Projekt resortu infrastruktury, po dwóch latach prac, znalazł się wreszcie w porządku obrad rządu. To już dziesiąta jego wersja. Jeśli rząd przyjmie ją, projekt noweli trafi do Sejmu. Założenie jest takie, by nowe regulacje weszły w życie od początku przyszłego roku. Eksperci twierdzą, że może być to jednak bardzo trudne, choćby z uwagi na złożoność przepisów i sześciomiesięczne vacatio legis.

CZYTAJ TAKŻE: Rząd chce sięgnąć do kieszeni Ubera

– Po długotrwałym procesie przygotowywania tego projektu widzimy jak bardzo prawo nie nadąża za innowacjami. Na szczęście udało się wypracować możliwie najlepszy kompromis. Projekt ustawy uwzględnia praktykę rynkową, czyli obecność – obok tradycyjnych usług taksówkowych – również te cyfrowe – mówi nam Arkadiusz Pączka, dyrektor Centrum Monitoringu Legislacji Pracodawców RP.

Jak zaznacza, planowana nowelizacja godzi zatem trzy światy – tradycyjne korporacji taxi, taksówkarzy jeżdżących z aplikacjami mytaxi, czy itaxi, a także takich operatorów przewozów, jak Uberi i Taxify. – Ministerstwu Infrastruktury udało się wypracować chyba jedyny możliwy kompromis, który nie ogranicza działalności żadnej z grup. Niewątpliwie w komisji sejmowej toczyć będą się jednak zażarte dyskusje – podkreśla.

CZYTAJ TAKŻE: Taksówkarze mają dość Ubera. Będzie potężny protest

Jego zdaniem to sprawia, że termin wejścia w życie ustawy w styczniu 2020 r. może nie zostać dotrzymany.