Internetowy serwis, pozwalający obracać akcjami z poziomu smartfona, stał się jednym z głównych aktorów w głośnej historii „pompowania” akcji sieci sklepów z grami GameStop. Drobni inwestorzy giełdowi, którzy skrzyknęli się na forum Reddit, uderzyli w tzw. grube ryby z Wall Street, bogacąc się ich kosztem. Jednak ów manifest dość szybko zblokował nie kto inny, a Robinhood. To za pośrednictwem tej aplikacji brokerskiej szedł szeroki strumień transakcji. Do czasu. Serwis zablokował możliwość kupowania niektórych spółek, co sprowadziło na giełdową apkę falę krytyki i oskarżeń o działanie „na zlecenie” bogaczy. Co więcej, oburzenie wzbudził fakt, iż broker ten handlował danymi o składanych przez drobnych inwestorów zleceniach. Ale – jak zauważył na Twitterze Jason Yanowitz, analityk serwisu Blockworks – jeśli nie płacisz za produkt, sam stajesz się produktem.

CZYTAJ TAKŻE: GameStop niespodziewanie błysnął. Ale to już kres gier ze sklepów

I tak właśnie było w przypadku klientów Robinhooda. Dlaczego? Nie jest tajemnicą, że magnesem dla użytkowników tej apki jest fakt, iż nie pobiera ona prowizji od dokonywanych transakcji (w podstawowym pakiecie). Ale nic nie ma za darmo. O czym przekonali się właśnie mali inwestorzy.

Giełdowy „rozbójnik”, jak mówi się o tym kalifornijskim startupie, nie jest może wzorem cnót, jak legendarny odpowiednik, ale niewątpliwie ma nosa do pieniędzy. Jak wskazuje Yanowitz, brokerska apka na sprzedaży informacji o transakcjach swoich użytkowników zarabia rocznie około ćwierć miliarda dolarów. Teraz spółka ma stać się jednym z najgorętszych giełdowych debiutów tego roku za oceanem. IPO Robinhooda spodziewane jest w II kwartale. Jego wycena mocno przebiła już 11 mld dol., a to dwa razy więcej niż szacowano wartość spółki prawie trzy lata temu (w maju 2018 r. sięgała 5,6 mld dol.).

CZYTAJ TAKŻE: Reddit stał się internetowym oknem. A miał podbijać… gastronomię

Za kontrowersyjnym startupem stoją Władimir Tenew oraz Baiju Bhatt, przyjaciele z Uniwersytetu Stanforda. Pasją obu wydawała się matematyka, ale do czasu, gdy Tenew nie zwęszył świetnego interesu w grze na giełdzie, przy wykorzystaniu specjalnych algorytmów. Założyli startup Celeris, specjalizujący się w inwestowaniu HFT (angielski skrót od handlu wysokich częstotliwości), polegającym na zawieraniu wielu transakcji giełdowych w jak najkrótszym czasie. 34-letni dziś Władimir porzucił studia i poświęcił się biznesowi. Rok po Celeris otworzył Chronos Research, firmę tworzącą oprogramowanie dla brokerów i banków. Ale drzwi do sukcesu otworzył im dopiero właśnie Robinhood.

Za kontrowersyjnym startupem stoją Władimir Tenew oraz Baiju Bhatt, przyjaciele z Uniwersytetu Stanforda

Tenew, syn bułgarskich emigrantów (jego rodzice opuścili ojczyznę, by pracować w Banku Światowym w USA), wspólnie z dwa lata starszym, mającym hinduskie korzenie Bhattem (jego rodzina mieszkała w Gudżarat – drugim najbardziej uprzemysłowionym stanie w Indiach) założyli Robinhooda w 2013 r. Dzięki tej spółce stali się miliarderami. Nad finalną wersją aplikacji pracowali jednak przez dwa lata – ta światło dzienne ujrzała dopiero w marcu 2015 r., podczas organizowanego w Los Angeles przez studentów hackathonu. Z marszu pokochali ją młodzi gracze giełdowi (80 proc. użytkowników apki w 2015 r. stanowili tzw. milenialsi). Pięć lat później baza użytkowników Robinhooda liczyła już 13 mln kont.

Potencjał w firmie Tenewa i Bhatta dostrzegli potężni inwestorzy z Doliny Krzemowej. Do startupu popłynęły duże pieniądze, za którymi stał m.in. Jurij Borysowicz Milner, fizyk i przedsiębiorca rosyjsko-żydowskiego pochodzenia, uznawany za jednego z najbardziej wpływowych biznesmenów za naszą wschodnią granicą (to on był współzałożycielem grupy Mail.Ru, a dziś jest udziałowcem m.in. w Facebooku, Spotify, Airbnb, a nawet chińskiej Alibabie). Warto wspomnieć również, że interesy połączyły Milnera z Jaredem Kushnerem, zięciem byłego już prezydenta USA Donalda Trumpa. Co ciekawe, brat Jareda – Joshua Kushner, również jest znaczącym inwestorem w Robinhoodzie.