Testy Rpkom.pl: Motorola G7, czyli smartfon z aspiracjami

Ścieżki marki Motorola są jak alpejska serpentyna. Najpierw firma samodzielnie produkowała kultowe telefony, później fuzje, przejęcia (Google), wykupienie przez Lenovo i zmiana loga… niekończąca się opowieść.

Obecnie Motorola należy nadal do koncernu Lenovo i … zaskakująco dobrze sobie radzi. Po raz pierwszy od dawna wyszła na ekonomiczny plus (o czym pisaliśmy tutaj). Koncern zdecydował się na walkę o klientów zerkających na średni segment cenowy, w wybranych krajach. Tam, gdzie można kupić urządzenia z charakterystyczną „emką” cieszą się one dużą sympatią.

Tendencje te ma podtrzymać nowy, najwyższy model chińskiego koncernu z siedzibą w ….Chicago. Seria G7 jest kontynuacją świetnie przyjętej w Polsce G6. Modułowy model był jednym z najczęściej wybieranych w Polsce smartfonów ze średniej półki cenowej. Nowe propozycje to testowana przeze mnie wersja podstawowa, wersja Power z większą pojemnością baterii, wersja dedykowana graczom „Play” oraz większy model z ”Plusem”.

Wyświetlacz dużym plusem

Ponad 6 calowych wyświetlaczy jest na rynku całe mnóstwo. Większość producentów prześciga się w nowoczesnych technologiach implementowanych w ekrany, nie patrząc na to jak odbiera ten widok ludzkie oko. Motorola swój 6,24 calowy wyświetlacz wyprodukowała w technologii LCD IPS, czyli jednej z najlepszym dla oka.

Nie przesadnie szczegółowym, bez zbędnych kontrastów, nadmiernej jasności. Bardzo dobry do pracy w różnych warunkach oświetlenia i do czytania. Tryb nocny, dostosowany do wykorzystywania w słabych warunkach oświetlenia jest bardzo przyjazny oczom i chętnie korzystałam z niego tak w pomieszczeniach, jak i na zewnątrz po zmierzchu.

Klasycznie, nie ekstrawagancko

O wyglądzie smartfonów można mówić długo… ale większość sprowadza się do puenty: elegancki, nietypowy, ciekawy kolor. G7 można opisać w tym schemacie podobnie, jest elegancka, bardzo klasyczna, w najczęściej wybieranych kolorach białym i czarnym. Łezka dla przedniego aparatu jest zdecydowanie mniej inwazyjnym rozwiązaniem niż modne w zeszłym sezonie wcięcia, choć sam jej rozmiar jest dość znaczący.

Ramki są zdecydowanie większe niż w najwyższych modelach i niestety w obudowie znajduje się plastik. Wyświetlacz zajmuje jedynie 82 proc. przedniej powierzchni. Dolna ramka z nazwą producenta jest w mojej opinii bardzo … wygodna. Dzięki niej trafienie w przycisk „home” przy równoczesnym pewnym chwycie urządzenia jest intuicyjne i nie sprawia problemów, które zdarzają mi się w trakcie pracy np. na nowym Samsungu S10e. Obie strony urządzenia pokryte są Gorilla Glass 3, co zwiększa nieznacznie szanse na bezkolizyjny kontakt z podłogą. Mimo, że bryła jest dobrze dopasowana i spójna, niestety koncern Lenovo nie namaścił  Moto G7 cechą wodoodporność. Warto zwrócić na to uwagę, szczególnie jeśli często korzystamy z telefonu w różnych warunkach lub uwielbiamy rozmowy w wannie. Wśród urządzeń ze średniej półki bez trudu znajdziemy takie, które można utopić.

Szklane plecki z bardzo wygodnie uplasowanych czytnikiem linii papilarnych można bez trudu chronić przed mechanicznymi uszkodzeniami za sprawą silikonowego etui, które udostępnia producent w zestawie. Czytnik linii ma na sobie logo Motoroli, a co do jakości odczytu znaku biologicznego nie mam do niego większych zastrzeżeń.

Na dole wejście ładowarki USB typu C i mini-jack!! Duży plus!! za niego. Podstawowa jakość fabrycznego dźwięku nie zachwyci co prawda melomanów, ale jest to nieustannie rozwiązanie bardzo wygodne i często używane. Technologia Dolby Audio na słuchawkach jest bardzo przyjemna. Dodatkowo, w ustawieniach dźwięku możemy poprawić jego barwę i włączyć tryby niestandardowe, w których wywołujemy dźwięk przestrzenny i gramy tonami, z których najsłabiej wypadają  wysokie barwy. Możliwość konfigurowania swoich ustawień to spora zaleta i warto aby pamiętały o niej osoby, które chętnie i często wykorzystują swoje telefony jako nośniki muzyki. Telefon testowałam w podróży z bezprzewodowymi słuchawkami Sennheiser Momentum True Wireless i oba urządzenia zdecydowanie dawały radę, o czym niebawem w recenzji.

Ponadprzeciętnie sprawdza się też tryb głośnomówiący, co jest niestety coraz rzadsze w nowoczesnych smartfonach. Głośnik nieznacznie wystaję do góry, co w trakcie rozmów telefonicznych może być niewielkim problemem, ale w trybie głośnym sprawdza się znakomicie.

Miłą niespodzianką jest też coraz rzadsze w smartfonach Radio. Po takich niuansach poznać można producenta, który słucha swoich klientów. Wyższe modele czołowych producentów nie mają takiej funkcjonalności, ponieważ …. Pomagają nabijać kiesę operatorów komórkowych. Radia można przecież słuchać na ich urządzeniach poprzez internet…

Procesor Snapdragon 632 z ośmioma rdzeniami wspierany 4GB pamięci operacyjnej jest bardzo wydajny w codziennej pracy. Motoroli G7 nie testowałam jako pada do gier, a korzystałam z niej jako z pierwszego telefonu. Intensywne używanie do przeglądania sieci, edytowania tekstów, rozmów telefonicznych (których jakość pozytywnie zaskakuje!) i nawigowania w trakcie jazdy. I G7 zdało egzamin doskonale. Nie miała chwil zawieszenia, nie blokowała aplikacji online i dała radę „pracować” cały dzień. Dzień pracy czyli około 14 godzin.

Wszystkie urządzenia z serii Moto G7 mają opcje podwójnego nanoSIM-a, który działa bez najmniejszych problemów. Dodatkowe miejsce na kartę SD można wykorzystać na rozszerzenie pamięci o 128 GB co potraja dostępną przestrzeń na dane.

Smartfon pracuje na czystym Androidzie w wesji 9 z dodanymi „gestami Moto”. System operacyjny jest modelowany przez użytkownika. Aplikacji jest niewiele i są to rozwiązania najbardziej popularne. Wszystkie dodatkowe z łatwością zainstalujemy na swoim smartfonie. Gesty są intuicyjne i w zasadzie korzystanie z nich od pierwszego włączenia sprawdza się dobrze. Potrząsanie jako kod aktywacji latarki jest co prawda chybionym typem w stosunku do aktywacji aparatu (odwrócenie nadgarstka), ale po dwóch dniach pamiętałam o tym bezbłędnie i korzystałam swobodnie. Najchętniej z opcji odwrócenia smartfona, aby przejść w tryb „nie przeszkadzać”.

Miłym akcentem jest aktywowany ruchem ekran powiadomień, który pokazuje informacje na zablokowanym wyświetlaczu. Godzina, data, poziom rozładowania baterii i ewentualnie komunikaty oczekujące dosłownie na wyciągnięcie ręki. Wiele osób właśnie na tę funkcjonalność zwróciło uwagę podczas pierwszego kontaktu z telefonem.

Ważne jest to, że mimo ograniczania wydatków producent zdecydował się na zainstalowanie modułu NFC. Głównie chińscy producenci unikają takich rozwiązań, twierdząc, że to droga inwestycja. Tymczasem Motorola pozwala wykorzystywać swoje smartfony jako kartę płatniczą i ładować ją zbliżeniowo.

Ściągnięte między innymi z Apple’a rozwiązanie czyli Cyfrowa Równowaga umożliwia wgląd w czas spędzony w poszczególnych aplikacjach. Można dzięki temu rozwiązaniu poddać się autokrytyce i zweryfikować efektywność spędzanego z głową spuszczoną czas.

Mankamentem jest brak diody powiadomień. Jest oczywiście szybki podgląd, ale dla osób nerwowo oczekujących na kolejne powiadomienia może to być niewystarczające.

Zdjęcia na poziomie średnim, poprawnym

Z tyłu, nieco wystające dwa aparaty, 12 i 5 Mpx z przysłonami 1.8 i 2.2.

Dobry tryb portretowy bazujący na 8 MPx aparacie przednim, bez stabilizacji optycznej obrazu mimo wszystko pozwala zrobić bardzo dobre zdjęcia. Stabilizacja cyfrowa sprawdza się tak w zdjęciach jak i filmach (także 4K). Oczywiście dobre zdjęcia wymagają dobrego światła. W słabych warunkach aparat radzi sobie przeciętnie, co w tej klasie smartfonów jest normalne i nie należy się spodziewać aby coś w tym temacie się zmieniło w najbliższym czasie. Gdyby tak było półki cenowe zlały by się między sobą, bo to jeden z większych wyróżników pomiędzy poszczególnymi urządzeniami.

Bardzo ciekawy jest „tryb spotowy”, za pomocą którego wybieramy jeden z kolorów na zdjęciach, a pozostały obraz zostaje w odcieniach szarości. W porównaniu do poprzedników tryb ten jest poprawiony i działa bardzo dobrze.

W ustawieniach jest coś wyzwalającego uśmiech. Jego wykrywanie u wszystkich obecnych w planie zdjęcia jest trybem, który pozwala zrobić zdjęcia bez filmowego hasła „chease”.

Bateria daje radę ale….

Bateria 3000 mAh nie robi na nikim wrażenia. Niewielkie obciążenie systemem oraz dobra jej konfiguracja dają całodzienne korzystanie bez stresu. Dodatkowo producent zadbał o błyskawiczne ładowanie pełnej pojemności w ciągu niespełna półtorej godziny. Dla osób bardziej wymagających dostępna jest też wersja z akumulatorem o pojemności 5000 mAh za dopłatą 200 złotych.

…gigantyczne ale…

Pamiętacie Państwo jeszcze telefony na kabel??

Właśnie tak czułam się mając ze sobą Moto G7. Wynika to z tego, że tylko oryginalny kabelek, z zestawu, umożliwiał ładowanie urządzenia. Dla mnie to wykroczenie nie zasługujące na żadne okoliczności łagodzące. Telefony ładujemy w domu, w prac, w samochodzie. To, że do każdego z tych miejsc mam wziąć jeden, oryginalny kabelek albo kupić dwa dodatkowe uważam za gigantyczny błąd!! Mam nadzieję, że Motorola pójdzie po rozum do głowy i za pomocą aktualizacji da moce ładujące wszystkim końcówkom USB typu C.

Podsumowując…

Moto G7 to urządzenie bardzo poprawne. Ma wiele zalet i trudne do ukrycia wady, których świadomość może pomóc w podjęciu decyzji o zakupie. Warto podkreślić, że droższa Moto G7 Plus ma znacznie lepszy aparat i daje nieco większe możliwości niż wersja podstawowa, a jest jedynie o 0,3 mm grubsza i 4 g cięższa.

Konkurencja nie śpi. Za Moto G7  trzeba obecnie zapłacić od 1150 złotych, a w takiej cenie można kupić doskonale przyjętego Honora Play czy nowego Xiaomi Redmi 7, którego mamy w testach i sprawia bardzo dobre wrażenie. Mimo to wybierając smartfon z tej półki warto pochylić się nad Motorolą Generacji Siódmej pochodzi z koncernu, który słynie z trwałości i niewielkiego odsetka zwrotów związanych z problemami technicznymi. Czysty Android i płynne jego aktualizacje dają nadzieję na dłuższe niż w innych urządzeniach eksploatowanie smartfona bez strat w płynności działania.

Osobiście, trzymam za Motorolę kciuki, to jeden z dwóch producentów (poza HTC), którzy robią dobre produkty, ale nie inwestują w nachalną reklamę, dlatego mniej o nich słychać i rzadziej widać. Mam nadzieję, że produkt obroni się sam.

Mogą Ci się również spodobać

Games Operators wchodzi na giełdę. Sukces oferty

Mimo zawirowań z koronawirusem Games Operators uplasowało z sukcesem ofertę i szykuje się do ...

Właściciel polskiego potentata bierze się za sztuczne mięso

Cargill zapowiedział, że w kwietniu wypuści na rynek produkty roślinne imitujące mięso. Dołączy do ...

Gry komputerowe już nie wystarczą. „Zabijanie” w realu

W sieci pojawiła się oferta poszukująca ludzi, którzy pomogliby w przeniesieniu trybu gier battle ...

Zdrowsza żywność dzięki zawartym w niej mikrokapsułkom

Nad zwiększeniem w produktach spożywczych zawartości korzystnego dla zdrowia beta-glukanu pracuje dr hab. Marcin ...

Nie tylko „Polityka”. Boom na polskie filmy

Po trzech kwartałach 2019 roku za sprawą „Polityki” cztery na dziesięć największych hitów kinowych ...

Airbnb po strzelaninie kończy z „party houses”

Airbnb zakazuje wynajmowania domów i apartamentów w celu urządzania imprez po strzelaninie na imprezie ...