Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie bariery napotyka rozwój generatywnej sztucznej inteligencji i jakie innowacyjne rozwiązanie jest rozważane dla przezwyciężenia tych ograniczeń?
  • Jakie plany w zakresie kosmicznych centrów danych mają SpaceX, Blue Origin i Google?
  • Z jakimi wyzwaniami technicznymi spotyka się wizja kosmicznych serwerowni?

Rozwój generatywnej sztucznej inteligencji napotyka dziś na potężne „wąskie gardło”: trudny dostęp do taniej energii oraz ograniczone możliwości rozbudowy serwerowni na Ziemi. Dla liderów technologii odpowiedź leży setki kilometrów nad naszymi głowami, kosmos oferuje bowiem nieograniczony dostęp do energii słonecznej, która może niemal nieprzerwanie zasilać procesory. Zapowiada się ostra rywalizacja między firmami kierowanymi przez Elona Muska, Jeffa Bezosa i Sundara Pichaia.

Czytaj więcej

Musk zmienia kurs: Księżyc zamiast Marsa, fabryka AI i satelity wystrzeliwane z katapulty

To będzie rynkowy standard?

Blue Origin, firma kosmiczna Bezosa, złożyła w Federalnej Komisji Łączności (FCC) szczegółowy wniosek dla inicjatywy o nazwie „Projekt Sunrise”. Zakłada on budowę potężnej konstelacji blisko 52 tys. satelitów, stworzonych wyłącznie do przeprowadzania obliczeń na orbicie. Mają one wykorzystywać optyczne łącza laserowe i kierować ruch przez planowaną sieć szerokopasmową TeraWave. Firma twierdzi, że infrastruktura orbitalna może skutecznie przełamać wszelkie ograniczenia tradycyjnych, naziemnych centrów danych. A ruch Bezosa to bezpośrednia odpowiedź na działania SpaceX. Firma Muska, zaraz po lutowej fuzji ze startupem xAI, złożyła w FCC własny wniosek, który obejmuje umieszczenie na orbicie nawet miliona satelitów zasilanych słońcem, pełniących funkcję niezależnych centrów danych. Musk podczas niedawnego wystąpienia tłumaczył: „przestrzeń kosmiczna ma tę zaletę, że zawsze tam świeci słońce”. Miliarder zakłada przy tym, że koszty kosmicznej infrastruktury AI spadną poniżej kosztów naziemnych w ciągu zaledwie 2-3 lat.

Co ciekawe, równolegle Google rozwija projekt „Suncatcher”. Plan, ogłoszony po raz pierwszy w listopadzie 2025 r., zakłada klastry satelitów umieszczonych na tzw. słoneczno-synchronicznej niskiej orbicie okołoziemskiej. Szef Google Sundar Pichai zapowiedział już wystrzelenie dwóch prototypów na początku przyszłego roku. Gigant z Mountain View chce przy tym przedsięwzięciu współpracować z firmą Planet. Pichai przewiduje, że w ciągu najbliższej dekady kosmiczne serwerownie staną się rynkowym standardem.

Czytaj więcej

AI z kosmosu. Elon Musk sięga po miliardy i łączy imperium

Bariery nie zrażają gigantów i inwestorów

Wizja przeniesienia AI w kosmos brzmi obiecująco, lecz eksperci bardzo ostrożnie oceniają ten huraoptymizm, wskazując liczne wyzwania inżynieryjne. Brandon Lucia, profesor inżynierii komputerowej na Uniwersytecie Carnegie Mellon, uznał harmonogram Muska za mocno optymistyczny. Kluczowym problemem dla gigantów jest... fizyka. Odtworzenie mocy zaledwie jednego naziemnego centrum danych (o wydajności 100 megawatów) wymaga wybudowania obiektu kosmicznego od 500 do nawet 1000 razy większego, w zależności od wysokości orbity. Ponadto chłodzenie elektroniki w kosmosie to wyzwanie, bo w próżni odprowadzanie tak potężnych ilości ciepła, jakie są generowane przez układy AI, nie ma jeszcze sprawdzonego rozwiązania na skalę przemysłową. Analitycy zauważają, że nikt w branży centrów danych najwyraźniej nie przejmuje się tymi ograniczeniami. Co więcej, mimo tych barier, pomysły kuszą inwestorów i kapitał szerokim strumieniem płynie na orbitę. Według najnowszego raportu Światowego Forum Ekonomicznego oraz McKinsey & Company gospodarka kosmiczna osiągnie wartość aż 1,8 bln dol. do 2035 r. (wobec 630 mld dol. w 2023 r.). Will Marshall, szef Planet, choć zastrzega, iż debata o docelowej opłacalności wciąż trwa, to już „teraz jest właściwy czas, aby to realizować”.