Dowodzić tego miałyby informacje, że smartfony Huawei, bez wiedzy użytkownika, są w stanie przeglądać przechowywane w nich zdjęcia i filmy, a nawet kasować te sprzeczne z linią partii. I tak miało się stać w przypadku nagrań z protestów, najpotężniejszych od 1989 r.

Fala niezadowolenia, która objęła większość chińskich miast, odnosiła się do polityki covidowej władz. Ale to była jedynie iskra i natychmiast pojawiły się postulaty polityczne. Nawoływano do ustąpienia Xi Jinpinga i rezygnacji z władzy przez partię komunistyczną. Uczestnicy protestów robili nagrania, które obiegły świat. Gdyby nie one, nikt nie dowiedziałby się o skali buntu. Chińskie władze na wszelkie sposoby starają się jednak zażegnać protesty. Nie pomogły wszechobecny system monitoringu, technologie rozpoznawania twarzy i sztuczna inteligencja „wyłapująca” niepokornych.

Czytaj więcej

Apple nie dostarczy milionów iPhone`ów. Przez Covid i protesty w Chinach

Zmasowane naloty funkcjonariuszy policji w metrze, sprawdzających czy podróżni nie mają na telefonach zainstalowanych aplikacji VPN, obchodzących oficjalne, kontrolowane łącza, to było jednak tylko preludium. W sieci widać filmy, na których pasażerowie w popłochu usuwają „zakazane” apki. Pekin poszedł dalej i ze swoją inwigilacją wszedł do – wydawałoby się – międzynarodowych koncernów. Przynajmniej takie wnioski można wysnuć po licznych materiałach w internecie, które pokazują, że urządzenia chińskiej marki Huawei samoczynnie kasują nagrane na protestach materiały wideo.

Czy faktycznie w sprzęcie tego producenta jest tzw. backdoor pozwalający szpiegowanie i ingerowanie w treści przechowywane w smartfonie? W mediach społecznościowych już huczy od spekulacji na ten temat. Chiński koncern przysłał do redakcji oświadczenie, w którym zaznaczył, że niestety nie jest w stanie „zweryfikować autentyczności treści pojawiających się na ten temat w sieci” i nie może w związku z tym skomentować pojawiających się oskarżeń. Jednocześnie zastrzegł, że „ochrona prywatności danych konsumentów jest dla Huawei najwyższym priorytetem”. „Huawei nie ma możliwości ani intencji uzyskania dostępu, modyfikacji lub usunięcia jakichkolwiek danych w albumach użytkowników urządzeń Huawei” – napisał koncern w komunikacie.

Protestujący, aby pokazać światu, co dzieje się w Chinach, zamieszczają relacje z wydarzeń m.in. na aplikacjach randkowych, by w ten sposób ominąć wszechobecną cenzurę. Takie sytuacje podważają zaufanie do chińskich marek technologicznych i dostarczają argumentów zwolennikom ich wypychania z zachodnich rynków.