strona publiczna musimy być bardziej konkurencyjni wobec rynku prywatnego, żeby dobrzy wykonawcy nie odpływali nam z rynku publicznego – podsumował szef UZP.

Przedstawiciele firm IT o planowanych zmianach w prawie zamówień publicznych wypowiadają się pozytywnie. Potwierdzają też, że coraz więcej przedsiębiorców stawia „krzyżyk” na sektorze publicznym. I robi to świadomie.

– Uznają, że działalność w sektorze publicznym jest zbyt ryzykowna i zbyt kosztowna. Zbyt duży jest poziom „nieoznaczoności” w działaniach zamawiających, orzecznictwa czy organów kontrolnych. Być może nowe PZP pozwoli odwrócić ten trend – mówił przedstawiciel Asseco.

Zawracał też uwagę, że ważne jest nie tylko samo prawo, ale też jego stosowanie. Tymczasem w sektorze publicznym, na poziomie operacyjnym, zamawiającego najczęściej reprezentują urzędnicy, którzy podejmując decyzję, są zorientowani na przebieg i wyniki przyszłej kontroli (np. NIK) tej decyzji.

– Jeśli UZP ma szereg trafnych inicjatyw, to sądzę, że ich promowanie trzeba zaczynać właśnie od strony organów kontrolnych. W przeciwnym wypadku efekty tych zmian mogą być mizerne – przestrzegał przedstawiciel Asseco. Prezes UZP zadeklarował, że ma to na uwadze.

– Zaproponowaliśmy komitet ds. kontroli, którego zadaniem będzie przygotowywanie wytycznych i rekomendacji w tym zakresie oraz ujednolicenie kontroli – zapowiedział podczas debaty.

Poruszono też temat konieczności wprowadzenia w świat zamówień publicznych większego ładu po stronie oferentów. Przedstawiciele firm IT podkreślali, że jeśli państwo chciałoby faktycznie postawić na innowacyjność, to powinno śmielej korzystać w tym zakresie z kryteriów pozacenowych, aby zamawiający byli zobligowani do stosowania ich w celu promowania rozwiązań innowacyjnych.

– Wszyscy potrzebujemy więcej ładu w świecie zamówień publicznych. Aby mniej było pozorowania przez oferentów spełniania warunków udziału i nadużywania tajemnicy przedsiębiorstwa, żeby to ukryć – mówi Szmytkowski.

Myśleć globalnie

Współczesne firmy są coraz mocniej osadzone w realiach globalnej gospodarki. Na biznes muszą patrzeć szerzej niż jeszcze kilkanaście lat temu.

Przedstawiciel Microsoftu podkreślał, że aby mówić o prawdziwej polskiej dolinie cyfrowej, musimy rozmawiać przede wszystkim o innowacyjności polskich firm, gospodarki i administracji, które będą odbiorcami polskich rozwiązań informatycznych. Również o chęci i umiejętności podejmowania ryzyka. Bo przecież innowacja zawsze jest wykalkulowanym ryzykiem.

– Jeśli spojrzymy na polskiego jednorożca, jakim jest CD Projekt, to zaledwie 4 proc. jego przychodów stanowi Polska. Ta firma musi myśleć i działać w kategoriach globalnych. Jeśli 96 proc. przychodu CD Projektu pochodzi spoza Polski, to nie może się zastanawiać, czy Wiedźmin spełnia wszystkie standardy słowiańszczyzny pomiędzy Bugiem i Odrą: bohater musi prezentować kody kulturowe możliwe do zrozumienia na całym świecie – mówił Jaworski.

Debatę zakończyła dyskusja na temat możliwości wspierania przez państwo eksportu.

– Żeby mieć co eksportować, potrzebne są produkty. Ich powstawaniu zdecydowanie nie sprzyja myślenie, że informatykę najlepiej realizować przez państwo. Ani efektywności, ani kultury organizacji takie podejście też nam nie zbuduje. Mam wrażenie, że obecnie funkcjonuje przekonanie, że informatyka państwowa i modele body leasingowe to remedium na wszystko. To błędne myślenie. Wartości dodanej na globalnym rynku w ten sposób nie stworzymy – podsumował przedstawiciel Asseco.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

„Czarny Piątek” oszustwem? Ta strona sprawdzi, czy promocja jest ściemą

Choć Black Friday jest dla wielu sklepów okazją do przedstawienia atrakcyjności oferty, nadal zdarzają ...

CES2020. Lewitująca deska nie potrzebuje fal ani wiatru

Autonomiczne auta, drony z paczkami, roboty-akrobaci i wszechobecna sztuczna inteligencja – te trendy nadadzą ...

Powstanie mapa DNA Polaków. Pod lupę trafią też mniejszości

Genomiczna mapa Polski to największy w historii kraju projekt genetyczny. Pomoże w badaniach naukowych ...

WEBCON DAY 2019 już blisko

Największa w Polsce konferencja o digitalizacji i automatyzacji procesów biznesowych w praktyce odbędzie się ...

Chińczycy wysłali na ulice swojego robocopa

Na terenie miasta Handan w północnych Chinach policja włączyła do swoich szeregów roboty. Pierwsza ...

Arabia Saudyjska promuje aplikację kontrolującą kobiety

Saudyjscy politycy zachęcają obywateli do używania dostępnej w Apple Store i Google Play aplikacji, ...