Plan rządu zakłada, by w urządzeniach mobilnych obligatoryjnie instalowano oprogramowanie – RSO (Regionalny System Ostrzegania) oraz Alarm 112. Te dwie aplikacje byłyby preinstalowane w każdym telefonie sprzedawanym na terenie naszego kraju.

Pomysł MSWiA wywołał burzę w sieci. Teraz do sprawy odniósł się Związek Cyfrowa Polska (ZCP), który przekonuje, że ów ruch wcale nie przełoży się na skuteczność systemu alarmowego. Eksperci ZCP mają inny pomysł.

– Uważamy, że nałożenie obowiązku instalacji rządowych aplikacji na autoryzowanego sprzedawcę jest z wielu powodów rozwiązaniem wadliwym, a wręcz niemożliwym do zastosowania w praktyce – twierdzi Michał Kanownik, prezes ZCP, organizacji zrzeszającej działające w Polsce największe firmy z branży RTV oraz IT.

Jego zdaniem pomysł ten ma wady – chodzi o niską efektywność aplikacji w przypadku użycia jej w tłumie, np. podczas imprezy masowej, lub w dalekich lokalizacjach, m.in. w gęstym lesie. – W takim wypadku ograniczenia sieciowe powodują, że aplikacja nie zawsze jest w stanie efektywnie powiadomić użytkownika o zagrożeniu lub – w razie wypadku – wysłać dokładną lokalizację poszkodowanego – tłumaczy.

ZCP w piśmie do Macieja Wąsika, sekretarza stanu w MSWiA, wskazuje ponadto, iż należy także brać pod uwagę reakcję społeczeństwa na narzucony im obowiązek instalacji programu. „Po licznych publikacjach medialnych informujących o projekcie, możemy zauważyć jednoznacznie negatywną reakcję społeczeństwa na proponowane w projekcie rozwiązanie. Stanowi to ważny sygnał, że społeczeństwo może chcieć stawić opór proponowanym przez projektodawcę rozwiązaniom” – czytamy w dokumencie.

Kanownik przywołuje również przykład aplikacji SAIP, która nie zdała egzaminu we Francji. Przy okazji tragicznych ataków w Nicei, okazała się nieskuteczna. Wielu użytkowników odinstalowało ją, tym bardziej, że często działała wadliwie albo wcale. To ograniczyło jej wiarygodność w oczach opinii publicznej. Ostatecznie wycofano apkę w 2018 r. Według Kanownika taka sytuacja, jak w przypadku SAIP, stanowi zagrożenie dla „naszego wspólnego bezpieczeństwa” i „za wszelką cenę należy jej uniknąć”.

ZCP proponuje wdrożyć system Cell Broadcast, który sprawdził się już m.n. w Austrii, Holandii, czy Hiszpanii, oraz mechanizm Advanced Mobile Location (AML działa np. w Skandynawii i Wlk. Brytanii). Pierwszy obsługiwany jest niemal przez wszystkie dostępne telefony, a dzięki zapewnieniu mu najwyższego priorytetu działa także w przypadku przeciążenia sieci. Awaryjny komunikat wyświetlany jest na ekranie urządzenia i towarzyszy mu dźwięk emitowany nawet przy wyciszonym urządzeniu. W przeciwieństwie do aplikacji komunikat wysłany przez system Cell Broadcast dotrze również do obcokrajowców, którzy tymczasowo przebywają na danym terenie. Z kolei AML to rozwiązanie powszechnie używane do przekazywania informacji o lokalizacji. Dzięki niemu możliwe staje się przesłanie informacji o dokładnym miejscu przebywania osoby zgłaszającej wypadek, co zdecydowanie ułatwia pracę odpowiednich służb ratunkowych.

Czytaj więcej

Rząd w każdym smartfonie. Ten pomysł budzi wątpliwości

– W dłuższej perspektywie są to systemy dużo pewniejsze i gwarantujące dużo wyższy poziom bezpieczeństwa niż aplikacje mobilne – przekonuje Michał Kanownik.

Aplikacja o nazwie Alarm112 ma umożliwiać w sytuacji zagrożenia życia, zdrowia, czy mienia przekazanie zgłoszenia alarmowego do Centrum Powiadamiania Ratunkowego, przez osoby, które nie mogą wykonać połączenia głosowego, w szczególności osoby głuche i niedosłyszące. Z kolei apka RSO to narzędzie do wysyłania do użytkowników powiadomień o zagrożeniach. Obie aplikacje wskazano w rządowym projekcie ustawy o ochronie ludności oraz o stanie klęski żywiołowej, jako te, które mają wspomóc funkcjonowanie systemu ratownictwa i alarmowania ludności o zagrożeniach. Ich wykorzystanie ma jednak nie być dobrowolne, a z góry narzucone przez państwo.