Praca w IT to luksus? Nie dla wszystkich

Adobe Stock

Deficyt kilkudziesięciu tysięcy pracowników i zarobki równe trzykrotności średniej krajowej – to tylko jedna strona medalu.

W Polsce pracuje około ćwierć miliona programistów, a brakuje ich około 50 tys. Jednak analiza ogłoszeń na portalach daje do myślenia. Na Pracuj.pl odnotowano w zeszłym roku ponad 85 tys. ofert pracy w IT, ale według danych portalu No Fluff Jobs, specjalizującego się w rekrutacji IT, tylko 8,5 proc. ofert w zeszłym roku dotyczyło stanowisk, które nie wymagają minimum dwóch lat doświadczenia.

Agencje rekrutacyjne potwierdzają, że poszukują głównie doświadczonych pracowników.

– Około 80 proc. prowadzonych przez nas rekrutacji IT dotyczy programistów z około pięcioletnim stażem, pozostałe 20 proc. to osoby pracujące na stanowiskach menedżerskich – wskazuje Natalia Bogdan, założycielka Jobhouse.

Na początku bez szału

O zarobkach i wymaganiach programistów krążą barwne historie. Rzeczywistość jest jednak taka, że na starcie początkujący programista dostanie na rękę około 3200 zł. Trudno natomiast wskazać inną branżę, oferującą tak duże możliwości szybkiego awansu. Po kilku latach pracy specjaliści mogą liczyć na kwoty grubo przekraczające 10 tys. zł.

Maciej Chwiłoc, dyrektor rozwoju produktu w grupie Pracuj.pl, podkreśla, że nierynkowe wymagania początkujących programistów są na porządku dziennym. Tym samym utrudniają oni sobie znalezienie pracy.

Agencje rekrutacyjne potwierdzają, że poszukują głównie doświadczonych pracowników

– Jeżeli pracodawca widzi, że za 10–15 proc. więcej wynagrodzenia może mieć osobę bardziej doświadczoną i samodzielną, to szybko decyduje się szukać mida (osoba mająca od dwóch do dziesięciu lat doświadczenia – red.). Nawet jeśli musi na niego poczekać o miesiąc dłużej – mówi Chwiłoc.

Pensje w branży IT zależą też od lokalizacji pracodawcy. Duże korporacje w Warszawie, we Wrocławiu czy w Krakowie są w stanie zaoferować dwa razy wyższą kwotę za podobne stanowisko niż firmy w mniejszych miejscowościach.

Nie bez znaczenia są też wymogi techniczne. Do wykonywania zawodu programisty potrzebne jest nie tylko szybkie, ale też stabilne łącze internetowe.

CZYTAJ TAKŻE: 2019 to rok informatyków

– Aktualnie nie jest z tym najlepiej. Szczególnie poza dużymi ośrodkami miejskimi. To jednak niedługo się zmieni, ponieważ nasz kraj jest obecnie ogromnym placem budowy szybkiej sieci światłowodowej – mówi Jacek Wiśniewski, prezes firmy Nexera. Jego zdaniem niedługo możemy się spodziewać, że centra innowacji czy outsourcingowe będą otwierały się także w mniejszych miejscowościach.

Zmienić system edukacji

Co należy zrobić, żeby zaspokoić apetyt na informatyków? – Już na poziomie szkół podstawowych powinno się przywiązywać dużą wagę do rozwijania kompetencji cyfrowych. Tak aby już uczniowie szkół średnich mieli umiejętności i wiedzę w zakresie tzw. zawodów przyszłości – mówi szef Nexery.

Dodaje, że ponieważ w wielu nowych profesjach nie jest wymagane, by pracownik ukończył studia wyższe z zakresu informatyki, często wystarczą praktyczne umiejętności, które rozwinąć można już na etapie kształcenia podstawowego czy średniego. Marcin Kosedowski, ekspert ds. rynku szkoleniowego z Kodilla.com, uważa, że potrzebne są bardziej radykalne zmiany.

CZYTAJ TAKŻE: Polska rekrutuje cyberarmię

– Konieczna jest reforma, a właściwie rewolucja w systemie edukacji. Z danych, o które poprosiliśmy Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, wynika, że rocznie absolwentami kierunków związanych z IT na uczelniach wyższych zostaje 12–14 tys. osób. To za mało, aby rozwiązać problem deficytu w branży – mówi. Radzi spojrzeć choćby na USA. Tam od kilku lat prym wiedzie szkolnictwo zawodowe prowadzone w formie online. – Takie kilkumiesięczne bootcampy programistyczne przynoszą nie tylko szybsze, ale i lepsze rezultaty niż pięcioletnie studia stacjonarne – przekonuje.

Dobrą metodą dla firm szukających dobrych pracowników może być też jak najwcześniejsze „wyłapywanie” najzdolniejszych, po liceach i na początku studiów.

CZYTAJ TAKŻE: Szybszy internet to szybszy wzrost pensji informatyków

– Zdaję sobie sprawę, że to bardzo wcześnie i takie działanie raczej przypomina sportowy scouting niż rynek pracy, ale musimy mieć z tyłu głowy myśl, że sensowne osoby w tej branży już na trzecim roku studiów podejmują zatrudnienie. Później trudno je przechwycić – mówi Bartosz Gadzimski, właściciel firmy hostingowej Zenbox. Mieści się ona w Częstochowie i większość pracowników zatrudnia zdalnie, bo okazało się, że praktycznie niemożliwe jest pozyskiwanie fachowców na lokalnym rynku.

Z pomogą firmom IT mogą też przyjść obcokrajowcy. – Do naszego kraju przyjeżdżają szczególnie specjaliści IT średniego szczebla z Ukrainy. Ci najlepsi wybierają pracę na zachodzie Europy oraz w USA – wskazuje Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service.

 

OPINIA
Marcin Tchórzewski
programista i współzałożyciel Coders Lab

Początkujący programiści powinni wykazać się pasją – pochwalić się dodatkowymi, teoretycznie błahymi, osiągnięciami. Dobrze, jeśli stworzyli kiedyś własną stronę internetową, pomogli znajomym zoptymalizować sklep internetowy, mieli udział w powstawaniu aplikacji czy startupu. Takich juniorów firmy chętnie zatrudnią i – nawet przy braku pewnych umiejętności „na start” – wyszkolą oraz przyzwoicie opłacą, aby zatrzymać ich w firmie.

 

Rośnie zatrudnienie w B+R

Ekspansja branży IT wpisuje się w scenariusz postępującej cyfryzacji gospodarki. Na ten proces trzeba patrzeć jednak szerzej, również przez pryzmat pozostałych sektorów. Im większy będzie nacisk na badania i rozwój oraz innowacje, tym lepsza to inwestycja w przyszłość gospodarki. Z zestawienia autorstwa Ignacego Święcickiego, eksperta z Polskiego Instytutu Ekonomicznego, wynika, że Polska jest liderem wzrostu liczby zatrudnionych w sektorze B+R. W 2015 r. było to około 109 tys. etatów, a dwa lata później liczba ta wzrosła do 144 tys. Polska odnotowała tym samym najszybszy wzrost spośród krajów Unii Europejskiej, jak również spośród państw OECD. Obecnie odpowiadamy za 4,7 proc. zatrudnienia w działalności B+R w Unii Europejskiej. Z czego wynika ten wzrost zatrudnienia w dziedzinie badań i rozwoju? Eksperci wskazują m.in. na wprowadzoną ulgę podatkową, która obejmuje również koszty wynagrodzeń dla pracowników zaangażowanych w tego typu działalność. Ulga została wprowadzona z początkiem 2016 r., a w kolejnych latach była powiększana. Może się ona z jednej strony przyczyniać do zwiększenia działalności badawczo-rozwojowej i zatrudnienia w tym obszarze, a z drugiej jest zachętą dla firm do deklarowania większej liczby pracowników B+R. Co ważne, zmianę w podejściu do raportowania przez przedsiębiorstwa widać również w przypadku ulgi podatkowej na działalność B+R. W 2017 r., gdy ulga wzrosła z 30 do 50 proc. kosztów kwalifikowanych, liczba firm korzystających z ulgi wzrosła około dwukrotnie. Jednocześnie łączne wydatki na badania i rozwój w Polsce wzrosły o około 15 proc., z 17,9 mld zł do 20,6 mld zł – podaje Polski Instytut Ekonomiczny.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

W polskich domenach widać wyraźne ożywienie

Powstaje coraz więcej stron z końcówką .pl, rośnie odsetek domen odnowionych. Na znaczeniu zyskują ...

Smartfon Meizu Zero, czyli zero przycisków

Meizu rozpoczęło przedsprzedaż telefonu, który nie ma żadnych wejść, portów czy przycisków. Wszystkimi funkcjami ...

Zyski Samsunga topnieją przez smartfony i karty pamięci

Nie tylko Apple spodziewa się za czwarty kwartał 2018 r. wyników gorszych niż wcześniej ...

Wirtuoz baterii z Polski rodem

Celina Mikolajczak tworzy w Uberze nową technologię gromadzenia energii. Kilka lat temu była jednym ...

Dzieci przyklejone do smartfona

Światowa Organizacja Zdrowia chce uznać uzależnienie od gier za chorobę. Sami producenci zaczynają wprowadzać ...

Zalando utrudnia zwroty. Koniec z noszeniem i niepłaceniem

Wiele sklepów internetowych ma bardzo korzystną politykę zwrotów wykraczającą daleko poza korzyści, jakie dają ...