Jak podaje Reuters, pozew złożono na kilka dnia przed wyborami prezydenckimi w USA i może to być postrzegane jako ukłon Donalda Trumpa w stronę konserwatywnych wyborców. Prezydent zapowiadał wcześniej swoim zwolennikom, że pociągnie „niektóre firmy” do odpowiedzialności. – To najważniejsza sprawa antymonopolowa od pokoleń – przekonuje republikański senator Josh Hawley.

CZYTAJ TAKŻE: Google nie chce płacić. Grozi Australii

Ten głośny krytyk Google oskarżył firmę o utrzymywanie rynkowej dominacji „nielegalnymi środkami”. Co ciekawe, wojna z internetowym gigantem to niespotykany polityczny konsensus – oskarżenie wspierają bowiem Demokraci. Senator Elizabeth Warren we wrześniu pisała na Twitterze, że oczekuje „zdecydowanego działania” względem koncernu. Użyła przy tym hasztagu #BreakUpBigTech, oznaczającego konieczność przełamania quazi-monopolu tzw. BigTechów (zalicza się do nich m.in. Apple, Facebooka, Amazona i właśnie Google’a – te firmy określa się jako GAFA).

Pozew federalny przeciwko Google to duże wydarzenie, a istotniejsze tym bardziej, że do procesu przystępuje 11 stanów (wszystkie one mają republikańskich prokuratorów generalnych) pod przewodnictwem Teksasu. Grupa prokuratorów ma w listopadzie złożyć oddzielny pozew dotyczący reklamy cyfrowej.

Przypomnijmy, że ponad rok temu Departament Sprawiedliwości oraz Federalna Komisja Handlu rozpoczęły śledztwa antymonopolowe dotyczące GAFA (Google, Amazon, Facebook, Apple).

– Pozew wniesiony dzisiaj przez Departament Sprawiedliwości USA jest głęboko wadliwy. Użytkownicy korzystają z Google z własnego wyboru – nie dlatego, że są do tego zmuszani lub dlatego, że nie są w stanie znaleźć alternatyw – skomentował Adam Malczak, menedżer ds. komunikacji korporacyjnej na Polskę i Europę Środkowo-Wschodnią w Google.