Najbliższy termin startu to 1 kwietnia. Choć agencja kosmiczna NASA pierwotnie celowała w grudzień 2024 r., droga na platformę startową 39B w Centrum Kosmicznym im. Kennedy’ego na Florydzie była usiana wyzwaniami technicznymi. Lutowy termin startu został skasowany po tym, jak próba generalna „na mokro” – kluczowy test przed lotem – została przerwana z powodu wycieku wodoru. Kolejny, marcowy termin, również wykluczono, tym razem po wykryciu wycieku helu. Jednak to nie tylko wycieki paliwa najbardziej spędzały sen z powiek inżynierom. Kluczowym wyzwaniem pozostawała też analiza osłony termicznej kapsuły Orion.

Reklama
Reklama
Astronauci misji Artemis II - od lewej: Reid Wiseman, Victor Glover, Christina Koch i Jeremy Hansen

Astronauci misji Artemis II - od lewej: Reid Wiseman, Victor Glover, Christina Koch i Jeremy Hansen

Foto: Bloomberg

Misja Artemis II: Co załoga będzie robić w kosmosie?

W misjach Apollo przed 50. laty udział brali tylko biali mężczyźni z USA. W misji Artemis II wezmą też udział osoba czarnoskóra, kobieta i cudzoziemiec. Czteroosobowa załoga składa się z dowódcy Reida Wisemana, pilota Victora Glovera, specjalistki misji Christiny Koch oraz drugiego specjalisty misji, Jeremy’ego Hansena z Kanadyjskiej Agencji Kosmicznej.

Przez 10 dni astronauci będą żyli i pracowali w ekstremalnie ciasnej przestrzeni kapsuły Orion, która ma około 5 metrów szerokości i 3 metry wysokości, a np. toaleta znajduje się w podłodze. Podczas lotu załoga weźmie udział w serii testów medycznych. Badana będzie równowaga kosmonautów, siła mięśni, zmiany w mikrobiomie oraz działanie oczu i mózgu. Naukowcy przeanalizują nawet próbki ich śliny, zamrożone na specjalnym papierze, by sprawdzić, jak układ odpornościowy reaguje na osłabienie w głębokim kosmosie. Astronauci oddalą się bowiem od naszej planety o rekordowe 400 tys. km, poprawiając wynik słynnej misji Apollo 13 z 1970 r. Będzie to również okazja do przetestowania systemów podtrzymywania życia w warunkach znacznie wyższego promieniowania niż to, które panuje na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS).

Czytaj więcej

Kiedy Amerykanie znów wylądują na Księżycu? Chiny mają podobny plan i się śpieszą

Przelatując nad ciemną stroną Księżyca (niewidoczną z Ziemi) przez kilka minut astronauci będą w całkowitej radiowej ciszy, odcięci od sygnału z bazy. Statek nie wejdzie na stałą orbitę wokół Księżyca. Zamiast tego wykona tzw. trajektorię swobodnego powrotu (pętlę w kształcie ósemki). Grawitacja Srebrnego Globu „złapie” Oriona, zakręci nim za „ciemną stroną” Księżyca i wypchnie z powrotem w stronę Ziemi. Podczas powrotu w atmosferę kapsuła będzie musiała wytrzymać ekstremalne obciążenia i temperaturę rzędu 2760 stopni C.

Baza zamiast flagi. Nowy cel programu NASA

Misja Artemis II to tylko jeden z etapów, które mają doprowadzić do lądowania człowieka na Księżycu w 2028 r. i ustanowienia stałej bazy, co jest fundamentalną różnicą w porównaniu z programem Apollo z lat 60. i 70. Sam przelot zostanie przy tym uproszczony. Przez lata NASA planowała budowę stacji Gateway – małego portu orbitalnego krążącego wokół Księżyca, gdzie astronauci mieli się przesiąść na lądownik. Plany te jednak uległy radykalnej zmianie w obliczu rosnącej konkurencji innych państw w wyścigu na Księżyc oraz piętrzących się kosztów. 

Czytaj więcej

Musk zmienia kurs: Księżyc zamiast Marsa, fabryka AI i satelity wystrzeliwane z katapulty

Szef NASA Jared Isaacman ogłosił kilka dni temu, że agencja zamierza wstrzymać projekt Gateway w jego obecnej formie i skupić się na infrastrukturze umożliwiającej bezpośrednią, długotrwałą działalność na powierzchni Księżyca. W efekcie agencja skupi się na dostarczeniu modułów mieszkalnych bezpośrednio na południowy biegun, gdzie kosztem 20-30 mld dol. w ciągu dekady ma powstać stała baza. To kluczowe w kontekście konkurencyjnych planów Chin i Rosji budowy wspólnej bazy (ILRS) na powierzchni Srebrnego Globu, również na biegunie południowym. Dlaczego akurat tu? W kraterach na biegunie znajduje się lód. Można z niego zrobić wodę do picia, tlen do oddychania, a po rozdzieleniu na wodór i tlen – paliwo rakietowe. To także obszary z niemal stałym dostępem do światła słonecznego, co ma znaczenie przy wytwarzaniu energii. Bazę budować będą roboty, a habitaty mogą powstać z regolitu.

Czytaj więcej

Radykalny zwrot NASA. Baza na powierzchni Księżyca zamiast stacji na orbicie

Kapitalizm w Kosmosie. SpaceX i Blue Origin zmieniają zasady gry

Jak będą wyglądały misje na Księżyc? Pierwszy etap to start z Ziemi realizowany przez gigantyczną, prawie 100-metrową, rakietę Space Launch System (SLS), zbudowaną przez NASA przy wsparciu firm Boeing i Northrop Grumman (cztery główne jej silniki to RS-25, które wcześniej latały w promach kosmicznych). Na jej szczycie znajduje się kapsuła Orion (produkcji Lockheed Martin), która dostarczy astronautów na orbitę Księżyca. Ponieważ Orion nie potrafi lądować, na orbicie okołoksiężycowej musi spotkać się z wyspecjalizowanym lądownikiem. W misjach Artemis III i IV rolę tę przejmie 50-metrowy Starship HLS od SpaceX Elona Muska, który dowiezie ludzi na powierzchnię (Starship jest tak wysoki, że astronauci nie będą schodzić po drabince jak Neil Armstrong, ale zjadą zamontowaną na zewnątrz specjalną windą). Od misji Artemis V do gry wejdzie lądownik Blue Moon od Blue Origin innego multimiliardera Jeffa Bezosa, zapewniając NASA niezbędną elastyczność i niezależność od jednego dostawcy.

Czytaj więcej

Jeff Bezos przebija Elona Muska. „Za 20 lat miliony ludzi będą żyć w kosmosie”

Udział kapitału prywatnego jest fundamentalną różnicą w stosunku do programu Apollo. Program ten był napędzany zimnowojennym wyścigiem zbrojeń i walką o geopolityczną dominację nad ZSRR. Gdy cel osiągnięto, zainteresowanie i fundusze publiczne wygasły.

Program Artemis budowany jest na fundamentach biznesowych, także ze względu na astronomiczne koszty sięgające 100 mld dol. do końca dekady (tylko jeden start rakiety SLS to koszt ponad 2 mld dol.). Firmy prywatne nie są tu tylko wykonawcami zleceń, ale współinwestorami. Jeśli budowa lądownika przez SpaceX czy Blue Origin przekroczy budżet NASA, firmy muszą dołożyć miliardy z własnej kieszeni. Ryzykują własny kapitał, bo wierzą, że misja na Księżyc to tylko wstęp do wielkiego kosmicznego biznesu (od turystyki przez tworzenie nowych materiałów, po wydobycie surowców, np. helu-3, którego na Ziemi prawie nie ma – może być paliwem dla przyszłych elektrowni termojądrowych). Rakiety i lądowniki pozostają własnością firm, a nie NASA.

Globalny wyścig z polskim akcentem

Ameryka nie jest tu jedynym graczem. Chiny budują własne rakiety, planując lądowanie na Księżycu do 2030 r.. Indie, po sukcesie misji Chandrayaan-3, wyznaczyły cel załogowy na rok 2040. Nawet Rosja, mimo problemów technicznych, finansowych i sankcji, wciąż deklaruje chęć budowy bazy w połowie przyszłej dekady.

W tym wielkim wyścigu Polska nie jest jedynie obserwatorem. Warszawska firma Vigo Photonics dostarczyła zaawansowane detektory podczerwieni monitorujące stan kapsuły Orion podczas misji Artemis I w 2022 r.. Z kolei Instytut Fizyki Jądrowej im. Henryka Niewodniczańskiego Polskiej Akademii Nauk dostarczył wówczas detektory promieniowania jonizującego. Do prac nad dozymetrami dla programu Artemis dołączył też polski startup SigmaLabs. A to dopiero początek.

Choć wizja powrotu na Księżyc rozpala wyobraźnię, program Artemis pozostaje projektem obarczonym ogromnym ryzykiem – od opóźnień i rosnących kosztów po zależność od prywatnych partnerów i polityki (Donald Trump chce lądowania na Księżycu jeszcze za jego kadencji). A nad wszystkim wisi presja czasu – by w nowym kosmicznym wyścigu nie dać się wyprzedzić Chinom.