W Izraelu wybuchła właśnie afera, gdyż co najmniej 30 tys. osób zostało poddanych przymusowej kwarantannie, choć część osób – w momencie, gdy teoretycznie miała styczność z chorym znajdowała się w domu – pisze „Haaretz”. Poddani izolacji nie mogą nawet odwołać się od zakazu, gdyż Knesset tymczasowo zezwolił służbom specjalnym Shin Bet na pomoc w lokalizowaniu i przymusowej izolacji „niepokornych”.

CZYTAJ TAKŻE: Założyć obywatelom czujniki. Kontrowersyjny pomysł premiera Izraela

Potencjalnie zakażeni dostali od resortu zdrowia powiadomienie na telefon, że muszą poddać się kwarantannie. Zgodnie z prawem osoba, która otrzyma taką informację, może poprosić Ministerstwo Zdrowia o ponowne sprawdzenie danych, a urzędnicy na rozpatrzenie tego wniosku mają trzy dni. To jednak tylko teoria.

Izraelczycy skarżą się, że choć omyłkowo zostali poddani kwarantannie, to resort nie odpowiada na ich wezwania. Gazeta cytuje osoby, które – mimo że dostały informację o konieczność pozostania w domu przez 11 dni – w czasie potencjalnego kontaktu z zarażonym spały w domy lub były w zupełnie innej lokalizacji.

CZYTAJ TAKŻE: Izraelczycy wynaleźli podsłuch idealny? Tani i trudny do wykrycia

Ministerstwo Zdrowia Izraela podało jedynie, że pracuje nad poprawą dostępności infolinii. Podkreśla jednak przy tym, że otrzymanie wiadomości tekstowej wymaga natychmiastowej kwarantanny, a wskazówki zawarte w wiadomości muszą być przestrzegane, dopóki dana osoba nie zostanie poinformowana o innych krokach – podaje „Haaretz”.