Reklama

Awaryjny powrót astronautów z USA. Kosmosu nie da się podbić bez sztucznej grawitacji

Awaryjny powrót astronautów z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej obnaża brutalną prawdę: ludzkie ciało nie radzi sobie z długotrwałą nieważkością. Jeśli ludzie chcą spędzać w kosmosie
miesiące – a nie dni – a także latać dalej, ich statki i stacje będą musiały zacząć... wirować.

Publikacja: 11.01.2026 22:50

Sztuczna grawitacja może okazać się przełomem, dając załogom realną szansę przetrwania podróży na Ma

Sztuczna grawitacja może okazać się przełomem, dając załogom realną szansę przetrwania podróży na Marsa i z powrotem

Foto: AdobeStock

Czterech astronautów z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) wróci na Ziemię 15 stycznia, znacznie przed planowanym terminem. Operacja, wymuszona nagłym pogorszeniem stanu zdrowia członka załogi, którego tożsamości NASA nie ujawnia ze względu na „tajemnicę lekarską”, ma zostać przeprowadzona przy użyciu kapsuły SpaceX Dragon. – To nie jest problem operacyjny. To nie była kontuzja powstała w trakcie działań. Chodzi przede wszystkim o kwestię medyczną w trudnych warunkach – tłumaczy dr James Polk, główny specjalista ds. zdrowia i medycyny w NASA.

Ten incydent nie jest wyjątkiem, lecz sygnałem ostrzegawczym. Pokazuje, że loty załogowe osiągnęły biologiczne granice. Diagnozowanie i leczenie skomplikowanych schorzeń w kosmosie jest niemal niemożliwe. A długotrwałe przebywanie w warunkach mikrograwitacji jest szkodliwe i mogło pogłębić problemy zdrowotne astronauty.

Międzynarodowa Stacja Kosmiczna ulegnie zniszczeniu w 2030 roku

Międzynarodowa Stacja Kosmiczna ulegnie zniszczeniu w 2030 roku

Foto: NASA

Misja na ISS trwa zwykle sześć miesięcy. Aby spowolnić proces degradacji organizmu, załoga musi poświęcać wiele godzin dziennie na uciążliwe ćwiczenia fizyczne. Przy dłuższych misjach to już działania niewystarczające. Medyczna ewakuacja z ISS może wymusić odejście od dotychczasowych konstrukcji na rzecz projektów generujących sztuczną grawitację. A takie zaczęły się już pojawiać.

Mikrograwitacja: cichy zabójca długich misji kosmicznych

Problem degradacji organizmu nie jest teoretyczny – odczuli go najwięksi pionierzy kosmosu. Choć absolutny rekord pobytu w kosmosie – 437 dni i 18 godzin – należy do Rosjanina Walerija Polakowa i pozostaje niepobity od ponad 30 lat, to najgłośniej w kontekście zmian w organizmie mówiło się o misji Scotta Kelly’ego „Year in Space” (340 dni). Kelly doświadczył drastycznych zmian, a ich skala była łatwa do oceny dzięki bratu-bliźniakowi, który pozostał na Ziemi. Po powrocie Scott skarżył się na potworne bóle stawów, obrzęki nóg i nadwrażliwość skóry. Przyznał, że jego organizm „zapomniał”, jak radzić sobie z ciężarem własnego ciała.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

„Lost in space”. Mieli być osiem dni, byli dziesięć miesięcy. Wiemy, kiedy wylądują na Ziemi

Sam Polakow wrócił w relatywnie dobrej formie, ale badania wykazały u niego trwałe zmiany w gęstości kości i strukturze mięśniowej, których nie udało się w pełni zregenerować. Jeszcze gorsze statystyki dotyczą programu Apollo – niektóre badania sugerują, że osoby podróżujące poza niską orbitę okołoziemską umierają na choroby układu krążenia 4-5 razy częściej. Brak grawitacji w połączeniu z promieniowaniem trwale uszkadza naczynia krwionośne. Bez specjalistycznych maszyn, astronauci w ciągu miesiąca tracą do 20 proc. masy mięśniowej nóg (jak załoga stacji Skylab).

Skąd taka destrukcja? Grawitacja jest „klejem”, bez którego mięśnie tracą funkcję, a kości ulegają osłabieniu. Obecne ćwiczenia na bieżniach to jedynie próba oszukania organizmu, która nie rozwiązuje problemów takich jak:

Zespół SANS (Space-Associated Neuro-Ocular Syndrome): płyny ustrojowe przemieszczają się w stronę głowy, powodując obrzęk nerwu wzrokowego i deformację gałki ocznej, co może prowadzić do utraty wzroku;

Osteoporoza kosmiczna: organizm uznaje kości za zbędny balast i wypłukuje z nich wapń (1-2 proc. masy miesięcznie);

Atrofia mięśnia sercowego: serce, nie musząc pompować krwi „pod górę”, staje się mniejsze, słabsze i przyjmuje kulisty kształt, co grozi niewydolnością po powrocie;

Reklama
Reklama

Zaburzenia układu odpornościowego: limfocyty stają się mniej aktywne, co sprawia, że zwykła infekcja może stać się śmiertelna podczas dalekich lotów.

Czytaj więcej

Nadgodziny na orbicie. Ile astronauci mogą wytrzymać w kosmosie?

– Kosmos jest zdecydowanie najbardziej ekstremalnym środowiskiem, z jakim kiedykolwiek zetknęli się ludzie, a my po prostu nie ewoluowaliśmy, aby poradzić sobie z tak ekstremalnymi warunkami – mówi prof. Damian Bailey z Uniwersytetu Południowej Walii, cytowany przez BBC.

Dlaczego przyszłe stacje kosmiczne i statki będą musiały się kręcić

Sztuczna grawitacja może okazać się przełomem, dając załogom realną szansę przetrwania podróży na Marsa, która w jedną stronę trwa od 6 do 9 miesięcy. W przeciwnym razie wrócą stamtąd jako inwalidzi.

Państwowa rosyjska firma Energia uzyskała patent na gigantyczną, obrotową konstrukcję kosmiczną, która ma być następcą ISS (stacja ta w 2030 r. wpadnie do oceanu). Nowa stacja miałaby generować sztuczną grawitację na poziomie 0,5 g (połowa przyciągania ziemskiego). Projekt opisuje konstrukcję przypominającą szybko wirujący wentylator. Centralny trzon łączy części nieruchome i obracające się, a moduły załogowe rozmieszczone są promieniście, niczym szprychy w kole. Aby osiągnąć pożądany efekt, pomieszczenia mieszkalne musiałyby znajdować się 40 metrów od osi obrotu i obracać się z prędkością 5 obrotów na minutę.

Skąd taka destrukcja? Grawitacja jest „klejem”, bez którego mięśnie tracą funkcję, a kości ulegają osłabieniu.

Reklama
Reklama

Choć realizacja tego projektu przez Rosję byłaby wyjątkowo trudna z przyczyn finansowych, Rosjanie mają największą wiedzę w kwestii długotrwałych misji. Oprócz Polakowa warto wspomnieć o Olegu Kononience, który w 2024 r. pobił sumaryczny rekord tysiąca dni w kosmosie. Rosja nie jest jedyna – amerykańska firma Vast pracuje nad komercyjną stacją Haven-1, a NASA od dekad analizuje koncepcję Nautilus-X, która przewidywała dołączenie wirującego pierścienia do statków, służącego jako „sypialnia z grawitacją”.

Wielkie problemy do rozwiązania

Nowe rozwiązania mają swoje wady. Utrzymanie stacji w stałym ruchu obrotowym wymaga precyzyjnych silników i ogromnych ilości energii. Jeśli astronauta zbyt szybko obróci głowę w wirującym module, zwłaszcza o małym promieniu, jego błędnik zareaguje nudnościami i zawrotami głowy (tzw. efekt Coriolisa). Mózg musi się dosłownie „nauczyć” grawitacji odśrodkowej.

Budowa takiej stacji wymagałaby wielu startów rakietowych i skomplikowanego montażu na orbicie. Gigantyczna wirówka musi być idealnie wyważona; każda zmiana masy (np. przemieszczenie się załogi) mogłaby wywołać niebezpieczne wibracje, zwane nutacją, i destabilizację całej struktury. Bezpieczeństwo stanowi kolejne wyzwanie – dokowanie do stale obracającej się stacji przypomina próbę wskoczenia na rozpędzoną karuzelę. Rosyjski patent sugeruje dokowanie do nieruchomego, centralnego rdzenia, co wymaga jednak niezwykle precyzyjnych łożysk i uszczelnień pracujących w ekstremalnych temperaturach próżni.

Jednak niespodziewana ewakuacja ISS uświadomiła światu, że czas półśrodków się skończył. Jeśli ludzkość chce realnie myśleć o kolonizacji Marsa lub Księżyca, musi nauczyć się budować obiekty wirujące w kosmosie.

 

Technologie
ChatGPT przejmuje zdrowie. Czy lekarze mają się czego bać?
Technologie
Nie Tesla i nie Apple. Wielka gwiazda muzyki pokazuje pojazd przyszłości
Technologie
Chińczycy rzucają wyzwanie Tesli. Wchodzą do USA z humanoidalnymi robotami
Technologie
AI wypisze leki zamiast lekarza? Kontrowersyjny krok w USA
Technologie
To ma być przełom w walce z fentanylem. W Holandii zaczynają się testy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama