Były amerykański prezydent twierdzi, że trzy firmy naruszyły jego prawa wynikające z Pierwszej Poprawki, gwarantującej wolność słowa. Pozwy wymieniają również dyrektora generalnego Twittera Jacka Dorseya, Marka Zuckerberga z Facebooka i dyrektora generalnego Google Sundara Pichaia.

– Żądamy zakończenia zakazu blokowania, zaprzestania wyciszania i zaprzestania umieszczania na czarnych listach, banowania i anulowania, które tak dobrze znamy – powiedział Trump na konferencji prasowej.

CZYTAJ TAKŻE: Spektakularna porażka bloga Donalda Trumpa

Po ataku demonstrantów z 6 stycznia na Kapitol platformy mediów społecznościowych szybko cofnęły możliwość publikowania dla ówczesnego prezydenta Trumpa. Przez lata testował on granice polityki platform wokół dezinformacji, a nawet gróźb przemocy, ale jego rola w wydarzeniach tamtego dnia przekroczyła wszelkie granicę. Trump wkrótce znalazł się bez megafonu, za pomocą którego mógłby dotrzeć do swoich wielu milionów obserwujących na Twitterze, Facebooku i YouTube, co okazało się dla niego ogromną karą.

Na Twitterze byłemu prezydentowi grozi dożywotni zakaz. Ale na Facebooku i YouTube istnieje możliwość przywrócenia jego kont. Facebook wciąż rozważa tę decyzję po tym, jak Rada Nadzorcza skierowała sprawę z powrotem do rozpatrzenia. Facebook musi teraz określić długość zawieszenia kont Trumpa, czy to na stałe, czy na czas określony.

Trump będzie głównym powodem w sprawach, które są wnoszone do Sądu Okręgowego Stanów Zjednoczonych dla Południowego Dystryktu Florydy. Pozwy mają na celu „odszkodowanie odszkodowawcze i karne” oraz przywrócenie kont w mediach społecznościowych. Facebook i Twitter odmówiły skomentowania wiadomości, podobnie Google.

CZYTAJ TAKŻE: Pozwy za teorie spiskowe. Skarżą media i prawników Trumpa na miliardy

Pozwy sądowe już przyniosły zamierzony efekt w postaci zwrócenia uwagi, ale prawdopodobnie niczego nie zmienią. Trump oskarża Facebooka, Twittera i Google o naruszenie jego praw wynikających z Pierwszej Poprawki, ale Pierwsza Poprawka dotyczy rządów cenzurujących wolność słowa, a nie firm.

Te trzy firmy są również dobrze zabezpieczone przez sekcję 230 ustawy Communications Decency Act, która zarówno chroni platformy przed odpowiedzialnością prawną za zamieszczane treści, jak i upoważnia je do podejmowania decyzji dotyczących ich moderacji – w tym decyzji o usunięciu.