Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego liderzy Doliny Krzemowej porzucili katastroficzne wizje na rzecz narracji o wzroście produktywności?
- Czy wpływ na nowe, optymistyczne prognozy mają strategia wizerunkowa i plany wejścia na giełdę?
- Czego uczy doświadczenie koncernów motoryzacyjnych w kwestii realnych ryzyk związanych z nadmierną automatyzacją?
- Czy zwolnienia w branży technologicznej wciąż przyspieszają?
Scenariusz, w którym inteligentne algorytmy bezpowrotnie zastępują ludzkie ręce i umysły, mógł być przesadzony. Jak zauważają amerykańskie media, wizerunkowa i retoryczna strategia największych graczy technologicznych przeszła w ostatnim czasie fundamentalną metamorfozę. Twórcy potęgi sztucznej inteligencji porzucają katastroficzne wizje wielkiej fali zwolnień na rzecz narracji o bezprecedensowym skoku produktywności i tworzeniu nowych miejsc pracy. Eksperci twierdzą, że po części jest to efekt oporu społecznego i zbliżających się debiutów giełdowych spółek tworzących systemy AI.
„Prorok zagłady” czy głos rozsądku?
Założyciel Amazona Jeff Bezos zaszokował niedawno świat prognozą, że inteligentne systemy mogą docelowo doprowadzić nie do masowego bezrobocia, lecz do globalnego niedoboru rąk do pracy. I nie jest jedynym, który głosi podobne tezy. „Wall Street Journal” wskazuje, że symbolem głębokiego zwrotu w branży są także słowa Sama Altmana. Szef OpenAI, który przez długi czas wieszczył wręcz sejsmiczne przesunięcia na rynku pracy, ostatnio publicznie przyznał się do błędu. Podczas jednej z ostatnich konferencji stwierdził wprost: „Nasze przewidywania technologiczne okazały się w miarę trafne, ale całkowicie pomyliliśmy się co do ich skutków społecznych i gospodarczych”. W wywiadzie dla CNBC Altman dodał samokrytycznie, że cała branża technologiczna niedoszacowała tego, jak bardzo uda się „utrzymać ludzi w samym centrum wszystkiego”. Szef OpenAI zauważył przy tym, że przedsiębiorstwa najmocniej wdrażające AI paradoksalnie zatrudniają obecnie najwięcej nowych pracowników. Czy zatem tezy o masowych redukcjach etatów na rzecz botów okazały się bajką?
Ewolucja poglądów Daria Amodeiego, dyrektora generalnego konkurencyjnego Anthropic, może świadczyć o tym, że czarne scenariusze rzeczywiście były na wyrost. Jeszcze w maju ubiegłego roku alarmował, że sztuczna inteligencja może „zmieść z powierzchni ziemi nawet połowę stanowisk początkowych” – z ang. entry-level. Rok później ten sam menedżer akcentuje przede wszystkim pozytywne scenariusze. Wskazuje, że firmy wdrażające nowoczesne narzędzia mają przed sobą dwie drogi: mogą robić to samo przy wykorzystaniu mniejszych zasobów, co prowadzi do zwolnień, albo robić znacznie więcej przy wykorzystaniu tych samych zasobów.
– Ale to wymaga kreatywności – podkreśla Amodei na łamach „WSJ”. Zaznacza jednocześnie, że jego wcześniejsze ostrzeżenia nie miały kreować go na „proroka zagłady”, lecz mobilizować polityków i sektor prywatny do lepszej adaptacji do nadchodzących zmian.
Czytaj więcej
Gigant technologiczny zwalnia 10 proc. załogi, a 7 tys. osób przesuwa do projektów związanych ze sztuczną inteligencją. Restrukturyzacja wywołała p...
Na razie jednak wiele firm zachłysnęło się AI, nie zważając na konsekwencje. Tymczasem ślepe zaufanie do automatyzacji niesie realne ryzyko pogorszenia jakości. Dowód? Doświadczenia gigantów motoryzacyjnych. Kiedy Jim Farley, szef Ford Motor, ogłosił rok temu, że algorytmy zastąpią niemal połowę pracowników umysłowych w USA, nikt nie spodziewał się nagłego zwrotu akcji. Tymczasem koncern musiał niedawno zatrudnić kilkuset inżynierów właśnie z powodu problemów z jakością zadań, które wcześniej w pełni zautomatyzowano. Rzecznik Forda wyjaśnił, że dopiero unikalne połączenie głębokiej wiedzy technicznej inżynierów z mocą obliczeniową AI tworzy potężną synergię gwarantującą skok jakościowy.
Chodzi tylko o marketing?
Obecny optymizm liderów Doliny Krzemowej znajduje mocne oparcie w statystykach. Z cyklicznych badań przeprowadzanych przez EY-Parthenon wynika, że jeszcze w styczniu ubiegłego roku około 46 proc. dyrektorów generalnych firm za oceanem wierzyło, iż inwestycje w algorytmy doprowadzą do znaczącego tąpnięcia poziomu zatrudnienia. W maju tego roku wskaźnik ten skurczył się do zaledwie 20 proc. David Autor, profesor ekonomii w Massachusetts Institute of Technology, sugeruje, że prezesi po prostu dostrzegli odporność rynku pracy. Ten nie imploduje tak szybko, jak oczekiwano. Ponadto – jak twierdzi – szefowie firm technologicznych zdali sobie sprawę z elementarnej zasady marketingu: mówienie opinii publicznej, że twój wspaniały nowy produkt zniszczy gospodarkę i pozbawi ludzi środków do życia, to fatalna strategia biznesowa.
Zmiana narracji to jednak nie wyłącznie marketing. Jak wynika z analiz firm Ramp i Revelio Labs, przedsiębiorstwa, które dokonują największych inwestycji w AI, notują wyższy wzrost zatrudnienia niż podmioty stroniące od innowacji. Różnica ma sięgać około 10 proc. Eksperci zwracają też uwagę, że wdrażanie innowacji w realnej gospodarce jest procesem żmudnym i skomplikowanym. Raport firmy doradczej Emergn pokazuje, że około 20 proc. amerykańskich liderów uważa, iż raporty dotyczące wdrażania sztucznej inteligencji w ich organizacjach malują znacznie bardziej różowy obraz, niż wynikałoby to z faktów. Rzeczywiste porażki wdrożeniowe bywają wyciszane przez personel. I choć deklaracje zarządów o natychmiastowych zyskach brzmią efektownie podczas konferencji wynikowych, realne rozprzestrzenianie się technologii w gospodarczym krwioobiegu to proces długi i wymagający.
Czytaj więcej:
Sztuczna inteligencja nie zastąpi pracowników. W tym roku aż 50 proc. firm które redukcje etatów przypisywały AI, będzie ponownie zatrudniać ludzi...
Pro
Cytowany przez serwis „Axios” Mark Pincus, założyciel firmy Zynga, wprost odrzuca czarnowidztwo i strach przed bezpowrotną utratą etatów. Stawia diagnozę, że twórcy modeli AI stoją zbyt blisko całego procesu i właśnie dlatego tracą właściwą perspektywę. Twierdzi, że sztuczna inteligencja jest „urzekająca” i łatwo staje się „pułapką dla biznesu”. Jego zdaniem zamiast traktować algorytmy jako prosty substytut pracownika, mający jedynie szybciej zatwierdzać pierwsze lepsze pomysły, menedżerowie i założyciele firm powinni traktować technologię jak piaskownicę – narzędzie do „testowania setek alternatywnych koncepcji i ciągłego rzucania wyzwań własnej intuicji”. Za nagłą zmianą języka wielkiego biznesu wobec AI stoi jednak coś jeszcze. Coś, co można nazwać wynikiem chłodnej kalkulacji. Chodzi o twardą politykę i notowania giełdowe.
Rzeź pracowników trwa w najlepsze
Nie da się ukryć, że globalnie narasta niechęć konsumentów do wszechobecnego „wpychania” AI do każdego aspektu życia. Badania Uniwersytetu Stanforda i UC Berkeley pokazują głęboki rozłam społeczny. Podczas gdy aż 77 proc. twórców technologii chce maksymalnego przyspieszenia innowacji, popiera to jedynie około 30 proc. Demokratów i połowa Republikanów. Co więcej, czołowe start-upy technologiczne, takie jak OpenAI czy Anthropic, stoją u progu wejścia na giełdę i muszą pilnie ułożyć poprawne relacje z inwestorami publicznymi oraz regulatorami. Analitycy uważają, że w tej sytuacji powszechny strach przed bezrobociem wywołanym technologią nie jest tym, co pomaga. Stąd nowa narracja: człowiek pozostaje spoiwem sukcesu technologicznego. Oczywiście nie wyklucza to zjawisk, w których bezrefleksyjna redukcja kosztów poprzez eliminację etatów odbija się firmom czkawką, a beneficjentami rewolucji AI stają się przedsiębiorstwa stawiające na symbiozę ludzkiej kreatywności z maszynową wydajnością.
Czytaj więcej
Wiele firm zwalnia pracowników, tłumacząc to coraz powszechniejszym wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Część ekspertów sugeruje jednak, że w rz...
Z drugiej strony fala zwolnień jest faktem. Statystyki portalu Layoffs.fyi, który monitoruje globalne redukcje zatrudnienia w firmach technologicznych, pokazują, że tylko od początku 2026 r. pracę straciło 120 tys. osób. Jeszcze dalej w swoich wyliczeniach idzie serwis Trueup.io. Podaje, że w tym roku zwolnienia w świecie technologii objęły ponad 165 tys. osób, a średnia dzienna wyniosła 875 pracowników. Rok wcześniej było to 674. Trend zatem nie zwalnia, lecz przyspiesza. Rośnie też liczba przedsiębiorstw, które tną zatrudnienie. Od stycznia dokonało tego około 220 firm. Wśród nich jest Microsoft, który zlikwidował około 4,8 tys. stanowisk, czyli ponad 2 proc. swojej „siły roboczej”, oraz Oracle, który pod koniec czerwca ogłosił, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy zredukował zatrudnienie o 21 tys. pracowników – o 13 proc. Według danych firmy Challenger, Gray & Christmas w maju tego roku liczba zwolnień w branży technologicznej osiągnęła najwyższy miesięczny poziom od lat, a AI była najczęściej wymienianym ich powodem.