Apka to ważny element znoszenia w tym kraju ograniczeń w przemieszczaniu się, ale jednocześnie powód do obaw o utratę prywatności. Premier Scott Morrison mówi, że szersze testy i śledzenie kontaktów są warunkiem koniecznym dla Australii, aby zasadniczo złagodzić ograniczenia związane z dystansem społecznym. – Rząd musi przezwyciężyć obawy dotyczące prywatności, aby przekonać ludzi do korzystania z aplikacji – podkreśla Morrison.

CZYTAJ TAKŻE: „Wielki brat” koronawirusa. Wysyp aplikacji do śledzenia kontaktów

Na razie jest na dobrej drodze. Aplikację COVIDSafe pobrało ponad 2 mln osób. Jednak, aby zdała ona egzamin i faktycznie pozwoliła kontrolować rozprzestrzenianie się koronawirusa zainstalować ją powinno co najmniej 40 proc. z 26 milionów mieszkańców Australii.

Aplikacja COVIDSafe rejestruje tzw. cyfrowe uściski dłoni. Chodzi o momenty, gdy posiadacze smartfonów zbliżą się do siebie na odległość minimum 1,5 metra. Wówczas Bluetooth zapisze dane użytkowników, a w sytuacji, gdy się okaże, że któraś z tych osób zachorowała, służby wyśledzą, kto miał kontakt z zakażonym. Chodzi o osoby, które zbliżyły się na 1,5 m i trwało to co najmniej 15 minut. – Im więcej pobierze aplikację, tym bezpieczniejsi będą oni i ich rodziny. Chodzi o zdrowie publiczne – zaznacza premier Morrison.

Podobne aplikacje wdrażane są na całym świecie. Również w naszym kraju jest kilka projektów tego typu.

CZYTAJ TAKŻE: Aplikacja może „ścigać” uchylających się od kwarantanny