„Wielki brat” koronawirusa. Wysyp aplikacji do śledzenia kontaktów

Adobe Stock

Prywatność albo zdrowie – wybór należy do ciebie. Cyfrowy nadzór nad społeczeństwem może być wysoką ceną, jaką trzeba będzie zapłacić za pokonanie pandemii Covid-19.

Pojawiające się na świecie rozwiązania, zarówno rządowe, jak i komercyjne, które mają za zadanie monitorowanie stanu zdrowia i lokalizowanie osób chorych i przebywających na kwarantannie, mogą łamać zasady prywatności i wolności. Wszystko w imię walki z epidemią koronawirusa. Pytanie, jak daleko jesteśmy się w stanie posunąć, by pokonać obecny kryzys i czy nie będzie zakusów, by taka „chwilowa” kontrola nie przerodziła się w „permanentną”.

Kluczem edukacja

Znaczący wzrost nadzoru państwa to cena, którą należy dziś zapłacić, aby pokonać Covid-19 – tak twierdzi brytyjski Tony Blair Institute for Global Change (TBI). Think tank, założony przez byłego premiera, twierdzi, że społeczeństwo musi zaakceptować poziom ingerencji, który normalnie, w liberalnych demokracjach, byłby wykluczony.

CZYTAJ TAKŻE: Apple i Google szykują broń na Covid-19. O tym projekcie jest głośno

Wdrożenie aplikacji do śledzenia kontaktów między ludźmi wywołało globalną debatę. TBI twierdzi, że obecnie wszystkie rządy stają przed dylematem, jaki wybrać jeden z trzech niepożądanych skutków walki z pandemią: niewydajny system opieki zdrowotnej, zamknięcie gospodarki lub zwiększony nadzór. „W porównaniu z alternatywami opieranie się na agresywnym wykorzystaniu technologii w celu powstrzymania Covid-19… jest rozsądną propozycją” – czytamy w raporcie TBI.

Ale nie wszyscy tak sądzą. Organizacje walczące o prawa człowieka, jak np. Open Rights Group, ostrzegają, że łamanie prywatności nie może być akceptowane.

Aplikacje do śledzenia kontaktów działają, rejestrując każdą osobę, z którą zakażony lub przebywający na kwarantannie właściciel smartfonu ma bliski kontakt. Jeśli u tej osoby zostanie zdiagnozowany Covid-19, wszyscy zagrożeni są automatycznie powiadamiani lub lokalizowani przez służby. W Polsce obowiązkowa jest dla osób – poddanych obligatoryjnej izolacji – aplikacja Kwarantanna domowa. Korzysta z niej już ponad 300 tys. osób, ale oprogramowanie, opracowane przez spółkę TakeTask, musi mierzyć się z ciągłymi próbami jej obchodzenia przez użytkowników (próbują np. zwieść namierzanie GPS) oraz krytyką w kontekście niewłaściwego przechowywania danych, niezgodnie z RODO.

CZYTAJ TAKŻE: Teraz łatwiej będzie śledzić wirusa. Pomogą… bliźnięta

Ale na rynku są już kolejne rozwiązania. Resort cyfryzacji poleca ProteGO Safe, aplikację, która ma umożliwiać użytkownikom samokontrolę stanu zdrowia, ale z drugiej strony – wykorzystując technologię Bluetooth – będzie zbierała informacje o napotkanych przez nas urządzeniach, które mogą należeć do potencjalnych zakażonych. Aplikacja gromadzi takie dane, jak płeć, wiek czy historia medyczna i grupa krwi. – W imię walki z pandemią powinniśmy przekroczyć mentalną granicę i zaufać takim rozwiązaniom, tak jak to robimy w przypadku innych aplikacji mobilnych. Co więcej, to powinno być rozwiązanie powszechne. Tylko w ten sposób takie aplikacje mogą sprawnie funkcjonować – przekonuje prof. Katarzyna Kolasa, lider studiów Health Economics and Big Data Analytics w Akademii L. Koźmińskiego.

Wdrożenie aplikacji do śledzenia kontaktów między ludźmi wywołało globalną debatę

Jak podaje, ze szwedzkich badań wynika, iż ograniczenie skali zachorowań możliwe będzie wówczas, gdy z aplikacji typu „kwarantanna” korzystać będzie co najmniej 60 proc. społeczeństwa. – Kluczem jest edukacja. Musimy mieć świadomość, że robimy to dla wspólnego dobra – zaznacza prof. Kolasa.

Nowa umowa społeczna

Dane wykorzystywane przez poszczególne rządy w celu śledzenia kontaktów osób zarażonych mogą pochodzić z kilku źródeł. Jednym z nich jest gromadzenie danych od operatorów telefonii komórkowej. W Izraelu są one wykorzystywane od 2002 r. m.in. do zwalczania terroryzmu, a od niedawna do walki z rozprzestrzenianiem się wirusa. Danymi operatorów zainteresowana jest również Komisja Europejska. Na przełomie marca i kwietnia podjęła kilka inicjatyw, które mają na celu otrzymanie od największych telekomów w UE zanonimizowanych metadanych pozwalających analizować schematy rozprzestrzeniania się epidemii. Co więc z naszą prywatnością? Problem jest wyjątkowo trudny. Z jednej strony, jak wynika z danych Eurobarometru, Polska znajduje się wśród krajów, których obywatele są najmniej skłonni do dzielenia się swoimi danymi.

Z drugiej – pojawia się pytanie o rozwiązania dotyczące ochrony danych w dłuższym okresie. Już nie tylko w kontekście pandemii, ale w czasach po kryzysie. – Technologii, które umożliwiają zbieranie danych o nas, jest przecież mnóstwo, zaczynając od mediów społecznościowych, przez smartfony i zainstalowane na nich aplikacje, na zwykłym wyszukiwaniu informacji w internecie kończąc. Czy w związku z tym o swoje dane powinniśmy dbać jako jednostki, ograniczając użycie tych technologii i świadomie blokując niektóre z ich funkcji? Czy może warto zastanowić się nad nową społeczną umową dotyczącą ich wykorzystania – zastanawia się Filip Leśniewicz, ekspert Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

CZYTAJ TAKŻE: Aplikacja może „ścigać” uchylających się od kwarantanny

Marcina Dąbrowskiego, wiceprezesa ds. innowacji w firmie ITmagination, nie dziwi, że państwa w walce z koronawirusem sięgają po nowoczesne technologie. – Wdrożenie aplikacji do śledzenia przestrzegania kwarantanny domowej jest znacznie tańsze i bezpieczniejsze niż angażowanie sił porządkowych. Ważne jest, jak zgromadzone dane są przechowywane i czy wykorzystuje się je do celów innych niż przeciwdziałanie epidemii – tłumaczy. – Naturalnie, ochrona wolności osobistych jest w przypadku takich aplikacji w konflikcie z prawem do prywatności. Zainstalowanie aplikacji na 14 dni, w sytuacji, w której i tak jest się do tego zobligowanym wymogami prawa, nie powinno budzić obaw – kontynuuje.

Jego zdaniem warto jednak odinstalować aplikację po zakończeniu kwarantanny. – Nie z obawy przed inwigilacją, ale w obronie przed lukami bezpieczeństwa, które mogą zostać wykorzystane przez potencjalnych cyberprzestępców – dodaje.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Pierwszy transseksualny bohater pojawi się w grze na Xboxa

Francuski producent gier wideo Dontnod zapowiedział całkiem nową produkcje. Tym razem jednym z głównych ...

Polsat znacznie podnosi ceny programów. Kablówki mogą podrożeć

O ponad sto procent ma wzrosnąć opłata, którą Grupa Polsat pobiera od operatorów kablowych ...

Drony będą miały tablice rejestracyjne

Wkrótce łatwo będzie można zidentyfikować drona dzięki obowiązkowym specjalnym elektronicznym tablicom rejestracyjnym.   Wytyczne ...

Na polski rynek rowerów na minuty wjadą światowi potentaci

Zaostrza się rywalizacja o użytkownika ścieżek rowerowych. Dziś w wynajmie jednośladów nad Wisłą prym ...

Planujesz zakup telewizora? Zobacz jakie funkcje są najbardziej przydatne?

Nie wyobrażasz sobie salonu w swoim domu bez telewizora, który zapewni Ci wyjątkowe wrażenia ...

Sony zamyka fabrykę w Chinach. To nie przez wojnę handlową

Japoński koncern Sony poinformował, że zamyka fabrykę w Pekinie i przenosi produkcję do Tajlandii. ...