WYWIAD RPKOM.PL: Jestem tu i teraz

O porażkach i sukcesach 2013 roku, wyzwaniach dla Urzędu Komunikacji Elektronicznej w 2014 roku wynikających z nowej perspektywy finansowej UE, wpływach z aukcji 800 i 2600 MHz oraz kto weźmie w niej udział, roli technologii LTE, oczekiwaniach inwestycyjnych wobec Orange Polska i nowym planie poluzowania regulacji na firmie ciążących oraz kandydowaniu do ITU – rozmawiamy z Magdaleną Gaj, prezes UKE.

Publikacja: 28.01.2014 18:30

WYWIAD RPKOM.PL: Jestem tu i teraz

Foto: ROL

Rpkom.pl: Co się pani, jako regulatorowi rynku telekomunikacyjnego i pocztowego w Polsce, udało, a co nie w 2013 roku?

Magdalena Gaj: – 2013 roku, pechowy dla niektórych dla mnie był bardzo pracowity i jak do tej pory najintensywniejszy. Dużo się wydarzyło. Przetarg na częstotliwości 1800 MHz, uruchomienie procedury aukcji 800 i 2600 MHz – jeśli mówimy o paśmie, a dla konsumentów: zakończenie rozmów sygnatariuszy memorandum ws. badania jakości usług. Mieliśmy też Globalne Sympozjum Regulatorów w Warszawie , porozumienie antykradzieżowe oraz porozumienie z  URE.

Rok zaczęliśmy od podpisania przez operatorów komórkowych dobrowolnych aneksów do umów o stawkach MTR. Zaliczam to do sukcesów, ponieważ pierwszy raz w historii rynku telekomunikacyjnego w Polsce udało się perswazją i mediacją skłonić do tego przedsiębiorców i przekonać ich, że korzystniejsze z ich punktu widzenia jest zawieranie umów na podstawie Kodeksu spółek handlowych, a nie decyzji administracyjnych. Z tych ostatnich zawsze ktoś jest niezadowolony i są skarżone, a wynik kosztownych procesów poznajemy po kilku latach.

Co w pani ocenie sprawiło, że operatorzy podpisali aneksy? Nie groźba interwencji UKE?

– W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że regulator grozi i krzyczy. Oczywiście każdy regulator, w tym prezes UKE jest wyposażony w wachlarz środków egzekucyjnych, których powinien używać, gdy dochodzi do naruszeń prawa. Natomiast wydawanie decyzji administracyjnych zastępujących umowy cywilno-prawne jest jednym z przejawów działalności prezesa UKE i powinno być wyjątkiem, a nie zasadą. Rynek jest od tego, aby negocjować porozumienia. Dopiero w sytuacji klinczu, odpowiadamy na wnioski o rozstrzygnięcie sporu. Odpowiadając na pytanie: myślę, że to efekt dojrzałości rynku i nauki na doświadczeniach.

No i miała pani tu sprzymierzeńca w postaci P4.

– Tak, P4 dostał symetrię stawek MTR i tym bardziej zależało tej firmie na tym, aby cały rynek stosował jak najniższe stawki.

Co będzie dalej z MTR-ami?

– Na razie nic. Myślę, że ten temat w ciągu 2-3 lat nie zostanie przez prezesa UKE podjęty.

Od czego będzie zależał powrót do tematu?

– Na rynku europejskim nie ma w tym obszarze prognozowanych, proponowanych zmian. Nie widzę w związku z tym potrzeby, aby podejmować takie kroki w Polsce. Europejski rynek jest jednym dużym rynkiem, częstotliwości granic nie uznają…

Chociaż budżet państwa wolałby, żeby po wsze czasy uznawały…

– Z punktu widzenia dystrybucji pasma – absolutnie tak, to nasz skarb narodowy, ale już przez granice przechodzą swobodnie i warto wykorzystywać do tego porozumienia z sąsiadami. Polska ich potrzebuje szczególnie, ponieważ jest tu w szczególnej sytuacji, jako państwo na granicy Unii Europejskiej.

Przetarg na pasmo 1800 Mhz można uznać za udany już, czy to dopiero się okaże?

– Decyzje po przetargu wydane zostały czerwcu. Zgodnie z nimi przedsiębiorcy w ciągu 24 miesięcy powinni wywiązać się z zobowiązań inwestycyjnych. To budowa przynajmniej 3,2 tys. stacji bazowych. Na 10 grudnia 2013 r. P4 uzyskało już 1580 pozwoleń na nadajniki, a T-Mobile 1370. To oznacza, że w ciągu 6 miesięcy uruchomili połowę wszystkich stacji, które mają odpalić. Myślę, że to bardzo dobry wynik.  Kolejny wymiar tego sukcesu to wpływy do budżetu państwa: ponad 950 mln zł.

Nie obawia się pani, że operatorzy odbiją sobie te wydatki na konsumentach?

– Nie widzę tego efektu. W wynikach badań GUS opublikowanych niedawno widać wręcz przeciwną tendencję: ceny spadły o 7-8 proc.

Zbliżająca się aukcja częstotliwości 800 MHz dla LTE również tego nie zmieni?

– Cen – nie wiem.

A tendencji?

– Mam na temat wojny cenowej własną prywatną opinię, ale jako regulator jej prezentować nie będę.

Obniżka MTR-ów, ich symetria, przetarg LTE, jeszcze coś ważnego, co wydarzyło się w ub.r. z pani perspektywy?

W lipcu 2013 roku skończyła się w Polsce era telewizji analogowej. Wprawdzie ten projekt nie dotyczy bezpośrednio operatorów telekomunikacyjnych, o których rozmawiamy, ale dla mnie była to bardzo istotna kwestia. Proces przeszedł bezszelestnie, co wnioskuję też z ciszy o ewentualnych problemach, które na pewno wyciągnęłaby prasa. Dla mnie jest to osobisty sukces. Gdy byłam jeszcze dyrektorem ds. prawnych w UKE zastanawialiśmy się z zespołem co można zrobić, aby wyłączenie sygnału analogowego i przejście odbiorców na sygnał cyfrowy nastąpiły płynnie. Terminy biegły i wiedzieliśmy, że trzeba nadawców przekonwertować. Brakowało ustawy, strategii rządowej, trzeba było iść po prośbie do nadawców. A wiadomo, że naziemna telewizja cyfrowa to dla prywatnych firm, szczególnie posiadających biznes płatnej telewizji to konkurencja. Robiły one wszystko, aby proces ten bojkotować. Dlatego, gdy przeszłam do Ministerstwa infrastruktury wiedziałam, że musi być to jeden z moich priorytetów. Strategia rządowa, ustawa cyfryzacyjna, rozpoczęcie kampanii informacyjnej – to ja i Małgosia Olszewska (obecnie minister w resorcie cyfryzacji – red.). Wszystko było pisane przez 2-3 osoby, które były w stanie koncepcyjnie udźwignąć temat. Budżet resortu infrastruktury na promocję wynosił wówczas 80 tys. zł na rok. Wiedziałam, że musiałam robić to sama.

Telewizyjna kampania informacyjna o przejściu na sygnał cyfrowy była jednak widoczna. Jak to się stało?

– Podpisaliśmy z nadawcami pierwsze porozumienie PPP. Nadawcy telewizyjni: TVP, Polsat, TVN, Puls i TV4 zrzucili się najpierw po 80 tys. na produkcję spotów. Pozyskaliśmy agencję, która wymyśliła nam scenariusz.  Czas antenowy nadawcy udostępnili nieodpłatnie.

Po moim przejściu do UKE koordynacją działań z poziomu ministerialnego zajął się Michał Boni. W  sumie był to bardzo duży, trudny projekt. Podołaliśmy, a przecież – jak pokazują wydarzenia w Stanach Zjednoczonych gdzie jedną z pierwszych decyzji Baraka Obamy po objęciu stanowiska była konieczność ogłoszenia przesunięcia terminu wyłączenia  sygnału analogowego– mogło być różnie.

Trudno uwierzyć, że nie było skarg widzów.

– Skarg było naprawdę bardzo mało. Były spowodowane np. tym, że nadajnik cyfrowy był obrócony w inną stronę i trzeba było własną antenę w domu, na dachu w odpowiednią stronę przekręcić. Zajmowały się nimi brygady cyfrowe, które szły, dostosowały kierunek  anteny, czy podłączały dekoder. Nie było jednak tych problemów na tyle dużo, abyśmy nie mogli poradzić sobie z sytuacją. Delegatury UKE wraz z uczniami techników łączności świetnie sobie poradzili.

No i dzięki temu, mamy też dodatkowe uwolnione częstotliwości, które udostępnimy w aukcji LTE. Oczywiście  większość pasma licytowanego w aukcji zwolniło wojsko. Ale gdybyśmy nie wyłączyli telewizji analogowej byłyby ogromne zakłócenia.

A tak będą, ale mniejsze?

– Mogą być, oczywiście. Natomiast zobowiązania techniczne, parametry, filtry, które zastosują operatorzy, spełniając warunki przedstawione w aukcji zniwelują je. Zalecenia te to zalecenia europejskich ciał standaryzacyjnych, które przewidziały wzajemne interferencje między telewizją cyfrową a sieciami mobilnymi.

To ile podmiotów odebrało i opłaciło dokumentację aukcyjną?

– Na dzień dzisiejszy – kilkanaście.

Aukcja będzie…

– Myślę, że będzie zacięta. Mam też nadzieję, że będzie też krótka.  Wszystkim przedsiębiorcom, tym, których znam i z którymi wielokrotnie rozmawiam zależy na efektywnym i sprawnym przeprowadzeniu aukcji i zdobyciu tych częstotliwości.

Myśli pani, że Play wystartuje?

– Myślę, że tak, że wszyscy obecni w Polsce operatorzy komórkowi wystartują.

P4 ma realne szanse, biorąc pod uwagę, że bloków jest pięć, a apetyty Orange i T-Mobile mają  w sumie na cztery bloki… ?

– Nie wiem, jakie apetyty mają Orange i T-Mobile. Myślę, że  w momencie złożenia ofert i rozpoczęcia aukcji każdy będzie miał, jak nigdy do tej pory, równe szanse. Inaczej niż w przetargu, gdzie wiele elementów ma charakter ocenny i w którym można można mówić, kto ma większe, kto mniejsze szanse. Oczywiście wszystko zależy od zasobności portfela.

Cena będzie ważna teraz. Ale na etapie przygotowywania aukcji ważna była ilość częstotliwości, które operatorzy już mają. Czy i na ile warunki aukcji i różne modele współpracy pasm 800/900 MHz były przez UKE konsultowane z UOKiK pod kątem przyszłego wpływu na konkurencyjność?

– Dokumentacja aukcyjna, podobnie jak kiedyś dokumentacje przetargowe, była konsultowane z Prezesem UOKiK w ramach procedur konsultacyjnych.  Jak już to podkreślałam w stanowisku uważam, że współpraca przy wykorzystaniu częstotliwości z zakresu 800 jest ze wszech miar pożądana i uzasadniona. Nie może ona jednak prowadzić do budowania przewag jednych podmiotów kosztem innych, a w konsekwencji kosztem klienta końcowego.

W konsultacjach dokumentacji aukcyjnej nie wziął udziału nikt nowy na polskim rynku. Spodziewa się pani, że nowy gracz jednak się pojawi?

– Gdybym powiedziała, że „spodziewam się”, to graniczyłoby to z przekonaniem.  Powiem więc: nie wykluczam takiej opcji. Wszystko może się zdarzyć. Jest ogromne zainteresowanie Polską, jako rynkiem dla inwestycji. Z drugiej strony trudno mi jest wyobrazić sobie biznes takiego podmiotu w sytuacji, gdy na polskim wysyconym rynku mamy czterech dojrzałych operatorów. Istniałaby duża doza niepewności co do tego, czy poradzi sobie, czy zdoła wybudować własną infrastrukturę. Chyba że korzystałby – podobnie jak Play – z umów roamingu krajowego.

W ostatniej chwili ktoś zapukał do drzwi UKE i powiedział: dzień dobry, jestem zainteresowany 800-tką?

– Wiele podmiotów było zainteresowanych. Mówię tu przy tym przede wszystkim o funduszach inwestycyjnych, czy bankach, bo te zanim komuś dadzą kredyt, albo wejdą w taki biznes, to przyjeżdżają do regulatorów i ministrów, aby sprawdzić stabilność potencjalnego partnera.

Aukcja zakończy się..

– Do 13 lutego jest termin na składanie ofert. Potem dajemy sobie jakieś dwa tygodnie na ich sprawdzenie: musimy upewnić się, że spełniają warunki formalne. Potem podmioty, które zostaną zakwalifikowane jako uczestnicy w aukcji będą miały szkolenie z korzystania z systemu aukcyjnego. Następnie przeprowadzimy aukcję wstępną, w celu przećwiczenia procedur. Następnie będą 2-3 dni na zgłoszenie uwag do systemu.  Po próbnej aukcji, wymianie uwag, ewentualnych poprawkach w systemie przystąpimy do fazy głównej.

1,8 mld zł z aukcji, wpisane w ustawie budżetowej to kwota minimalna, czy realna?

– Raczej minimalna. Jednak z mojego punktu widzenia nie tylko o pieniądze tu chodzi. Ta aukcja ma przede wszystkim za cel dostarczenie szybkiego Internetu naszym wszystkim obywatelom. Dałam temu wyraz w precyzyjnych zobowiązaniach inwestycyjnych. I o tym powinni pamiętać przedsiębiorcy. Inwestycje to czasem o wiele większe pieniądze na koniec dnia aniżeli „żywa gotówka”.

Sprawa Sferii została już ostatecznie zamknięta, czy też decyzja rezerwacyjna dla tego operatora się nie uprawomocniła, wpłynęły protesty i rządowi grożą spory międzynarodowe z innymi operatorami?

– Nie chciałabym wypowiadać się za MAC (resort podpisał ugodę z udziałowcami Sferii, przyznając jej prawo do wymiany wadliwych częstotliwości – red.). Mi zależało na tym, aby proces prowadzony przez Urząd komunikacji Elektronicznej był procesem transparentnym. W związku z tym, wszystkie izby, które zgłosiły taką potrzebę, zostały dopuszczone, jako strony postępowania. Wszystkie materiały, gromadzone przez lata w UKE i wszelkie ekspertyzy wewnętrzne i zamawiane na zewnątrz w sprawie współistnienia systemu GSMR i częstotliwości Sferii, tudzież innych ustaleń Komisji Europejskiej zostały zgromadzone i udostępnione wszystkim stroną. Myślę, że ta sprawa powinna być już sprawą zamkniętą.

A jest?

– Od decyzji rezerwacyjnej wydanej przez nas o zmianie częstotliwości dla Sferii odwołała się sama Sferia.  Złożyła wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy. Ponieważ nie jest zadowolona z tego, że ma rozpocząć wykorzystywanie częstotliwości jednocześnie z innymi podmiotami, które uzyskają częstotliwości w aukcji LTE.

Chciałaby wystartować wcześniej?

– Wnosi, o skrócenie ograniczenia terminu, w którym mogłaby zacząć korzystać z pasma.  Ja napisałam „nie później jednak niż  1 października ” , Sferia wnosi o zmianę tego zapisu na „nie później niż 1 kwietnia”.

Co pani na to?

– Nie chciałabym teraz podawać rozstrzygnięcia, ale również dobrze moglibyśmy zmienić zapis na „nie później niż 15 marca”, jeśli do tej daty rozstrzygnie się postępowanie aukcyjne. Jako regulator muszę dbać o zachowanie równowagi konkurencyjnej i równych szans wszystkich podmiotów, które występują   w tym procesie. Częstotliwości, które sprzedajemy w aukcji są tak unikatowe, że nie jest moją rolą dawanie jakichkolwiek przewag komukolwiek.

Myślę, że Sferia powinna wykazać daleko idące zrozumienie w tej sprawie, tym bardziej, że ugoda, której jest stroną, wywołała kontrowersje na rynku telekomunikacyjnym.

Pani priorytety jako regulatora na ten rok?

– Aukcja.

Zgoda, a inne?

– Decyzja dla Telewizji Trwam i innych nadawców, którzy dostali koncesje na pierwszym multipleksie (MUX1 – red.). Telewizja publiczna może na nim funkcjonować do 27 kwietnia. Tak brzmi decyzja rezerwacyjna TVP. Prawo mówi nieco inaczej: mówi o tym, że telewizja publiczna jest na MUX 1 do czasu osiągnięcia progu 95 proc. pokrycia ludnościowego, ale nie dłużej niż do 27 kwietnia. Stąd wszystkie spory, które wokół tego się toczą.

W tej chwili mamy uzgodnioną decyzję o wpuszczeniu na multipleks od 15 lutego Telewizji Trwam. W tym tygodniu zostanie wydana decyzja w tej sprawie.

A na rynku telekomunikacyjnym?

– Przygotowanie do przyszłej perspektywy finansowej. Po stronie UKE będzie leżało przygotowanie programu od strony wdrożeniowej, określenie kryteriów inwestycyjnych, obszarów, gdzie będą realizowane, kto będzie mógł inwestować.

Kontynuacja porozumienia UKE-URE to bardzo ważne w kontekście przyszłych inwestycji, poszukiwań ich modeli oraz redukcji kosztów.

Uporać musimy się również z regulacją tzw. rynku 5. (hurtowego rynku usług szerokopasmowego Internetu – red.). Po trzech latach prób notyfikacji różnych wydań regulacji, teraz jesteśmy umówieni z Komisją Europejską na spotkanie w tej sprawie  na 11 lutego. Przedstawimy nasz nowy pomysł.

Główne zarzewie niezgody z Komisją teraz to?

– Nie ma żadnego zarzewia niezgody. Pierwszy projekt regulacji rynku 5. przedstawiony KE jeszcze przez Anię Streżyńską, przewidywał zniesienie regulacji na obszarze 11 gmin.  Komisja pomysł odrzuciła. Kolejny projekt przewidywał zwolnienie z regulacji światłowodów. Ten też KE odrzuciła. Co z tego, że nie ma w Polsce światłowodów, a być powinny. „Musisz mieć narzędzia, gdy będą” – powiedziała mi komisarz Neelie Kroes.

To jaki jest najnowszy pomysł UKE?

– Na pewno nie będziemy próbowali wyłączyć spod regulacji rynku, posługując się stwierdzeniem, że „ istnieje na nim skuteczna konkurencja”. Myślę, że ten model jest mało skuteczny w Brukseli. Choć wiemy o tym, że na obszarach aglomeracji Orange Polska utracił status monopolisty i jego udziały nie przekraczają 40 proc. rynku.

Nie chciałabym zdradzać naszej propozycji, ale będzie ona szła w kierunku łagodzenia obowiązków regulacyjnych Orange Polska w sytuacji ponoszenia inwestycji na nowoczesną infrastrukturę. Oczywiście w tych obszarach, gdzie będzie to możliwe. Przy czym, o ironio nie jest możliwe łagodzenie regulacji na obszarach tzw. białych plam, ponieważ skoro nie ma tam operatorów, to nie istnieje tam również konkurencja.

Czyli można powiedzieć, że jeśli Orange Polska będzie inwestować w białych plamach, dostanie ulgę regulacyjną na obszarach aglomeracji?

– Do pewnego stopnia można tak powiedzieć.

Michał Boni, b. minister cyfryzacji miał pomysł, aby do budowy stacjonarnych sieci światłowodowych wykorzystać OFE. Podobno UKE zna szczegóły tego planu.

– Nie żebym nie znała odpowiedzi na to pytanie… Skupię się jednak na tym, co należy do kompetencji UKE.

Wiemy o tym, że z sieciami stacjonarnymi nie jest u nas dobrze pod względem ich nowoczesności i skali inwestycji. A takie sieci powinny być budowane. Radio wszystkiego nam nie załatwi. Operatorom mobilnym również potrzebna jest stacjonarna sieć: szkieletowa. A tymczasem inwestycje w sieci stacjonarne są prowadzone, ale tylko w dużych skupiskach ludności, w miastach. Netia inwestuje poprzez akwizycje i korzysta z infrastruktury Orange Polska. Orange polska poza pilotami inwestycji w światłowody nie prowadzi.

W związku z tym  rozmawiam z Orangem na temat ich planów inwestycyjnych. Chciałabym je zobaczyć. Pytanie jest proste: czy ten przedsiębiorca planuje istnieć na rynku stacjonarnym, czy ma strategię funkcjonowania tylko na rynku mobilnym. Nie oceniam, które podejście jest lepsze. Chciałabym tylko wiedzieć, jaka jest polityka przedsiębiorcy.

Powiedzą to pani?

– Rozmawiam z prezesem Bruno Duthoit, który z dużym zrozumieniem odniósł się do moich oczekiwań. W ciągu miesiąca-dwóch mam uzyskać od niego informację co do planowanych inwestycji.

Nie mówię więc, że jest cudownie. Pytanie jest też i takie, czy polska wieś potrzebuje światłowodów. Jeśli po ubiegłorocznym przetargu i tegorocznej aukcji będzie do niej docierać sygnał LTE, a w niektórych miejscach Internet satelitarny, to nie widzę powodu, aby drzeć szaty.  Technologia LTE jest wpisana do Narodowego Planu Szerokopasmowego.  Podobnie technologia satelitarna, która została uwzględniona już  wcześniej także w działaniu 8.4., po awanturze, jaką zrobiła nam Komisja Europejska.

Zdaje się, że LTE nie załatwi nam celów Agendy, bo ta przewiduje, że w 2020 r. wszyscy mają mieć dostęp do Internetu o minimalnej prędkości 30 Mb/s…

– Do 2020 roku.  To mamy jeszcze trochę czasu. A i LTE, czy LTE Advance dadzą nam takie prędkości, choć ma pani rację, że zawsze to radio. Myślę, że środki z drugiej perspektywy finansowej i prowadzone dzięki nim inwestycje: publiczne i prywatne sprawią, że będziemy spać spokojnie. Na budowę sieci w białych plamach mamy 1,2 mld euro. Natomiast liczę, że w obszarach konkurencyjnych inwestować będą podmioty prywatne. Prognozuję, że operator dominujący nie zrezygnuje z rozwijania sieci stacjonarnej.

Pytanie, kto to docelowo będzie.

– Na razie jest to Orange Polska.

Aukcja, MUX1, planowanie pod nową perspektywę finansową. W 2014 roku alternatywni operatorzy stacjonarni coś „ugrają”?

– Nie zgłosili mi, w co zamierzają grać.

A uwagi do testów sprawdzających warunki ofert Orange?

– Sama nie wiem, czy rozumiem grę, która toczy się o te testy.

Tu przypomniałam sobie porażkę 2013 roku. Myślę, że taką porażką, która trwała, trwa i będzie trwać jest super oferta ramowa, czyli tzw. SOR. Monstrum, które ma kilka ryz papieru, którego zmiana trwa rok albo dwa.

Zmieniamy je permanentnie i nikt nie jest z tego zadowolony. Zaczynając ode mnie, poprzez operatorów alternatywnych, po operatora dominującego, który jest zobowiązany przestrzegać zapisów SOR. Kiedyś każda usługa hurtowa miała własną ofertę: hurtowy dostęp do Internetu (BSA), WLR (telefon), itp. Teraz przedsiębiorca, który chce korzystać z jednej usługi hurtowej Orange Polska dostaje trzy ryzy papieru.

Cały 2013 rok prowadziliśmy negocjacje z przedsiębiorcami, aby tego dokumentu się nie bali. Wpłynęło do nas 60 albo 70 wniosków z Orange Polska o zastąpienie decyzją administracyjną umów na SOR-a.  Mali przedsiębiorcy, funkcjonujący na infrastrukturze Orange bali się podpisywać cały dokument. A każde wprowadzenie nowej usługi przez Orange ma taki skutek, że musimy przeprowadzać zmianę oferty ramowej. Aby to zrobić, trzeba przeprowadzić konsultacje z rynkiem, konsolidować z Komisją Europejską. Dla mnie super oferta ramowa to największy potworek tego urzędu.

Chce ją pani rozdrobnić na kilka dokumentów?

– Chcieć – chcę. Zrobić – nie zrobię, oferta została zaimplementowana przez operatorów. Orange Polska kosztowało to kilkadziesiąt milionów złotych. Operatorzy alternatywni musieli również wdrożyć odpowiednie oprogramowanie.

Jakie będą losy usługi powszechnej? Jest potrzebna?

– Tak naprawdę jest nieco archaiczna. Obywatele maja zapewnioną komunikację. Usługa powszechna może być zapewniona przez każda technologię. Powszechna jest telefonia komórkowa. USO mówi też jednak o funkcjonalnym dostępie do Internetu, czyli możliwości załatwienia zwykłych codziennych spraw przez Internet. Zaczęłam się przewrotnie zastanawiać, czy nie nałożyć obowiązku jej świadczenia na kogoś. Ale za tym musiałoby iść efektywne przyznawanie kosztu netto, a to u nas kuleje.

Powoli otwiera się rynek usług pocztowych w Polsce. Co przyniesie ten rok?

– Rok 2014 da nam pierwszy obraz rynku pocztowego, po jego otwarciu w 2013r., Sprawozdania od operatorów spłynął do nas do końca marca. Rozpoczęliśmy także kontrolę PGP, po tym jak w efekcie liberalizacji rynku inny podmiot aniżeli Poczta Polska świadczy usługi dla wymiaru sprawiedliwości. Efekty będą za kilka miesięcy.

Można by tak pytać i pytać… Na koniec więc: co z ITU?

– Ma się dobrze  (śmiech). To prawda, że jestem kandydatem Polski do zarządu organizacji, ale nic nie jest przesądzone, ponieważ kilka innych państw: Wielka Brytania, Kanada, Egipt, Tunezja, Mauretania, Nigeria, także ma swoich kandydatów. Ja jestem jednak tu i teraz. To jest dla mnie najważniejsze. Mam bardzo ważne zadania, które zamierzam wykonać.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali: Urszula Zielińska i Krzysztof Kowalczyk

Telekomunikacja
Eldorado 5G dobiega końca, a firmy tną etaty. Co z Polską?
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Telekomunikacja
Do kogo przenoszą się klienci sieci komórkowych. Jest największy przegrany
Telekomunikacja
To już wojna w telefonii na kartę. Sieci komórkowe mają nowy haczyk na klientów
Telekomunikacja
Polski internet mobilny właśnie mocno przyspieszył. Efekt nowego pasma 5G
Telekomunikacja
Nowy lider wyścigu internetowych grup w Polsce. Przełomowy moment dla Polsatu