Z tego artykułu dowiesz się:
- Na czym polega inicjatywa, która ma uderzyć w zyski platform czerpane z internetowych oszustw?
- Jaką rolę w walce z dezinformacją może odegrać unijny Akt o Usługach Cyfrowych (DSA)?
- Dlaczego rozwój sztucznej inteligencji sprawił, że skala zjawiska deepfake osiągnęła alarmujący poziom?
- Jaki jest poziom świadomości Polaków na temat cyfrowych zagrożeń?
Fałszywe reklamy z wizerunkami znanych osób, zmanipulowane wywiady i generowane przez sztuczną inteligencję deepfake’i drenują kieszenie internautów, podczas gdy wielkie platformy technologiczne inkasują zyski z ich emisji. Przykładem jest Meta i jej Facebook, przeciwko której działa wytoczył Rafał Brzoska. Polski miliarder, założyciel InPostu, rusza właśnie z inicjatywą społeczną „150%”. Przedsiębiorca domaga się twardych sankcji finansowych: platforma, która zarabia na oszukańczych reklamach, powinna ponieść konsekwencje finansową w wysokości 150 proc. uzyskanego przychodu.
Czym jest inicjatywa 150%
Zalew internetowych wyłudzeń, sfabrykowanych materiałów wideo oraz podszywających się pod znane twarze fałszywych ofert inwestycyjnych osiągnął niespotykaną dotąd skalę i, choć problem uderza w miliony użytkowników, dotychczasowy model walki z cyberprzestępczością opierał się głównie na apelach o wzmożoną ostrożność samych internautów. Tę asymetrię ma przełamać akcja „150%”, firmowana przez Brzoskę. Założenie inicjatywy opiera się na prostej regule ekonomicznej: jeżeli serwis internetowy pobiera opłatę za emisję scamu, musi liczyć się z karą przewyższającą uzyskany zarobek. Odpowiedzialność finansowa na poziomie 150 proc. przychodu miałaby być naliczana osobno dla każdej konkretnej fałszywej kreacji reklamowej. Środki z sankcji miałyby z kolei zasilić organizacje społeczne pomagające młodzieży zmagającej się z uzależnieniami.
Drugim filarem ma być w przyszłości publiczny Rejestr Scamu Online, monitorujący czas reakcji platform na zgłoszenia nielegalnych treści.
– To nie jest już sprawa mojego wizerunku. Każdego dnia ktoś może zobaczyć fałszywą reklamę, uwierzyć jej i stracić swoje wszystkie oszczędności. Jeżeli platforma pobiera pieniądze za emisję takiej reklamy, nie może pozostawać wyłącznie biernym pośrednikiem. Chcemy doprowadzić do sytuacji, w której zarabianie na scamie po prostu przestanie się opłacać – podkreśla Rafał Brzoska.
Czytaj więcej
Kolejna odsłona sporu między technologicznym gigantem a polskim milionerem – Meta w reakcji na słowa Rafała Brzoski przekonuje, że walczy z oszustw...
Według niego nie chodzi już o kolejną kampanię mówiącą ludziom tylko: „uważajcie w internecie”, choć oczywiście edukacja jest ważna, ale o odpowiedzialność. Jak tłumaczy Brzoska, skoro na reklamach zarabiają również platformy, muszą mieć ekonomiczną motywację, żeby usuwać oszustwa szybko i skutecznie.
Miliardowe straty i unijny bat na Big Techy
Problem wykracza daleko poza naruszenie dóbr osobistych osób publicznych – generuje gigantyczne straty gospodarcze. Z danych firmy Surfshark wynika, że globalne szkody wywołane oszustwami z wykorzystaniem deepfake sięgają 3,7 mld dol., z czego aż 47 proc. przypada na serwisy społecznościowe. Z kolei według wyliczeń firmy Sopra Steria roczny ekonomiczny koszt niekontrolowanego rozpowszechniania fałszywych artykułów, reklam i manipulacji wynosi aż 417 mld dol. Eksplozja procederu to bezpośredni skutek rozwoju generatywnej sztucznej inteligencji.
– Sztuczna inteligencja sprawiła, że stworzenie wiarygodnie wyglądającego artykułu, nagrania czy reklamy przestało wymagać dużych pieniędzy i profesjonalnego zespołu. Wystarczy kilka minut, odpowiednie narzędzia i dostęp do platformy, która pozwoli dotrzeć z takim materiałem do milionów ludzi. Dlatego odpowiedzialność za jakość przestrzeni informacyjnej nie może spoczywać wyłącznie na użytkowniku – uważa Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies w Polsce.
Narzędziem zmiany ma być unijny Akt o Usługach Cyfrowych (DSA). Nakłada on na największe platformy technologiczne wymogi identyfikacji ryzyka systemowego, przejrzystości moderacji oraz prowadzenia publicznych repozytoriów reklam.
Czytaj więcej
Ministerstwo Cyfryzacji domaga się pilnej reakcji Komisji Europejskiej w sprawie zorganizowanej kampanii dezinformacyjnej na TikToku – dowiedziała...
– To narzędzie ma ogromne znaczenie w wykrywaniu fałszywych reklam, oszustw i skoordynowanych kampanii wykorzystujących system reklamowy do manipulowania odbiorcami – podkreśla Jakub Potrzebowski, ekspert rynku mediów.
Bruksela udowodniła już, że potrafi korzystać z DSA w praktyce: w grudniu 2025 r. nałożyła 120 mln euro kary na platformę X, a w maju 2026 r. ukarała Temu grzywną w wysokości 200 mln euro.
Nabici w butelkę
Tymczasem poziom świadomości społecznej w Polsce pozostaje alarmująco niski. Z raportu Fundacji Digital Poland „Dezinformacja oczami Polaków 2026” wynika wprawdzie, że 77 proc. badanych zetknęło się z cyfrowym fałszem, a 85 proc. żąda wyraźnego oznaczania materiałów tworzonych przez AI. Jednak badanie „Cyberportret polskiego biznesu 2026” Eset i Dagma Bezpieczeństwo IT ujawnia, że aż 57 proc. pracujących przy komputerze nie wie, co w ogóle oznacza pojęcie deepfake. Aż 70 proc. nie ma pewności, czy odróżniłoby materiał AI od prawdziwego. Skutki są bolesne: 23 proc. badanych padło ofiarą oszustwa z wykorzystaniem sfałszowanych materiałów, a 9 proc. spotkało się w pracy z próbą wyłudzenia z użyciem sklonowanego głosu lub wizerunku współpracownika.
– Zbliżamy się do momentu, gdy głos rozmówcy po drugiej stronie telefonu może być cyfrowym klonem i trudno będzie nam rozpoznać fałsz. Przepisy mogą nakładać na platformy coraz większą odpowiedzialność, ale żadne regulacje nie wyeliminują w 100 proc. oszustw. Ostatnią linią obrony pozostaje człowiek. Problem w tym, że bez podstawowej wiedzy o deepfake’ach trudno dostrzec moment, w którym zaczyna się oszustwo – przestrzega Dawid Koziorowski, offensive cybersecurity team leader w Dagma.
Czytaj więcej
Batalia Rafała Brzoski z imperium Marka Zuckerberga to nie odosobniony incydent, ale część rosnącego globalnego sprzeciwu użytkowników Facebooka pr...
Eksperci zalecają stosowanie podstawowej higieny cyfrowej: weryfikowanie źródeł w oficjalnych kanałach, nieufanie samemu obrazowi i głosowi, ostrożność wobec presji czasu oraz potwierdzanie próśb o przelewy inną ścieżką kontaktu. Dopiero połączenie dotkliwej odpowiedzialności ekonomicznej platform (jak postulowana zasada 150 proc.), unijnego prawa (DSA, AI Act) i powszechnej edukacji pozwoli skutecznie ograniczyć plagę cyfrowych wyłudzeń.