Testy Rpkom.pl: Samsung S10e – najważniejsza jest równowaga

Samsung od dobrych trzech sezonów nie jest był liderem innowacji i estetycznym przeciwieństwem Apple. Skuteczna praca inżynierów Huawei (we współpracy z Leicą) oraz gigantyczne nakłady finansowe na reklamę sprawiły, że Chińczycy dorównali koreańskiemu koncernowi.Rankingi bezsprzecznie drgną w obliczu „wojny technologiczno-ekonomicznej” na linii USA-Chiny, ale chyba nie o takie wykruszanie konkurencji Samsungowi chodziło.

Wśród flagowych produktów różnice są nieznaczne. Większość dotyczy, co zrozumiałe, aparatów i niuansików, które są dodatkami a nie milowymi kamieniami innowacji.

Dlatego decyzje koreańskiego koncernu o wypuszczeniu na rynek Samsunga S10e uważam za posunięcie bardzo przemyślane i widzę w nim odpowiedź na wiele zastrzeżeń, które użytkownicy zgłaszali do tej pory kierowanych pod adresem flagowców.

Kompaktowy rozmiar

Już jakiś czas temu idea „większy=lepszy” przesłoniła producentom obraz szerokiego rynku klientów. Smartfony flagowe dedykowane „biznesmenom”, „inżynierom” i innym zawodom pasują do dużych masywnych dłoni męskich. Nieco mniejsze, często kobiece ręce mają problem z obsługą telefonu na pomocą jednej tylko dłoni. I tutaj swoje miejsce znajduje S10e. Nie jest on co prawda mały, ma bowiem wymiary 142,20 x 69,90 x 7,90 mm. Do niedawna w takich bryłach producenci lokowali około 5-calowe wyświetlacze. W S10e wyświetlacz ma 5,8 cala i stanowi prawie 92 proc. całej przedniej powierzchni bryły telefonu. Różnicą w stosunku do większych modeli z serii S10 jest fakt, że ekran jest plaski, bez znanych z topowych flagowców zaokrąglonych boków.

Moim zdaniem, to jeden z najlepszych wyświetlaczy na rynku. Technologia AMOLED z głębokimi barwami, bardzo wysoką jasnością maksymalną i fantastycznym odwzorowaniem czerni. Niższa niż w S10 rozdzielczość skompensowana jest większym zagęszczeniem pikseli (435 ppi), co w porównaniu z droższym i większym odpowiednikiem daje poczucie tej samej jakości obrazu.

Samsung S10e w trybie „żywym” wyświetlania kolorów jest ponadprzeciętny. Jasność o bardzo szerokim spektrum, z dobrym balansem kontrastu i niesamowitym odzwierciedleniem kolorów bez względu na warunki oświetlenia urzekła nie tylko mnie, ale także redakcyjnych kolegów.

HDR 10+ w smartfonie to moim zdaniem zbytek łaski, ale wierze, że oglądanie nowoczesnych produkcji kina akcji może dawać dodatkowe pozytywne bodźce.

Zabezpieczeniem wyświetlacza jest Gorilla Glass 5, co oczywiście nieco uodparnia go na zadrapania, ale zdecydowanie nie na pęknięcia. Dodatkowo smartfon spełnia normy IP68, co oznacza, że niestraszny mu deszcz czy niezbyt długa kąpiel w wodzie.

Nie ma notcha, jest dziurka

Pomysły na aparat do selfie zaczynają być coraz wymyślniejsze. Były całe belki, były aparaty przednie na dole urządzenia, były wcięcia jak w Apple, są łezki, wyjeżdżający aparat w OPPO, jest i dziurka. Pierwsze wrażenie zupełnie ambiwalentne. Samsung postarał się, aby dostępne były dedykowane modelowi tapety, które ukrywały „oczko” aparatu. Nie ma to dla mnie większego znaczenia. Zarówno tekst, jak i aplikacje są w pełni czytelne i świetnie prezentują się dzięki zaletom wyświetlacza. Nawet niesymetryczny przedni aparat nie zmieni mojego bardzo pozytywnego nastawienia do tego modelu.

Zupełnie niezrozumiały jest dla mnie brak diody powiadomień. Można tłumaczyć to faktem, że spora grupa osób korzysta z opasek czy smartwatchy połączonych ze smartfonem i dostają powiadomienia „na rękę”. Tyle, że nie wszyscy mają takie urządzenia, nie zawsze można na nie spojrzeć, a migająca dioda jest swoistą przypominajką bezcenną w zabieganym świecie.

Minus za lokalizacje, plus za funkcjonalność

Sporym mankamentem Samsunga S10e jest czytnik linii papilarnych. Mimo, że działa płynnie, jest uplasowany w prawej bocznej ramce, nieco za wysoko. Dodatkowo jest zupełnie niewygodny dla osób leworęcznych, które chwytając urządzenie muszą pilnować palca wskazującego, żeby nie wskoczył za mocno na ekran. Swoistym rozwiązaniem może być odblokowywanie urządzenia przy pomocy twarzy. Po takiej czynności wokół przedniej kamery pojawi się świetlny pasek. Szkoda, że nie jest to biometryczne zabezpieczenie, które można polecać wszystkim troszczącym się o dostęp do swoich danych. Wiadomo, że sam producent traktuje „skanowanie twarzy” bardziej jako dodatek niż faktyczne zabezpieczenie przed niechcianym wtargnięciem do informacji z urządzenia.

Sam czytnik, mimo, że nie jest wygodny do odblokowywania urządzenia, świetnie sprawdza się w trakcie pracy. Można nim bowiem ściągać górną belkę i ustawienia. Mankamentem może być manewrowanie takim gestem przez przypadek, co w trakcie moich testów zdarzyło mi się może dwa razy i nie wprowadziło nerwowości w dalszych działaniach. Warto jednak wspomnieć o tym, że Samsung postarał się o zwiększenie funkcjonalności dla „zwykłego” czytnika odcisku palca.

Drugie DUŻE zastrzeżenie, czyli bateria

O tym, że duże smartfony mają większe, choć często wcale nie lepiej skonfigurowane akumulatory, wiadomo nie od dziś. Długo by pisać o technologicznych, a w zasadzie ekonomicznych, problemach z wdrażaniem coraz pojemniejszych baterii w mniejszych smartfonach. 3100 mAh to pojemność po prostu za mała! I nie wyjaśni tego żadna filozofia twórców. 4 godziny oglądania wideo online kończyło baterię. A jej ładowanie wiązało się z dość intensywnym nagrzewaniem urządzenia. Mimo, że trwa krótko (około 100-110 minut) to niedogodność na którą nie będzie chciał zgodzić się aktywny użytkownik. Dla osób spędzających mniej czasu przed wyświetlaczem jeden dzień pracy to absolutne maksimum.

Nieco jako rekompensatę Samsung zaproponował w S10e ładowanie zwrotne. Przy tak mało wydajnym akumulatorze nie do końca potrafiłam znaleźć sposobność na wykorzystanie tej funkcji.  Mogę jedynie przyjąć, że nocne ładowanie jednym kabelkiem może podładować smartfon, który podładuje na przykład smartwatch. Kombinacja alpejska tylko po to, żeby nieudolnie próbować uzasadnić ogromną słabość, jaką jest bateria S10e.

Procesor to Ferrari

Malkontenci zobaczą, że ten mniejszy model ma „tylko” 6GB pamięci operacyjnej. Dla pragmatyków informacja jest jednak taka, że cokolwiek by nie robili, smartfon da radę. Procesor Exynos 9820 jest zdecydowanie szybszy od poprzednika, to koreański odpowiednik Snapdragona 855. Pamięć operacyjna wspomagana jest 128 GB pamięci wewnętrznej oraz możliwością dołączenia karty SD. Rozwiązanie dual-SIM w tym modelu smartfonu to hybryda: pozwala wybrać między dwiema kartami SIM a jedną i dodatkową kartą pamięci.

System Android z nakładką One UI jest bardzo rozsądnie skonfigurowany. Bez zbędnego natłoku aplikacji systemowych, funkcjonalny, praktyczny, dający się z łatwością spersonalizować. S10e reaguje na kilka gestów, ale funkcja ta należy już do „klasyki” niezależnie od cenowej półki telefonów, czy producenta.

To, co odróżnia testowany model to sposób obsługi. Wszystkie gesty to „popchnięcia w górę”. Przesunięcie na środku ekranu to przejście w tryb ekranu głównego, w górę do krawędzi to albo powrót albo podzielenie ekranu. Do tych rozwiązań przyzwyczajasz się błyskawiczne, zdecydowanie nieświadomie, za sprawą wygody, z którą trudno się rozstać.

Nakładka One UI znacząco ułatwia używanie aplikacji i nie trzeba już tak często jak kiedyś „ściągać” górnej belki na ekranie smartfonu, aby przejść do potrzebnych funkcji.

Dodatkowy przycisk na lewej krawędzi ma uruchomić Bixby, czyli asystenta głosowego. W przeciwieństwie do poprzednich modeli telefonów tego producenta, przycisk ten można wykorzystać do innych celów. To dobra wiadomość o tyle, że Bixby nie jest najlepiej przystosowany do potrzeb polskich użytkowników.

Mobilna fotografia z najwyższej półki

O aparatach fotograficznych w Samsungu napisano już niemal wszystko. W serii S10 nie widać wyraźnego progresu w stosunku do poprzedniej serii, ale też nie ma specjalnie takiej potrzeby. Samsung S10e ma, podobnie jak inne modele z tej serii, dwa aparaty z tyłu: 16-MPx z ultraszerokim kątem z przysłoną f/2.2 oraz 12-MPx (f/1.5-2/4).

Aparat główny (16 Mpx) to absolutny top mobilnej fotografii. Ulubiony tryb użytkowników, czyli tryb automatyczny potrafi zrobić zdjęcia, które zachwycają. Ponadprzeciętne odwzorowanie kolorów, detale uchwycone bez stabilizacji, dobry bilans światłem. To wszystko sprawia, że miłośnicy fotografowania wszystkiego dookoła uzyskają bardzo dobry efekt.

Opcja szerokiego, 123-stopniowego kąta, sprawdza się dobrze, mimo niewielkich zniekształceń, dających wrażenie „beczki” przy krawędziach. Ma to jednak większe znaczenie głównie przy zdjęciach architektury, a zobaczyć je w klasycznej scenerii mogą jedynie bardzo baczni i wnikliwi obserwatorzy.

Tryb super slow motion w technologii 720p zastosowany w S10e nie jest wybitnym osiągnięciem na rynku w obliczu FullHD zaprezentowanego przez Sony. Mimo to liczba szczegółów i jakość zwolnionych klatek są poprawne. Dodać można, że tryb slow motion – jak wskazują badania – jest relatywnie rzadko wykorzystywany. Właściciele telefonów poświęcają tej funkcji 5 proc. czasu, jaki spędzają użytkując aparat fotograficzny.

Brak autofocusa odczuwalny jest tak rzadko, że chyba nie warto zwracać uwagi na ten niedostatek w ogólnej. Jest to jednak punkt różniący S10 i S10+ od najmniejszego w serii telefonu.

Dla mniej wprawionych fotografów Samsung przygotował asystenta, który sugeruje ustawienie aparatu w stosunku do źródeł światła oraz przypomina o niektórych mniej lub bardziej trafnych ujęciach.

Samsung S10e ma oczywiście także aparat przedni (o rozdzielczości 10 MPx i przesłoną f/1.9). Działa on poprawnie. Tylko i aż. Nie jestem wielką miłośniczką tego rozwiązania, ale zdjęcia wychodzą naturalnie, a filtry zmieniające koloryt skóry, czy wygładzające zmarszczki itp. nie są włączone na stałe. Rozmyte tło „dorabia” do zdjęcia oprogramowanie.

Do auta tylko ze słuchawkami

Dźwięk z głośników marki AKG jest nieco głośniejszy niż w poprzednich seriach. Wspomaga go system Dolby Atmos, co daje duży komfort słuchania muzyki, czy oglądania filmów w domu.

Niestety, te same głośniki używane w trybie głośnomówiącym nie sprawdzają się już tak dobrze. Wydają z siebie wtedy wiele dodatkowych, mało przyjemnych i bliżej nieokreślonych odgłosów. Oczywiście słyszę opinie użytkowników, którzy przekonują, że nie używają trybu głośnomówiącego telefonu, a coraz częściej fabrycznych rozwiązań producentów aut, ale i tak nie rozumiem, dlaczego Samsung prezentuje swój produkt jako mający zestaw głośnomówiący, z którego po prostu nie należy korzystać.

Plusikiem jest przy tym wejście mini-jack, o którym piszę ilekroć go widzę i z którego wygodnie korzystałam w trakcie podróży. Cenną dla podróżników informacją jest też fakt, że S10e świetnie sprawdza się w roli nawigacji. Korzystaniu z tej funkcji sprzyja bardzo dobry wyświetlacz oraz to, że sygnał GPS wyłapywany jest błyskawicznie i bez zakłóceń prowadzi do celu.

Cena odgrywa dużą rolę…

Obecnie urządzenie można kupić za niespełna 3000 złotych. I jest to propozycja, którą warto rozważyć jeśli zależy nam na bardzo dobrym urządzeniu o kompaktowych wymiarach. Szczególnie w obliczu flagowców z koncernu Samsung lub konkurencji za które zapłacić trzeba około tysiąca złotych więcej. W zamian za to dostając lepszą baterię i analogicznie ergonomiczny, wydajny i świetnie skonfigurowany smartfon. A skoro różnic jest tak niewiele, to po co przepłacać…

Mogą Ci się również spodobać

Polski hyperloop może wjechać na hiszpańskie tory

Hyper Poland przetestuje kolej magnetyczną bez tunelu próżniowego. Spółka znalazła się w ścisłym finale ...

W 2018 roku wygrał Samsung. Huawei jednak nie pokonało Apple

Rynek smartfonów słabnie. W 2018 roku na świecie sprzedało się ich 1,388 mld, o ...

e-sąd dla przedsiębiorców – wyrok ma być w 21 dni

Rozpoczęły się testy pierwszego w Polsce elektronicznego sądu polubownego Ultima Ratio. Premierę sądu dla ...

Airbnb wychodzi z internetu

Znany internetowy pośrednik w wynajmie lokali podróżnym zainwestuje w sieć hoteli w Indiach. Chodzi ...

Google ma wielki problem z paradą równości

Firma ostrzegła pracowników przed próbą wykorzystania organizowanej w sobotę parady równości w San Francisco ...

W CD Projekcie zacierają ręce. Serial o wiedźminie wypromuje gry studia

W piątek na platformie Netflix odbędzie się premiera cyklu o Geralcie z Rivii. Powinna ...