Z tego artykułu dowiesz się:

  • Na czym polega „avatar economy” i jakie są prognozy dla tego rynku.
  • Jakie unikalne przewagi dają markom cyfrowe awatary?
  • Dlaczego niektóre platformy społecznościowe ograniczają zasięgi wirtualnych influencerów.
  • Jakie są największe bariery dla rozwoju rynku cyfrowych klonów.

Światowy krajobraz mediów społecznościowych i marketingu internetowego przechodzi za sprawą generatywnej AI poważną zmianę – zastępowanie w sieci ludzi wirtualnymi postaciami może stać się nową normą. O tym, jak perspektywiczny jest rynek tzw. awatarów świadczą najnowsze dane – jak podaje Digital Applied, globalna wartość influencer marketingu sięga obecnie równowartość ponad 118 mld zł, z czego udział influencerów generowanych cyfrowo to ponad 4 proc. tej kwoty. Mówimy zatem już o sektorze wartym niemal 5 mld zł.

„Avatar economy” na fali

Droga do rewolucji nie będzie jednak prosta. O ile Google i YouTube pozwalają twórcom na klonowanie wizerunku za pomocą AI, to już związany z koncernem Meta serwis społecznościowy Instagram oraz chiński TikTok wypowiadają wojnę takim treściom. Trend biznesowy wskazuje jednak, że to może być przyszłość, gdyż wirtualni influencerzy posiadają cechy, o których tradycyjni marketerzy mogli dotychczas jedynie marzyć. Przede wszystkim generują oni aż trzykrotnie wyższe zaangażowanie odbiorców w porównaniu do tradycyjnych, ludzkich twórców o zbliżonej liczbie obserwatorów. Jak tłumaczy Jakub Muszkiet, szef ZW Agency, należącej do By The People Group, wirtualni twórcy znajdą swoje miejsce.

– Świetnie działają w projektach mocno wizualnych i wszędzie tam, gdzie potrzebna jest dostępność 24/7. Bez przerw, bez ograniczeń czasowych, bez ryzyka wizerunkowego – zaznacza.

Ta dyspozycyjność i odporność na kryzysy wizerunkowe sprawiają, że firmy skłaniają się ku postaciom generowanym przez AI. Dodatkowo zmiana reklamowana jest jako remedium na zawodowe wypalenie ludzkich influencerów. Według prognoz Global Market Insights, rynek awatarów (tzw. avatar economy) ma rosnąć w tempie blisko 31 proc. rocznie, osiągając do 2035 r. wartość 93,4 mld dol. Impulsem będzie nie tylko świat mediów społecznościowych i tzw. cyfrowy content, ale też wykorzystanie cyfrowych klonów w sektorze gier i wciąż mającej perspektywy rozwoju w przyszłości branży metawersum.

Technologiczna antropomorfizacja

Największy udział w rynku wirtualnych twórców ma Ameryka Północna, skupiająca około 45 proc. sektora. Drugie miejsce zajmuje Europa z udziałem na poziomie około 30 proc. Równolegle rozwija się szersza gałąź technologii: globalny rynek agentów AI (w br. ma osiągnąć wartość ok. 11 mld dol., a prognozy Grand View Research wskazują, że do 2033 r. będzie to niemal 183 mld dol.). Swój kawałek tortu wygryźć chce tu Google. Gigant opracował narzędzia do kreacji cyfrowych klonów, które oficjalną premierę miały w maju.

Czytaj więcej

Pół miliona dolarów za jeden post? Tak Big Tech kupuje miłość do AI

Funkcja Gemini Avatar, oparta na modelu Gemini Omni, pozwala płatnym subskrybentom (w pakietach Google AI Plus, Pro i Ultra) na tworzenie uderzająco realistycznych filmów z wykorzystaniem własnej twarzy i głosu. Cały proces konfiguracji za pomocą przedniego aparatu smartfona zajmuje zaledwie kilka minut, a zaawansowane algorytmy odwzorowują strukturę twarzy i rejestrują głos użytkownika. Cyfrowy bliźniak staje się natychmiast gotowy do użycia. Podobną drogą kroczy platforma YouTube, wdrażając funkcje tworzenia cyfrowych awatarów zasilanych AI do generowania krótkich filmów (Short) na podstawie monitu tekstowego. Niektórzy artyści dostrzegli w tym szansę na hybrydowy model obecności w sieci – swój oficjalny wirtualny odpowiednik stworzył chociażby amerykański raper Snoop Dogg.

Eksperci zauważają, że aby przyspieszyć adopcję tych rozwiązań i oswoić nas z nową technologią, firmy coraz chętniej nadają sztucznej inteligencji imiona i ludzkie cechy. Za tą antropomorfizacją stoją twarde dane psychologiczne – badania opublikowane na łamach „Future Business Journal” wykazały, że nadawanie botom ludzkich cech realnie przyspiesza decyzje zakupowe klientów, o ile są oni zaangażowani w interakcję. Z kolei analizy firmy NVIDIA dowodzą, że realistyczne awatary z odpowiednią ekspresją emocjonalną budują znacznie większe zaangażowanie niż zwykły, bezimienny czat tekstowy.

Kryzys zaufania w erze deepfake

Mimo technologicznego triumfu i miliardowych nakładów, gospodarka awatarów napotyka potężną barierę: postępujący kryzys zaufania konsumentów oraz obawy natury prawnej i etycznej. Narzędzia takie jak Gemini Avatar budzą zachwyt realizmem, ale i obawy. Recenzenci wprost piszą o „niepokojącym” podobieństwie, które z łatwością mogłoby oszukać osoby postronne. Choć Google wprowadza zabezpieczenia, takie jak weryfikacja wieku, konieczność fizycznej obecności podczas rejestracji oraz niewidoczne znaki wodne SynthID opracowane przez Google DeepMind, to technologia ta wciąż pozostaje zablokowana na terenie Europejskiego Obszaru Gospodarczego, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii (ze względu na restrykcyjne przepisy i obawy przed dezinformacją). Syntetyczne treści osiągnęły już poziom realizmu pozwalający już bez problemu wprowadzać w błąd osoby niebędące ekspertami. Stąd Meta (Instagram) oraz ByteDance (TikTok) zaostrzyły reguły gry, modyfikując algorytmy tak, by bezwzględnie ucinać zasięgi materiałom wtórnym i nieoryginalnym. Najwcześniej na ten krok zdecydował się Pinterest, wprost faworyzując treści tworzone przez ludzi.

Czytaj więcej

Stworzyli własne kopie AI. Teraz delegują obowiązki na chatboty

Sceptycyzm widoczny jest także w postawach konsumentów. Z raportu Media Insight Project i American Press Institute wynika, że choć 57 proc. amerykańskich nastolatków i dorosłych regularnie czerpie wiedzę od internetowych twórców, to zaledwie 7 proc. darzy ich głębokim zaufaniem. AI jako wiarygodne źródło informacji plasuje się na samym szarym końcu z wynikiem zaledwie 5 proc. ClickMeeting podaje, że w Polsce influencera stworzonego przez sztuczną inteligencję byłaby skłonna obserwować zaledwie jedna czwarta badanych, i to pod warunkiem, że jego treści byłyby interesujące i wartościowe (ponad połowa wykazuje całkowity brak zainteresowania takimi profilami). Co ciekawe, choć aż 85 proc. odbiorców chętnie korzysta z rekomendacji zakupowych AI, a 39 proc. dokonało zakupu pod wpływem sugestii algorytmu, to tylko 13 proc. bezgranicznie ufa tej technologii. Szczególnie podatni na zaufanie wobec maszyn są przedstawiciele pokolenia Z. Analitycy mówią wprost: biznes staje przed zjawiskiem tzw. luki oczekiwań. Krzysztof Lewiński, prezes Armatis Polska, wskazuje, że kiedy AI brzmi i wygląda jak człowiek, użytkownicy podświadomie oczekują od niej ludzkiej zdolności rozumowania. Gdy maszyna zawodzi, zaufanie do marki spada gwałtowniej niż w przypadku kontaktu z prostym, neutralnym automatem.

– Priorytetem zawsze musi pozostać funkcja i skuteczność w rozwiązywaniu problemów, a nie sama wizualna persona – dodaje.