Inwestycja w maszt zwróciła się Vivo/Telefonice w ciągu pół roku, bo mieszkańcy Suruacá chętnie dzwonią do rodziny w Santarém
(źr.Ericsson)

Santarém, jedno z większych miast Amazonii, łatwo odnaleźć na mapie – to tutaj do Amazonki wpadają szeroko rozlane wody rzeki Tapajós. Obie wielki rzeki i ich dopływy są krwiobiegiem tej okolicy – zapewniają ludziom żyjącym w promieniu dziesiątków, czy nawet setek kilometrów od Santarém łączność z cywilizacją – i nie chodzi tu tylko o możliwość dotarcia tam, ale też skomunikowania się przez telefon. Bo w przeważającej części dżungli amazońskiej nie ma zasięgu sieci komórkowej, a jeśli ktoś już musi zadzwonić, korzysta z telefonu satelitarnego. Teraz ma to szansę się zmienić.

A zmiany te zaczęły się od dwóch amazońskich miejscowości leżących w zasięgu dwóch godzin podróży łodzią od Santarém: liczącego 17 tys. mieszkańców Belterra i 2,5-tysięcznego Suruacá.  Jeszcze kilka lat temu nie było tu elektryczności, nie wspominając już o łączności komórkowej. Potem jednak pojawili się tu przedstawiciele Ericssona, którzy dostrzegli w tym miejscu potencjał.

Zasilany bateriami słonecznymi maszt 3G dostarcza prąd m.in. szkole w Suruacá
(źr.Ericsson)

Pierwszy maszt telefonii 3G – będący zarazem pierwszym tego typu przedsięwzięciem w całej Amazonii – powstał w 2009 roku w Belterra. Objął zasięgiem kilkanaście tysięcy ludzi żyjących w 170 pobliskich wioskach. W 2010 roku Suruacá otrzymało swój własny maszt, dzięki któremu w obrębie sieci znalazło się 10 tys. osób z 50 izolowanych dotąd społeczności. Za maszty zapłacił operator Vivo z grupy Telefoniki, a same anteny sfinansował Ericsson. Ta inwestycja zwróciła im się po sześciu miesiącach – ludzie z odciętych dotąd od świata wiosek dzwonili do swoich krewnych z Santarém, których nie widzieli nieraz i po kilkanaście lat.

Dużym zaskoczeniem jest widok masztu 3G wznoszącego się tuż za maleńką wioską Suruacá leżącą nad brzegiem Tapajós. Ta konstrukcja – zasilana panelami słonecznymi – zmieniła życie całej osady, która dzięki temu zyskała dostęp do elektryczności. Podciągnięty do wioski prąd umożliwił ludziom ładowanie ich telefonów komórkowych i podłączenie telewizora, dzięki któremu mężczyźni mogą wreszcie oglądać mecze piłki  nożnej. Prąd popłynął też do pracowni komputerowej w liczącej 250 uczniów szkole podstawowej, zasilając kilka laptopów podarowanych przez sponsorów. Dzięki temu dzieciaki z Amazonii uczą się, jak korzystać z Google’a, czy Facebooka, ale też korzystają z e-learningu w ramach promowanego przez Ericssona projektu Connect to Learn.

W centrum wioski wzniesiono kawiarenkę internetową będącą zarazem wiejską świetlicą, w ramach której działa jednoosobowa redakcja miejscowej rozgłośni radiowej nadająca audycje do pobliskich wiosek i Santarém. Ten budynek dorobił się własnych paneli słonecznych. Wokół gromadzi się życie społeczne osady.

Pracownia komputerowa w szkole w Suruacá zgromadziła kilka laptopów pozyskanych od sponsorów
(źr.Ericsson)

O tym, jak internet może zmienić życie w Amazonii, świadczy historia Moniki de Almeida z pobliskiego Belterra, która zaczynała kilka lat temu jako blogerka opisująca problemy lokalnych społeczności. Dziś jest sekretarzem ds. komunikacji w  biurze lokalnych władz prowincji.

– Do niektórych społeczności amazońskich internet dotarł wcześniej niż telewizja – opowiada dr Eugenio Scannavino Netto, szef projektu Saude e Alegria działającej na rzecz poprawy służby zdrowia w Amazonii. – Widziałem grupę starszych kobiet z maleńkiej wioski dyskutujących na temat sytuacji politycznej na świecie. Dawniej to nie mogło mieć miejsca.

Jednak Suruacá wciąż boryka się z problemami, które dotykają wszystkich izolowanych społeczności w Amazonii. Jednym z największych jest brak dostępu do opieki zdrowotnej. W Santarém praktykuje tylko 150 lekarzy, na których przypada aż 1,5 mln okolicznych mieszkańców. Co gorsza, większości z nich dojazd do najbliższego szpitala czy przychodni zajmuje tydzień lub więcej, a to wyklucza skuteczną pomoc. Stoi to w jaskrawej sprzeczności z deklaracją rządu Brazylii, który twierdzi, że opieką zdrowotną powinni zostać objęci wszyscy Brazylijczycy i taki jest plan na najbliższe lata.

Jednoosobowa redakcja miejscowej rozgłośni radiowej, która działa dzięki sieci 3G
(źr.Ericsson)

Częściowe rozwiązanie tego problemu wymyśliła organizacja Saude e Alegria, która zainicjowała przebudowę łodzi turystycznych na przychodnie, które przypływają do rozrzuconych na amazońskich brzegach wiosek. Do projektu włączyły się miejscowe władze oraz Ericsson wraz z operatorem Vivo – i w 2011 roku do użytku oddano statek-przychodnię Abare (znaczy „Troskliwy Przyjaciel”) pływający po rzece Tapajós z lekarzami i pielęgniarkami na pokładzie. Po Amazonce kursuje mniejsza, podobna łódź. Obie wyposażono w sale operacyjne, gabinety stomatologiczne, sprzęt diagnostyczny do podstawowych badań i łączność 3G. „Abare” wykonuje rocznie 7 tys. badań i 350 operacji, udziela też 18 tys. konsultacji.

Roczny koszt utrzymania łodzi-przychodni „Abare” to 500 tys. dol.
(źr.Ericsson)

Najbardziej interesujący okazał się sposób, w jaki rozwiązano w tym projekcie problem łączności. Jak twierdzi dr Fabio Tozzi, szef operacyjny Abare, łódź-przychodnia nie może działać w oderwaniu od miejscowych szpitali i punktów diagnostycznych: trudne przypadki trzeba konsultować z innymi lekarzami, a badania na cukrzycę, czy nadciśnienie muszą być wykonywane natychmiast, żeby pacjent dostał do ręki wyniki i mógł od ręki rozpocząć leczenie. Do szybkiego kontaktu z Santarém wykorzystano łączność 3G z działających w okolicy dwóch masztów.

dr Fabio Tozzi, szef operacyjny „Abare”, prezentuje łódź-przychodnię
(źr.Ericsson)

Tylko, że dwie anteny oddalone od siebie o kilkanaście kilometrów to stanowczo za mało, by zapewnić pokrycie sieci na daleko większym obszarze, ciągnącym się o kilkadziesiąt kilometrów w górę rzeki. Normalnie, w gęstym lesie, zasięg sieci byłby mocno ograniczony. Tutaj jednak z pomocą przychodzi szeroko rozlana woda, która działa na sygnał komórkowy jak lustro odbijające go na znacznie większe odległości, niż to ma miejsce na lądzie. Łódź-przychodnię Ericsson wyposażył dodatkowo we wzmacniacz sygnału, z którego korzyść mają też mieszkańcy mijanych po drodze wiosek.

rpkom.pl: – Dlaczego Ericsson zdecydował się sfinansować budowę nadajnków w Belterra i Suruacá oraz wesprzeć wyposażenie łodzi „Abare”?

– Te projekty są zgodne z naszą wizją „usieciowionego” społeczeństwa (ang.networked society) i zrównoważonego rozwoju, który staramy się realizować. Nasze działania zbiegły się z inicjatywą Telefoniki, naszego klienta, której celem jest rozwój sieci 3G na wiejskich obszarach Brazylii.

– Inwestycja zwróciła się Telefonice w ciągu pół roku. Jakie korzyści odniósł z niej Ericsson?

– Nie staraliśmy się oszacować finansowego zwrotu z tych inwestycji, bo to zbyt trudne. Koncentrujemy się raczej na wydźwięku socjoekonomicznym naszych działań.

– Co jest głównym celem programu Connect to Learn z punktu widzenia Ericssona?

– Jest to inicjatywa non-profit, w której Ericsson jest partnerem finansującym przedsięwzięcie. Chcemy wprowadzić edukację XXI wieku do szkół, nawet tych najbardziej izolowanych. Dzięki programowi chcemy też zademonstrować socjoekonomiczny wpływ sieci szerokopasmowych.

– Dziękujemy za rozmowę.

Not. astan