Jadwiga Emilewicz: Być innowatorem musi się opłacać

Jadwiga Emilewicz jest ministrem przedsiębiorczości i technologii od 9 stycznia 2018 roku. Wcześniej, od listopada 2015 roku, była wiceministrem rozwoju. W latach 1999–2002 pracowała w Departamencie Spraw Zagranicznych Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Była prezesem Fundacji Lepsza Polska. Absolwentka Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego.
mat. pras.

Jako kraj dokonaliśmy olbrzymiego „zasiewu”, postawiliśmy na rozwój prac badawczo-rozwojowych, bo na tym pierwszym etapie powstaje znacząca wartość dodana – mówi Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii.

Co państwo robicie, by wesprzeć rozwój technologii w Polsce?

Jadwiga Emilewicz: Działamy dwutorowo. Przede wszystkim zaczynamy od siebie. Często powtarzam, że jeśli chcemy mieć nowoczesną gospodarkę, to administracja musi się także zmieniać. Dlatego uruchomiony przez pana premiera program Govtech ma już swoje pierwsze owoce. Kilka resortów postanowiło postąpić niekonwencjonalnie i zamówić pewne usługi z zakresu IT, omijając żmudne i skomplikowane procedury zamówień publicznych. Ministerstwa przedstawiły swoje potrzeby i zaprosiły mniejsze firmy, które nie mają swoich oddziałów i dywizji przygotowujących dokumentację zamówieniową, tylko skupiają się na przygotowaniu konkretnych rozwiązań. Każda firma, niezależnie od wielkości czy sieci kontaktów, mogła stanąć do rywalizacji. MPiT jako jedno z pierwszych złożyło takie zamówienie. Poszukiwaliśmy rozwiązania w postaci inteligentnego narzędzia z modułem Business Intelligence. Pomoże ono w zarządzaniu wiedzą, którą posiadamy w ministerstwie, a nie wszyscy o niej wiemy. Ta wiedza gromadzi się przez lata i jej racjonalizacja jest bardzo utrudniona. W rozwiązaniu na nasz użytek zastosowanie znajdzie sztuczna inteligencja. Jesteśmy wszyscy bardzo podekscytowani i czekamy na nie.

CZYTAJ TAKŻE: Polski jednorożec jeszcze w 2019 r.

Podobnie było w ubiegłym roku, kiedy nie mogliśmy rozwikłać kwadratury koła związanej z zamówieniem dużej platformy zakupowej na rzecz Urzędu Zamówień Publicznych. Ostatecznie rozwiązanie opracowały małe firmy i za znacznie mniejszą kwotę. Rozwiązanie działa i jest bardzo chwalone przez rynek.

To, z czego dziś Polska jest znana globalnie, to złożone rozwiązania w zakresie usług finansowych

Zmieniamy się govtechowo jako administracja, otwierając w ten sposób rynek na ciekawe, dobre rozwiązania dla małych i średnich firm informatycznych. Co więcej, naszym generalnym celem jest przemienianie na tyle architektury prawnej, żeby opłacało się być w Polsce innowatorem. Temu służy pierwsza i druga ustawa o innowacji, a jej skutki widzimy już w realnej gospodarce.

A drugi tor?

To budowa ekosystemu innowacji w naszym kraju, aby w Polsce innowatorem opłacało się być. W ciągu trzech lat udało się poprzez tzw. pakiety ustaw o innowacyjności stworzyć bardzo korzystne warunki podatkowe dla firm inwestujących w prace badawczo-rozwojowe. Dużą popularnością cieszy się ulga na B+R, dzięki której w ciągu dwóch ostatnich lat ponad 1000 firm zaoszczędziło 150 mln zł. Wartość zgłoszonych do ulgi prac badawczo-rozwojowych wyniosła blisko 2 mld zł. W tym roku dołączyła ulga IP box, czyli 5-proc. CIT i PiT od sprzedaży usług lub towarów opracowanych w trybie badawczo-rozwojowym, czyli tych innowacyjnych. Sukcesem jest program Start in Poland.

W jakich dziedzinach mogą zaistnieć innowatorzy? W jakich technologiach polskie firmy mogą być znane na świecie?

Jeśli mówimy o szukaniu w Polsce globalnych nisz, to jesteśmy trochę za dużym państwem, byśmy mogli mówić: robimy tylko to, a nie robimy czegoś innego. W polskich instytutach badawczych, ale także wśród rodzimych przedsiębiorców jest wielu innowatorów w różnych dziedzinach. Wyobraźmy sobie, że NASA wywołuje zdjęcia satelitarne przy użyciu chemikaliów, które powstają w podwarszawskim Pruszkowie. To jest globalny monopolista w zakresie dostarczania bardzo dobrej, zaawansowanej chemii, która właśnie pozwala nam przenosić obrazy na papier.

CZYTAJ TAKŻE: Fintechy to szansa dla polskiego biznesu

Takich obszarów jest naprawdę wiele. To, z czego dziś Polska jest znana globalnie, to złożone rozwiązania w zakresie usług finansowych. Myślę, że doświadczenia lat powojennych sprawiły, że kiedy Polacy w 1989 r. zaczęli potrzebować kapitału, zarabiać, oszczędzać, to nastąpił rozwój sektora bankowego i to od razu na bardzo nowoczesnym poziomie. Dzięki temu polski system bankowy jest jednym z najnowocześniejszych nie tylko w Europie, ale i na świecie, a firmy informatyczne dostarczające usługi, także z wykorzystaniem sztucznej inteligencji na potrzeby bankowości internetowej i płatności bezgotówkowych, są dzisiaj jednymi z najbardziej zaawansowanych.

A czy polskim startupom czegoś brakuje? Żeby wyszły w świat i rozwinęły skrzydła? Wydaje się, że akurat pieniądze są, działa wiele funduszy i chyba nie tu leży problem.

Program Start in Poland, który uruchamialiśmy trzy lata temu, to także dobra architektura finansowa. Jak pan wspomniał, dziś kapitału dla spółek, które się zawiązują i skalują, nie brakuje. To, czego nam rzeczywiście brakuje, to wciąż niedorozwinięty rynek venture capital. Nasze startupy przyzwyczaiły się trochę do easy money zamiast do smart money, czyli bardziej do pieniędzy dotacyjnych niż takich, które inwestują agresywniejsze fundusze kapitałowe. Te oczekują szybkich zysków, szybkiej pracy, weryfikacji z rynkami globalnymi. I takich funduszy, które zaczynają szukać projektów na polskim rynku, choć w ciągu dwóch lat ich przybyło, z całą pewnością jeszcze brakuje.

W ubiegłym roku wystartował Poland Prize, czyli wiza dla startupów, która ma pomóc ściągnąć do Polski talenty spoza obszaru Unii Europejskiej

Aby tak się stało, poprawiliśmy otoczenie legislacyjne działalności funduszy venture capital – zlikwidowaliśmy podwójne opodatkowanie inwestorów, a także wprowadziliśmy zaliczenie do kosztu uzyskania przychodu wartości faktycznie przekazanego spółce finansowania dłużnego w przypadku konwersji wierzytelności na kapitał tej spółki. Cieszymy się, że mamy fundusze amerykańskie, izraelskie, brytyjskie. Mamy też polskie. PFR Ventures uruchomiło dotychczas 29 funduszy inwestycyjnych, które dokonały pierwszych dziewięciu inwestycji. Ponad 40 mln zł już trafiło do startupów.

CZYTAJ TAKŻE: W Polsce brakuje pieniędzy dla dużych startupów

Liczymy na to, że nasz rodzimy przemysł z kapitałem, który jest zdeponowany na bankowych kontach, zacznie nie tylko oszczędzać, ale i kreować fundusze inwestycyjne, które będą inwestować długoterminowo.

Czy możemy jakoś ściągnąć z zagranicy mózgi, specjalistów, którzy wyemigrowali z naszego kraju i tam rozkręcają biznesy albo pracują w dużych korporacjach? Ostatnio w Londynie zachęcała pani Polaków do powrotu.

Dla mnie to spotkanie w Londynie było bardzo optymistyczne. Uczestniczyło w nim ok. 1000 osób, głównie z Londynu – a przecież nie jest to cała polska społeczność w Wielkiej Brytanii. Byli z nami głównie ludzie młodzi, absolwenci kierunków atrakcyjnych dla polskiego rynku pracy. Wielu z nich zaczyna się zastanawiać, przede wszystkim z uwagi na obawy związane z brexitem, jakie warunki będą tam mieli. Przy tym widzą, jakie szanse daje im polski rynek i że nie jest to już ten sam kraj, który opuszczali przed laty. I choć wielu wątpi, mówiąc: no dobrze, ale średnia płaca jest ciągle w Polsce dwu-, trzykrotnie niższa niż w Londynie, my odpowiadamy, że koszty życia są również znacznie niższe. A zatem pytanie, jaka jest siła nabywcza, jaki jest dochód rozporządzalny, który będziesz miał w Polsce, a jaki w Wielkiej Brytanii. Ta młoda emigracja zaczyna to już dostrzegać.

Takie inicjatywy jak targi pracy to jest jeden z instrumentów. W ubiegłym roku wystartował Poland Prize, czyli wiza dla startupów, która ma pomóc ściągnąć do Polski talenty spoza obszaru Unii Europejskiej. Są to osoby, które chcą w naszym kraju uruchomić działalność gospodarczą, założyć swoje firmy i rozwijać swoje projekty. W pierwszej kolejności są to ci, którzy są najbardziej kulturowo nam bliscy, zza naszej wschodniej granicy, z Ukrainy, Białorusi, Mołdawii, być może z części Azji Centralnej. Są też osoby z wysoko rozwiniętych gospodarek, takich jak USA, Kanada, Włochy, Wielka Brytania czy Szwecja. Aktualnie 40 takich zespołów rozwija swoje projekty w naszym kraju.

Jakie są atuty polskich startupów? Jak państwo może je wesprzeć?

Mocne strony startupów wszędzie wyglądają podobnie – to przede wszystkim poszukiwanie nieszablonowych rozwiązań połączone z wykorzystaniem najnowszych technologii. W przypadku polskich startupów połowa z nich współpracuje z sektorem nauki i od razu nastawiona jest na eksport oraz ekspansję na rynki globalne. Co istotne, coraz częściej startupy zakładają ludzie już doświadczeni – mający staż w korporacji lub wcześniej prowadzący własne firmy.

CZYTAJ TAKŻE: Startupy psioczą na inwestorów

Jak już wspominałam, rozwijamy ekosystem startupowy w sposób całościowy, biorąc pod uwagę wszystkie jego aspekty i fazy rozwoju młodych firm. Dajemy młodym firmom smart money – nie tylko środki, ale też kontakty i wiedzę. Edukujemy także duże firmy, aby umiały współpracować ze startupami i czerpać korzyści z tej współpracy. Najważniejsze instrumenty ekosystemu wsparcia startupów w Polsce zostały skonsolidowane w Start In Poland. To największy tego typu program dla startupów w Europie Środkowo-Wschodniej. Jego budżet wynosi ok. 3 mld zł. Zakładamy, że z jego pomocą powstanie w Polsce 1,5 tys. firm tworzących wysokiej jakości nowatorskie technologie. Program skupia instrumenty kapitałowe, czyli działania, w których zewnętrzny inwestor zasila kapitałowo startup w zamian za część udziałów. Są one realizowane przez Polski Fundusz Rozwoju. Natomiast w zakresie programów akceleracyjnych, gdzie najważniejsze jest dostarczenie młodej firmie specyficznej wiedzy, kontaktów i wsparcia merytorycznego dużych przedsiębiorstw, wiodącą rolę pełni Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości.

Obok wspomnianych już proinnowacyjnych regulacji, jak ulga na B+R czy IP box, znacznej poprawie uległo także legislacyjne otoczenie działalności funduszy venture capital. Coraz bliżej także do zakończenia procesu legislacyjnego Prostej Spółki Akcyjnej. Naszym nadrzędnym celem i misją jest więc wzmocnienie rozwoju startupów w Polsce, zwiększenie ich konkurencyjności oraz zahamowanie „eksportowania” polskich pomysłów za granicę. Nowe regulacje mają ułatwić zakładanie spółki i pozyskanie kapitału potrzebnego do rozwoju innowacyjnej działalności. Rozwiązania legislacyjne pod szyldem Start in Poland składają się na całościowy pakiet, który powoduje, że polska gospodarka jest jeszcze bardziej atrakcyjna dla inwestorów i startupów.

Mówiła pani niedawno, że Polska ma ambicje bycia globalnym liderem w sektorze baterii i akumulatorów. Gdzie jeszcze mamy podobne ambicje?

Chcemy, aby polskie firmy pięły się w górę globalnych łańcuchów wartości w sektorach, w których działają. Nie jest to proste zadanie, wymaga zaangażowania samych podmiotów oraz wsparcia publicznego, tu gdzie to możliwe i może przynieść rezultaty. Wspieramy się tu systemem Krajowych Inteligentnych Specjalizacji, które poprzez zaszyte w nich elementy monitoringu wskazują, gdzie jest możliwe najszybsze przesuniecie się w tym łańcuchu. Jako kraj dokonaliśmy olbrzymiego „zasiewu” – postawiliśmy na rozwój prac badawczo-rozwojowych, ponieważ to na tym pierwszym etapie powstaje znacząca wartość dodana. Stąd nasza determinacja najpierw we wprowadzaniu ulg B+R, a obecnie w ich promowaniu, a także przy wprowadzaniu ulgi IP Box, która jest znaczącym benefitem dla firm komercjalizujących wyniki tych prac. Nie jesteśmy więc już uzależnieni jedynie od środków europejskich – wszystkie elementy, te zawarte w programie operacyjnym „Inteligentny rozwój”, i środki budżetowe wzajemnie się uzupełniają i tworzą spójny system. Dużym wyzwaniem jest wciąż budowa systemów światowej dystrybucji, tak by przejąć marże związane z logistyką, sprzedażą, markami. Bez tego kto inny wciąż będzie czerpał korzyści z naszej pracy. Cóż z tego, że jesteśmy już drugim światowym eksporterem mebli, skoro polskie marki są nieznane, a dystrybucja niezależna od naszych firm.

CZYTAJ TAKŻE: Nasze startupy i fundusze VC od Zachodu dzieli przepaść

Jeżeli chodzi zaś o startupy, widzimy, że najbardziej „nośne” są technologie kosmiczne, fintech, sztuczna inteligencja (AI), inteligentne tworzywa, mikroelektronika, Industrial Internet of Things (IIoT)/Augumented reality (AR), smart city, cyberbezpieczeństwo, biogospodarka, biotechnologia farmaceutyczna. To wśród nich upatrywałabym przyszłych polskich jednorożców.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Prezes Amazona szantażowany przez zaprzyjaźniony z Trumpem tabloid

Jeff Bezos oskarżył American Media, wydawcę plotkarskiego pisma „National Enquirer” o szantaż. Miało ono ...

Czy król kryptowalut wyjdzie z dołka?

Analitycy prognozują w tym roku wzrost liczby inwestujących w bitcoina i to nie tylko ...

10 najbardziej oryginalnych zbiórek w polskim internecie

Rekonstrukcja czaszki gada z Lisowic sprzed 205 milionów lat, elektroniczna ręka dla koleżanki ze ...

Spielberg nakręci znikający horror

Steven Spielberg pisze scenariusz do nowego serialu, który zostanie wyemitowany na serwisie streamingowym Quibi. ...

Piotr Guział trafił do Exatela

Ministerstwo Obrony Narodowej zapełniło wakat w radzie nadzorczej Exatela, kontrolowanego przez państwo operatora świadczącego ...

Konserwatyści ostro atakują: Apple uderza w religię

Amerykański koncern ma ostatnio pod górkę na wielu frontach. Teraz na firmę sypią się ...