Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego giganci technologiczni, mierzący się z kryzysem zaufania, powracają do starych strategii marketingowych?
- Jak nowa postać w Microsofcie i personalizowany robot Google mogą wpłynąć na postrzeganie algorytmów?
- Na jakich psychologicznych mechanizmach opiera się wysoka skuteczność marketingowa kampanii z udziałem maskotek?
Jak wynika z analizy opublikowanej przez BBC, korporacje technologiczne stawiają na tzw. estetykę „cuteness”. Powód jest prosty, chodzi o „uczłowieczenie” algorytmów i zbudowanie głębszej więzi emocjonalnej z użytkownikami. Taką strategię przyjęli giganci: Apple, Google, Microsoft czy Mozilla.
Od uśmiechniętej plamy do spersonalizowanego awatara
Wprowadzanie tzw. brandowych postaci stało się w ostatnich miesiącach wyraźnym trendem w Dolinie Krzemowej. Apple zaprezentowało biało-niebieską postać z nienaturalnie dużą głową, nieoficjalnie nazwaną „Little Finder Guy”, promującą nowe laptopy w mediach społecznościowych. Z kolei Microsoft, który przed laty wycofał nielubianego asystenta Clippy (Spinacza), przedstawił nową postać dla swojego asystenta AI – Copilota. Choć firma zaznacza, że „Mico” – przypominający uśmiechniętą, obłą plamę – nie jest klasyczną maskotką, a jedynie „opcjonalną tożsamością wizualną”, to jego cel pozostaje jasny: ma sprawić, by codzienne rozmowy głosowe z AI brzmiały znacznie naturalniej, cieplej i bardziej ludzko.
Również Google tchnęło nowe życie w znanego zielonego robota Androida. Koncern udostępnił aplikację pozwalającą użytkownikom na pełną personalizację robocika: od zmiany fryzury po dopasowanie ubrań na podstawie selfie, co ma nadawać marce indywidualny charakter i unikalny styl. Z kolei Mozilla, operator przeglądarki Firefox, przekształciła swoje logo w pełnoprawną maskotkę o imieniu Kit. John Solomon, dyrektor ds. marketingu w Mozilli, wprost wskazuje na motywacje firmy: globalna konkurencja, taka jak Chrome, Safari czy Edge, posiada surowe, zimne i bardzo powtarzalne logotypy. Maskotka ma wyraźnie wyróżniać markę na rynku i budować przewagę.
Psychologiczny haczyk i zagrożenia ery AI
Powrót do maskotek ma silne uzasadnienie ekonomiczne. Z przytaczanych przez BBC badań wynika, że kampanie marketingowe wykorzystujące postacie brandowe są o 37 proc. bardziej skuteczne w zwiększaniu udziałów rynkowych. Prof. Anthony Patterson z Lancaster University Management School zauważa, że maskotki dają twarz, głos i osobowość korporacjom, które dla wielu konsumentów pozostają zimne i bezosobowe. Kontakt z nimi od najmłodszych lat buduje trwałe poczucie nostalgii i sympatii.
Czytaj więcej
Czy w wyścigu o dominację na rynku sztucznej inteligencji wszystkie chwyty są dozwolone? Wygląda na to, że nie ma granic, a giganci, tacy jak Micro...
Spektakularnym sukcesem cieszy się aplikacja Duolingo, której zielona sowa Duo zgromadziła ponad 20 mln obserwujących na TikToku i Instagramie, stając się samodzielną internetową celebrytką.
Nathalie Nahai, autorka książek o psychologii biznesu, zwraca jednak uwagę na drugą stronę medalu. Renesans maskotek zbiega się w czasie z głębokim sceptycyzmem wobec big techów. Konsumenci zaczynają dostrzegać w nich technologicznych hegemonów ingerujących w prywatność, a nadanie algorytmowi ludzkich cech, dużych oczu i proporcji niemowlęcia – na co podświadomie reagujemy opiekuńczością – to skuteczny parawan ochronny. Eksperci ostrzegają przed łączeniem maskotek ze sztuczną inteligencją: gdy spersonalizowane postacie zaczną rozmawiać z nami sam na sam, budując iluzję przyjaźni, zyskają potężne narzędzie perswazji.