Uber tylko z licencją taxi i w oznakowanych autach

Uber to rewolucyjna aplikacja kojarząca pasażerów z kierowcami z niej korzystającymi, założona w 2009 roku w USA przez Travisa Kalanicka i Garetta Campa
Flickr

Tak od stycznia 2020 r. ma wyglądać rynek przewozu osób zamawianych przez aplikację. W środę połączone sejmowe komisje infrastruktury i cyfryzacji przyjęły bez zmian rządowy projekt nowelizacji ustawy o transporcie.

Tym samym, zgodnie z obietnicą złożoną taksówkarzom przez Andrzeja Adamczyka, ministra infrastruktury oraz Jadwigę Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii, planowana zmiana regulacji procedowana jest w ekspresowym tempie. Już w czwartek na posiedzeniu plenarnym odbędzie się II czytanie noweli. Rząd liczy, że uda się uchwalić ustawę najpóźniej do końca maja. Kolejne pół roku, przed wejściem zmienionych przepisów 1 stycznia przyszłego roku, miałoby stanowić okres, w którym operatorzy dostosują się do nowych wymogów.

Zmiany w nowelizacji ustawy transportowej są dość istotne. Uderza ona bowiem w takich operatorów aplikacji łączących pasażerów z kierowcami, jak Uber, czy Bolt. Uber twierdzi wprost: nowe prawo umocni monopol jednej kategorii – taksówek, likwidując kompletnie przewóz osób.

– Dla takich firm jak nasza jest to perspektywa ogromnej zmiany i wciąż dyskutujemy, jak wpłynie ona na nasz biznes – zaznacza Ilona Lartigue, rzeczniczka Ubera.

CZYTAJ TAKŻE: Wojna o pasażerów bliska rozstrzygnięcia. Uber się kaja

Ale przepisy nie podobają się również przedstawicielom części środowiska taxi, która twierdzi, że przepisy były pisane właśnie pod pośredników w przewozach, czyli operatorów aplikacji. – Ta ustawa to taka „deregulacja +”, która otwiera dostęp do zawodu taksówkarza, a w efekcie wprowadzi chaos na ulicach polskich miast – mówił podczas obrad komisji Artur Oporski, wiceszef Ele Taxi.

Dziwi się temu minister Adamczyk, który podkreśla, że projekt przygotowano z myślą o taksówkarzach.

Zgodnie z przyszłymi regulacjami (o ile nie zostaną zmienione w trakcie II czytania lub przez Senat i zatwierdzi je prezydent) przewóz osób będzie mógł być prowadzony jedynie przez kierowców z licencją taxi w oznakowanych samochodach. To „zabija” model biznesowy Ubera i Bolt, które do przewożenia pasażerów wykorzystywały zwykłych kierowców. W 2020 r. zamawiając więc przewóz np. Uberem przyjedzie oznakowana taksówka z licencjonowanym kierowcą. Ministerstwo Infrastruktury ułatwia jednak dostęp do zawodu znosząc m.in. obowiązek zdawania egzaminów z topografii (decyzja o ich przeprowadzeniu będzie podejmowana przez samorząd). Wiedzę tą zastępują bowiem nawigacje GPS. – Technologie nas wyprzedzają i przepisy muszą się do nich dostosować – podkreśla minister Adamczyk.

CZYTAJ TAKŻE: Protest taksówkarzy zawieszony. Rząd wyłączy Ubera?

– Brak egzaminów wpłynie na obniżenie standardów zawodu taksówkarza. GPS może wspomagać, ale nie zastępować – oburza się Dariusz Góralczyk z Krajowej Izby Gospodarczej Taksówkarzy.

Minister Andrzej Adamczyk zapewnia jednak, że rządowy projekt doprowadzi do likwidacji szarej strefy, poprawi też bezpieczeństwo pasażerów. – Projekt prowadzi do sytuacji, w której wszyscy będą podlegali tym samym zasadom, rygorom i obowiązkom, łącznie z wpisaniem świadczenia usług taxi do dowodu rejestracyjnego. I to niezależnie czy auto zamówimy przez aplikację, przez telefon, czy bezpośrednio z postoju – dodaje szef resortu infrastruktury.

Niektóre środowiska taksówkarzy przyjęły rządowy projekt ze zrozumieniem, ale części branży nie odpowiada jednak taka wersja. Domagają się m.in. aby przy ubieganiu się o licencję taksówkarską składać zaświadczenie o niekaralności, a nie oświadczenie, które – w przypadku obcokrajowców – trudno weryfikować. Uważają, że osoby spoza UE powinny poświadczać takie dokumenty za pośrednictwem ambasad, czy konsulatów. Nie podoba im się również nowy zapis o wprowadzeniu licencji dla pośredników w przewozach (o takie zezwolenie ubiegać muszą się np. Uber i Bolt), bo sankcjonuje on obecność tego typu rywali na rynku. Taksówkarze podkreślają, że w projekcie ustawy o transporcie brakuje przepisów, które pozwolą na skuteczną egzekucję prawa. Pośrednicy, którzy w praktyce dysponują całymi flotami pojazdów, posiadają licencję na poszczególny samochód. To oznacza, że w przypadku nieprzestrzegania przepisów przez kierowcę straci tylko jedną. A to –wedle branży taxi – nie stanowi wystarczającego narzędzia do dyscyplinowania firm, które łamią prawo.

CZYTAJ TAKŻE: Uber ma nowego konkurenta. To gigant branży high-tech

– Ustawa wprowadza fasadowe regulacje – twierdzi Jarosław Iglikowski, przewodniczący związku „Warszawski Taksówkarz”.

Tadeusz Stasiów z samorządnego Związku Zawodowego Taksówkarzy RP idzie jeszcze dalej i przekonuje, iż pośrednictwo w ogóle powinno zostać na rynku przewozu osób zakazane. – Pośrednictwo potęguje problem szarej strefy. Ta usługa jest zbyteczna. Jeśli nie zostanie wykreślona z ustawy utrwali patologię na rynku – zaznacza.

Z kolei Adam Jędrzejewski, prezes stowarzyszenia Mobilne Miasto, uważa, że rynek powinien być w większym stopniu zderegulowany, a licencje dla pośredników – zniesione. – To niepotrzebne przeregulowywanie rynku, które rodzi obawy o ograniczanie wolności prowadzenia działalności gospodarczej – zauważa.

W czasie środowych obrad komisji taksówkarze wskazywali, że ułatwienie dostępu do zawodu taksówkarza i obniżenie cen za licencje taxi sprawi, że w praktyce wiele osób wystąpi o takie zezwolenia tylko po to, by bez problemu parkować na postojach taksówkowych, czy poruszać się bus pasami. Marcin Nowacki ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców tłumaczy, że rządowe projekt noweli to jednak najlepszy z możliwych kompromisów. – Utrzymanie egzaminów zamknęłoby niepotrzebnie drogę do zawodu – wyjaśnia.

Marek Kowalski z Federacji Przedsiębiorców Polskich twierdzi, że choć przepisy zawarte w noweli nie są najlepsze, to należy traktować je jako polubowne dla obu stron: taksówkarzy i operatorów aplikacji pośredniczących w zamawianiu przewozów. – Popieramy ten projekt, przede wszystkim zapewnia on bezpieczeństwo konsumentom, nie zamykając im drogi do łatwego i taniego zamawiania usług przewozu – dodaje Maciej Wroński ze Związku Pracodawców „Transport i Logistyka Polska”.

CZYTAJ TAKŻE: Uber rusza na giełdę. Kto kontroluje firmę?

Na razie nie wiadomo, czy decyzja o skierowaniu projektu ustawy na II czytanie sprawi, że taksówkarze, zgodnie z wcześniejszymi groźbami, wznowią protest. Z początkiem kwietnia blokowali już ulice Warszawy, domagając się szybkiego uregulowania rynku przewozu osób. Protest zawiesili po negocjacjach z rządem, który zobowiązał się m.in. do zmasowanych kontroli przewoźników. Te ruszyły już 11 kwietnia. Jak podaje Inspekcja Transportu Drogowego do 21 kwietnia skontrolowano – we współpracy z Krajową Administracją Skarbową i policją – w sumie około 500 samochodów w całej Polsce. Wykryto łącznie ponad 140 naruszeń przepisów. – Kontrole będą nadal prowadzone – zapowiada szef ITD Alvin Gajadhur.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Smart home w Polsce wciąż czeka na boom

W Europie smartfony wykorzystywane są do zarządzania inteligentnym 
domem. Rynek rośnie co kwartał o ...

Satelita prosto z Gliwic

Powstaje śląskie centrum badawczo-rozwojowe technik kosmicznych. Inżynierowie będą tam prowadzić badania przemysłowe i prace ...

Samsung i LG walczą na lodówki. Chłodzenie to dla nich za mało

Dwa koreańskie koncerny – Samsung i LG walczą na lodówki. Firmy prześcigają się w ...

Powstał procesor odporny na działania hakerów

Naukowcy z Uniwersytetu Michigan opracowali nową architekturę procesora zdolną do samoszyfrowania. Konstrukcja, która ma ...

Rosja testuje własny internet. Planuje też rodzimą Wikipedię

Ministerstwo Komunikacji Rosji ogłosiło, że pierwsze testy alternatywnego internetu przebiegły pomyślnie. Celem jest większa ...