Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego Joe Allen, nowy „prorok” ery AI, zyskał rzesze zwolenników.
  • W jaki sposób sztuczna inteligencja stała się problemem politycznym, dzielącym zwolenników Donalda Trumpa.
  • Kogo i dlaczego Allen nazywa „demonami” z Doliny Krzemowej.
  • Czemu największym zagrożeniem AI nie jest bunt maszyn.

Kiedy w 2020 roku pandemia uderzyła w branżę rozrywkową, Joe Allen stracił pracę koncertowego montażysty scenicznego. Na co dzień zajmował się montażem oświetlenia, odpowiadał za nagłośnienie, ale w jednej chwili został z niczym. Ale zamiast siedzieć zamknięty w domu, spakował dobytek do auta i ruszył w podróż po Ameryce, pisząc o zagrożeniach ze strony nowych technologii. Znalazł miejsce na łamach konserwatywnych mediów, takich jak „The Federalist” i szybko zyskał rozpoznawalność. Przełom przyszedł, gdy stał się stałym współpracownikiem podcastu „War Room” Steve'a Bannona, byłego głównego stratega Białego Domu. Dziś Allen ma już rzesze wyznawców.

Allen nie jest jednak kolejnym internetowym kaznodzieją ani ekscentrycznym krytykiem nowych technologii. Jego rosnąca popularność pokazuje, że sprzeciw wobec sztucznej inteligencji przestaje być niszowym zjawiskiem i staje się jednym z nowych sporów politycznych oraz kulturowych w Stanach Zjednoczonych. To właśnie dlatego jego wystąpienia śledzą dziś nie tylko konserwatywne media, ale również Dolina Krzemowa i Biały Dom.

Krzemowy klin w sercu MAGA

Jeszcze kilka lat temu technologiczny sceptycyzm Allena uchodziłby za głęboką niszę, ale teraz jego wygłaszane w sieci i na odczytach w różnych częściach Stanów Zjednoczonych tezy trafiają na podatny grunt. Dotykają najczulszych strun społecznego niepokoju w USA: lęku przed utratą pracy, gigantycznym zużyciem prądu przez centra danych, a także obaw o zdrowie psychiczne dzieci i degradację środowiska naturalnego. Czerwcowy sondaż Pew Research Center pokazał, że większość Amerykanów uważa obecnie AI za zjawisko bardziej szkodliwe niż pożyteczne. Absolwent programu łączącego naukę i religię na Boston University i samozwańczy luddysta stał się twarzą tego buntu, co przypieczętowała okładka magazynu „Time” z lutego.

„Brzmię teraz mniej szalenie” – mówił w marcu przed swoim wystąpieniem w Dallas.

Systemy sztucznej inteligencji, na które postawiła Dolina Krzemowa, stały się jego kluczowym celem ataków. Nic dziwnego, że big techy z przerażeniem zerkają na tłumy fanów Allena. Każde jego słowo staje się paliwem dla narastającego rozłamu na amerykańskiej prawicy, który może stać się poważnym problemem dla prezydenta USA i Republikanów w nadchodzących wyborach.

Dla administracji Donalda Trumpa i wielu polityków Partii Republikańskiej sprawa AI sprowadza się do geopolitycznej rywalizacji z Chinami – regulacje należy ograniczyć do minimum, aby amerykańskie firmy technologiczne mogły rozwijać się błyskawicznie i utrzymać przewagę nad Pekinem. Jednak dla milionów wyborców utożsamiających się z ruchem MAGA ten technologiczny wyścig nie jest powodem do dumy, lecz źródłem głębokiego lęku. Joe Allen doskonale to rozumie i potrafi ten lęk nazwać po imieniu: „Mamy do czynienia z całą matrycą kulturową przepełnioną urazą. Ludzie są przerażeni narzucaniem im nowej technologii. Są wściekli. Nie chcą jej” – tłumaczy w rozmowie z CNN.

Rozłam ten obnażyła marcowa wizyta Allena w First Baptist Church w Dallas. To potężny i wpływowy kościół, którego lider, pastor Robert Jeffress, od lat pozostaje bliskim sojusznikiem Trumpa. Na spotkanie w nowoczesnym kompleksie przyszły tłumy zdeklarowanych zwolenników prezydenta. Elizabeth Gomez Crocker, uczestniczka spotkania i konserwatystka („Trumpy”), przyznała, że boi się utraty pracy i żąda spowolnienia rozwoju AI.

„Trump mówi czasami rzeczy, przy których jego najwierniejsi zwolennicy, tacy jak ja, łapią się za głowy” – mówiła Crocker w CNN.

Czytaj więcej

„Jak wrodzy kosmici”. Pionier badań nad AI bije na alarm

Waszyngton ma problem. Pew Research Center podaje, że aż 61 proc. Republikanów nie wierzy w zdolność rządu do skutecznego kontrolowania AI. A Steve Bannon zauważa, że opór wobec sztucznej inteligencji to rzadki temat łączący dziś Amerykanów, i to bez względu na podziały partyjne.

„Ci ludzie widzą fakty. Widzą gigantyczne centra danych za swoimi oknami, widzą, co dzieje się w szkołach i miejscach pracy. Żaden polityczny spin ich nie przekona” - podkreśla Bannon.

Trikserzy z Doliny – współczesne demony

Joe Allen nie owija w bawełnę – kwestia technologiczna stała się polityczną. „Trump ma trzy lata na podjęcie właściwej decyzji w sprawie AI. Od tego będzie zależeć całe jego historyczne dziedzictwo” – stwierdził.

Ale algorytmy dokonują znacznie głębszego podziału, nie chodzi o zwykły spór o miejsca pracy czy regulacje prawne. W podcaście „The Symbolic World” Jonathana Pageau, nowy „prorok anty-AI” zwraca uwagę na niebezpieczną dwoistość polityki Białego Domu – z jednej strony popiera on tradycyjne postulaty Trumpa, jak uszczelnienie granic czy walkę z biurokracją, zaś z drugiej przeraża go bezgraniczny wpływ technologicznych „akceleracjonistów”, takich jak Peter Thiel, Marc Andreessen czy Elon Musk. Królowie Doliny Krzemowej to dla niego prawdziwe demony współczesnego świata. Samozwańczy kaznodzieja przekonuje, że transhumanizm nie jest domeną wyłącznie progresywnej lewicy; ma swoją techno-kapitalistyczną odmianę na prawicy. Thiel finansuje „Enhanced Games” (igrzyska ze wspomaganiem farmakologicznym), a Musk jawi się jako postać o charakterze „triksera” - wręcz lucyferyczna postać mamiąca patriotyzmem, podczas gdy jego Neuralink dąży do masowej modyfikacji mózgów. W grupach apologetów Allena porównuje się Elona Muska do mitycznych bóstw, jak nordycki Loki czy grecki Hermes, które łamią zasady, przekraczają granice, a posługując się podstępem, humorem i ironią wprowadzają do świata chaos (trikser nigdy nie jest jednoznacznie dobry ani zły; oszukuje bogów i ludzi, a jego działania mają podwójne dno).

„Zamiast wolnej republiki dostajemy (…) demony wdzierające się w głąb ziemi po metale ziem rzadkich, aby budować gigantyczną infrastrukturę AI, która będzie śledzić każdy nasz krok i stanie się bogiem dla czcicieli maszyn” – ostrzega Allen.

Symbolem tej projekcji jest dla niego projekt „Stargate” – warta setki miliardów dolarów inicjatywa budowy infrastruktury superkomputerowej dla AI, w którą zaangażowani są Larry Ellison z Oracle, Sam Altman z OpenAI oraz Masayoshi Son z SoftBanku. Allen przypomina, że Oracle wyrosło z kontraktów dla CIA. Ellison otwarcie zachwalał AI jako idealne narzędzie do masowej inwigilacji, dzięki której obywatele będą „lepiej się zachowywać”.

„To realizacja marzenia o boskim oku na ziemi, tyle że kontrolowanego przez prywatną korporację i obłożonego abonamentem” – ironizuje Allen w podcaście Pageau.

Czytaj więcej

Technologiczni giganci badają, czy AI może czuć i osiągnąć świadomość. Boją się buntu?

„Krok od bycia idiotą po rozładowaniu baterii”

Swoje najgłębsze analizy Joe Allen zawarł w głośnej książce „Dark Aeon: Transhumanizm i wojna z ludzkością”. Stawia w niej bezkompromisową diagnozę: sztuczna inteligencja wkradła się do naszego życia niczym „złodziej w nocy”, podejmując za nas kluczowe decyzje w sposób niemal niezauważalny. Jak ostrzega, transhumanizm, dążenie do połączenia ludzkiego ciała i umysłu z maszyną, realizowany jest już teraz poprzez miliardy ludzi uzależnionych od smartfonów. Kolejnym krokiem będzie fizyczne spajanie mózgów z systemami AI. Allen odwołuje się przy tym bezpośrednio do gnostyckich ewangelii i wczesnochrześcijańskiego nurtu mistycznego. Tytułowy „Aeon” (eon) odnosi się do wiecznych, duchowych emanacji jedynego Boga. Robot Sophia, jego zdaniem, symbolizuje nową techno-religię i celowo bierze imię od bogini mądrości, która z powodu pychy upadła i odłączyła się od boskiej pełni (Pleromy). Na kartach swojej książki Allen mierzy się z paradoksem „dobrych ludzi konstruujących cyfrową obrzydliwość”, krytykując zarówno rządowe programy medyczne, jak i szalone wizje cyborgów-miliarderów pokroju Muska.

W Dallas Allen chętnie posługiwał się drastycznymi metaforami, pokazując slajdy z twarzami czołowych menedżerów Doliny Krzemowej wklejonymi w macki Shoggotha - legendarnego potwora z opowiadania H.P. Lovecrafta z 1936 r. (w slangu programistów Shoggoth symbolizuje nieprzewidywalność sieci neuronowych). Jego tezy rezonowały: AI „używa cię”, poluje na dzieci, ukrywając się za niewinnością ekranu. Allen ostrzegł też przed „wielkim zastąpieniem”, porównując napływ humanoidalnych robotów do niekontrolowanej migracji niszczącej podmiotowość pracowników.

Jesienią 2025 r. Joe Allen gościł na Erskine College w Karolinie Południowej, gdzie podczas dorocznego Forum Garnet & Gold wygłosił wykład na zaproszenie rektora dr. Steve'a Adamsona. Przedstawił tam genialną w swej prostocie metaforę łopaty.

„Łopata, będąca połączeniem dźwigni i klina, pomaga nam w pracy, ale zachowuje swoją rolę – nie patrzy na ciebie i nie mówi ci, jak masz kopać swój własny grób” – zauważył sucho. – „Sztuczna inteligencja jest inna. To najszybciej adaptowana technologia w dziejach, która rości sobie prawo do stania się najwyższym autorytetem w kwestii tego, co prawdziwe i dobre, dążąc do wyeliminowania tradycyjnego systemu edukacji”.

Czytaj więcej

„AI stała się jak narkotyk”. Bunt pracowników Amazona i innych technologicznych gigantów

Allen zdefiniował trzy kluczowe obszary ryzyka: zagrożenia psychologiczne (możliwości inwigilacyjne AI prowadzą do „spersonalizowanej manipulacji” na niespotykaną skalę), ekonomiczne (AI przejmuje zawody umysłowe, a humanoidalne roboty – pracę fizyczną) oraz religijne (twórcy AI budują cyfrowego boga, który ma ewoluować od narzędzia do nowej formy życia). W debatach filozoficznych tezy Allena, że największym dramatem nie musi być nagły bunt maszyn, lecz powolna degradacja człowieka, dla wielu brzmią wiarygodnie. „Największy koszmar to nie boska superinteligencja, ale całe pokolenie ludzi z atrofią umysłową. Stać się o krok od bycia idiotą po rozładowaniu baterii” – podsumowuje Allen.