Internet to nie dżungla. Wielka Brytania walczy z hejtem

Londyn to europejska stolica fintechów
shutterstock

Jako pierwszy kraj w Europie Wielka Brytania ma projekt ustawy, która wprowadzi bardzo mocne mechanizmy kontroli użytkowników i zamieszczanych przez nich treści.

Brytyjska ustawa Internet Safety White Paper jest na etapie projektu, niemniej jej ostatnia wersja została przyjęta ledwie po dwóch dniach dyskusji i już wzbudziła duże kontrowersje. Mówiąc w skrócie, przewiduje ona stworzenie mechanizmu kontroli treści zamieszczanych przez użytkowników, a odpowiadać miałyby za to firmy takie jak administratorzy forów czy serwisy społecznościowe. W razie zamieszczenia przekazu będącego mową nienawiści, jak rasizm czy po prostu obrażanie innych, dane osoby zamieszczającej będą ujawnione bardzo szybko na wniosek np. organów ścigania.

CZYTAJ TAKŻE: Facebook bierze się ostro za fake newsy

Dodatkowo wiele nowych uprawnień zyskałby państwowy regulator, który mógłby nawet blokować serwisy, które nie dość skutecznie blokowałyby nielegalne treści. Wciąż wiele kwestii technicznych w dokumencie nie zostało wyjaśnionych, planowane są kilkumiesięczne konsultacje społeczne.

Wyzwanie dla gigantów

To w dużej części na firmy spadłby obowiązek filtrowania treści. – Nowe zasady dotyczące internetu powinny chronić społeczeństwo przed szkodliwymi treściami, wspierając jednocześnie innowacje, gospodarkę cyfrową i wolność słowa. Są to skomplikowane kwestie, które wymagają pracy i chcemy współpracować z rządem i parlamentem, aby zapewnić skuteczność nowych przepisów – mówi „Rzeczpospolitej” Rebecca Stimson, odpowiedzialna za politykę publiczną Facebooka w Wielkiej Brytanii. – Jak powiedział w ubiegłym miesiącu Mark Zuckerberg, nowe regulacje są potrzebne, aby stworzyć ustandaryzowane podejście na wielu platformach i aby prywatne firmy nie musiały same podejmować tak wielu ważnych decyzji – dodaje.

CZYTAJ TAKŻE:  Facebook jak „cyfrowi gangsterzy”

W Wielkiej Brytanii od razu po ogłoszeniu projektu podniosły się pełne emocji głosy, że to krok w kierunku wprowadzenia cenzury i ograniczenia wolności wypowiedzi. Krytycy projektu mówili nawet o zmierzaniu w stronę modelu cenzury znanego z Korei Północnej.

Z drugiej strony nawet liberałowie widzą, że problem z jakością internetowych treści jest coraz większy. Choćby rodzice nastolatków popełniających samobójstwa argumentują, że internetowe ataki mogły być powodem podjęcia przez młodych właśnie takiej fatalnej decyzji.

Do tego dochodzi np. kwestia zamachu w nowozelandzkim Christchurch, którego sprawca transmitował zabijanie na Facebooku i przekaz ten trafił do wielu osób. Transmisja została zablokowana bardzo późno, w rezultacie nagranie trafiło w tak wiele miejsc, że nie da się go usunąć ze wszystkich. Facebook potroił do 30 tys. liczbę pracowników pracujących nad identyfikacją szkodliwych treści i bezpieczeństwem, a mimo to taka sytuacja miała miejsce.

Kolejne projekty

Australia wprowadziła już ustawę zobowiązującą firmy internetowe do skuteczniejszego usuwania treści o podłożu rasistowskim czy związanym z mową nienawiści. Także Singapur zapowiada penalizację publikowania informacji z założenia fałszywych, które są zagrożeniem dla bezpieczeństwa publicznego.

– Brytyjski projekt przepisów dotyczących bezpieczeństwa w internecie ma sens, ale na pewno trzeba go poddać konsultacjom. Jest na nie czas do 1 lipca, szczegóły rozwiązania trzeba tak dopracować, żeby nie doszło do przechyłu w drugą stronę, czyli zabicia dyskusji, jaka się toczy w sieci – mówi dr Piotr Toczyski, kierownik socjologicznej Pracowni Komunikacji i Mediów w APS im. Marii Grzegorzewskiej. – Patrzę na ten projekt z kilku perspektyw. 12 lat temu ze współautorami pierwszego raportu strategicznego IAB Polska twierdziliśmy, że trzeba stawiać na samoregulację branży interaktywnej. Brytyjski projekt kończy z samoregulacją – dodaje.

CZYTAJ TAKŻE: Portale będą musiały dzielić się zyskiem z twórcami

Zdaniem Piotra Toczyskiego to w amerykańskim podejściu do komunikacji społecznej internet jest dżunglą, w której wygrywa silniejszy. W europejskim podejściu jest ogrodem, który warto pielęgnować. – W tym roku na konferencji w Paryżu porównywaliśmy europejskie i azjatyckie podejście do pielęgnowania internetu i wygląda na to, że internetowe azjatyckie ogrodnictwo zaczyna zawstydzać Europę. Warto brytyjski projekt uważnie przestudiować i niektóre pomysły skopiować. Jednak szukając dobrych rozwiązań patrzmy na cały świat, także, paradoksalnie, na Daleki Wschód – dodaje Toczyski.

Nie wiadomo, jak do brytyjskiego pomysłu podejdą inne kraje europejskie. Na pytanie, czy Polska widzi konieczność takiej regulacji czy raczej poczeka na inicjatywę Komisji Europejskiej, resort przedsiębiorczości i technologii odesłał do Ministerstwa Cyfryzacji, które nie odniosło się do naszych pytań.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Ludzkość we władzy algorytmów. Czy da się poprawić internet?

Kapitaliści nadzoru wiedzą o nas coraz więcej. Ich celem jest zmapowanie i przyczynowe powiązanie ...

Litwin, który okradł internetowych gigantów

Evaldas Rimasauskas wyłudził od Facebooka i Google`a łącznie 122 mln dolarów. Został właśnie uznany ...

Apple liczył na większy sukces nowych iPhone`ów

Nowe modele koncernu, które miały być rynkowym hitem, okazały się nie spełniać pokładanych w ...

Roboty przegrały z ludźmi. Adidas zamknie fabryki

Speedfactory, najnowocześniejsza, w pełni zautomatyzowana fabryka niemieckiego producenta obuwia sportowego, miała być przełomem w ...

Sieć wciąga już najbardziej opornych. Kto się najdłużej broni?

Polacy wciąż kochają papierowe gazetki reklamowe, ale coraz więcej osób korzysta z nich w ...

Bitcoin znów po 20 tys. dol.? Wirtualne waluty wróciły do łask

Bitcoin jest najdroższy od ponad dziewięciu miesięcy. Jego kurs przekroczył 7 tys. dolarów. W ...