Prezes DataWalk: Chcemy burzyć monopol Palantira. Dane to złoto XXI wieku

Kiedyś byliśmy pyłkiem na bucie Palantira i nas nie dostrzegali, teraz już jesteśmy kamykiem w ich bucie – mówi Paweł Wieczyński, prezes DataWalk, firmy specjalizującej się w analizie danych. Jej rozwiązanie pomogło w pokonaniu znanych gangów jak latynoski Mara Salvatrucha.

Publikacja: 14.05.2024 07:28

Prezes DataWalk: Chcemy burzyć monopol Palantira. Dane to złoto XXI wieku

Foto: DataWalk

Obecne zagrożenia związane z bezpieczeństwem i wojna w Europie pomagają wam?

Owszem, to napędza popyt i widzimy wyraźne zainteresowanie naszą technologią. Ale inercja instytucji rządowych jest ogromna. Pomaga nam za to wyraźne zapotrzebowanie na usługi alternatywne dla Palantira. Europa nie chce się od niego uzależnić. Tym bardziej że oni oferują usługi, a nie tylko system. Europejczycy woleliby otwartą platformę – i tu jest miejsce na DataWalk.

Jednak Amerykanie pewnie mocno wspierają swoją firmę, także w Europie.

I tak, i nie. Sami Amerykanie nie są zadowoleni z ich monopolu i szukają alternatywy. Palantir w praktyce zabiera dane i pobiera opłaty za ich udostępnienie. Głośna była historia z nowojorską policją, która wdrożyła ich system i potem musiała prosić o dane, którymi wcześniej dysponowała, a Palantir za każdym razem wystawiał rachunek. Kiedy mówili, że to przecież ich dane, słyszeli: „Ależ nie. Dane są już przerabiane przez nasze algorytmy, więc stanowią naszą własność intelektualną”. Przegrali w tej sprawie w sądzie.

Czytaj więcej

Współzałożyciel polskiego Booksy ujawnia: Celujemy w ponad 10 mld dol. wartości

W Departamencie Sprawiedliwości w 2020 roku wygraliśmy ramowy kontrakt wart 500 mln dolarów na budowanie alternatywy do Palantira i w ramach tego zastąpiliśmy go w jednym z działów tego ministerstwa. Chodzi o MLARS, czyli jednostkę odpowiedzialną za przeciwdziałanie praniu pieniędzy. Sprzedaliśmy też nasz system do kilku innych ministerstw i instytucji rządowych w USA, gdzie skala jest zupełnie inna. Warto dać przykład tamtejszego ministerstwa rolnictwa, które jest dużym klientem Palantira i od niedawna korzysta z naszego systemu – to ministerstwo o budżecie większym niż budżet Polski.

Palantir łatwo się z tym pogodził?

Nie. Kiedyś byliśmy pyłkiem na ich bucie i nas nie dostrzegali, teraz jesteśmy już kamykiem w ich bucie.

To znaczy?

Nie ma co zaogniać… Poproszę o kolejne pytanie.

Pomagacie Ukrainie?

Pomagamy pro bono Ukrainie w kwestiach związanych z bezpieczeństwem, nie możemy o tym w szczegółach mówić, mogę jedynie nadmienić, iż zrealizowaliśmy np. jeden projekt związany z dochodzeniem w sprawie zbrodni przeciw ludzkości.

Nazywa się was polskim Palantirem. Nie na wyrost? Jakie są podobieństwa i różnice wobec amerykańskiego potentata?

Nasz system wykorzystywany jest dokładnie do podobnych zastosowań i stanowi alternatywę dla Palantira. Ale są między nami duże różnice. Nasz system nie wymaga programowania, by go wdrożyć. DataWalk da się uruchomić rękami osób, które są naszymi klientami, i wymaga małego ułamka pracy wymaganego przy wdrożeniu Palantira, czyli w odróżnieniu od niego nie jesteśmy dostawcą usług. Dzięki temu koszt naszego systemu potrafi być znacząco niższy, a zwrot z inwestycji kilkukrotnie szybszy.

Skąd się wziął pomysł na biznes? To Palantir był inspiracją?

Z Sergiuszem Borysławskim byliśmy aniołami biznesu, którzy szukali spółki, na bazie której można pokazać, że w Polsce da się robić biznes w skali globalnej przy wykorzystaniu polskiej kreatywności. Spotkaliśmy Krystiana Piećkę, opowiedział nam o swojej technologii. To był system do analizy danych w archiwach. Entuzjazm i zaangażowanie Krystiana zachęciły nas do wejścia w ten projekt i jak się okazało, była to najlepsza możliwa decyzja.

Czytaj więcej

Prezes Alior Banku: Sztuczna inteligencja jest szansą

Lepiej mieć szczęście, niż być mądrym. Bo w naszym przypadku technologia, która stanowi fundament naszej architektury, już istniała i stanowiła prawdziwy przełom w analityce danych. Ale zauważyli to dopiero szefowie dużych firm IT, jak Oracle, i powiedzieli nam: „macie tu niesamowitą technologię, ale musicie to wykorzystać do czegoś innego”. Czyli wszystko wyszło trochę przypadkiem, jak u Aleksandra Fleminga, który badając bakterie, zauważył pod mikroskopem zabijającą je pleśń i zapoczątkował tworzenie antybiotyków.

To jak działa taki system? Do czego można go wykorzystać?

Zbudowaliśmy platformę analityczną, którą wpinamy w architektury różnych instytucji czy przedsiębiorstw. Analityka grafowa w połączeniu ze sztuczną inteligencją jest potrzebna tam, gdzie operuje się na dużych wolumenach danych i szuka zależności, powiązań. Większość naszych klientów to instytucje, takie jak wywiad czy policja, ale i np. ONZ, dla której zbieramy dowody na zbrodnie przeciw ludzkości. W Toronto spadła przestępczość, bo dzięki możliwościom systemu skrócono czas śledztw z kilku miesięcy nawet do kilku godzin, precyzyjnie ustalając powiązania przestępców. Jak to działa? Powiedzmy, że mamy taką sytuację: zabity gangster, zapewne przez członka innego gangu, na miejscu zbrodni znaleziono łuskę. System otrzymał polecenie: „pokaż wszystkie ścieżki, które łączą tego człowieka z innymi gangami”. W kilka minut funkcjonariusze dowiedzieli się, że pocisk wystrzelono z broni zarejestrowanej na dziewczynę członka innego gangu, z którym zabity toczył wojnę. Nasze rozwiązanie pomogło w pokonaniu międzynarodowych organizacji przestępczych, takich jak wielki latynoski gang Mara Salvatrucha.

Szybko dostrzegliśmy też znaczenie sektora komercyjnego, który zainteresowany jest przeciwdziałaniem defraudacjom zewnętrznym i wewnętrznym, wyłudzeniom oraz praniu pieniędzy. Już połowa naszych przychodów w ubiegłym roku pochodziła właśnie z sektora podmiotów komercyjnych.

Co daje większe profity: sektor rządowy czy komercyjny?

W komercyjnym podejmuje się szybciej decyzje. Na przykład banki mają większą skłonność do inwestycji w IT i bardziej zaawansowaną technologię. W sektorze rządowym przetargi potrafią trwać nawet pięć lat, a my musimy przecież z czegoś żyć. Dla firmy, która nie chce sprzedawać usług, a tylko licencje na produkt, klienci komercyjni potrafią być bardziej atrakcyjni.

Czy poza Palantirem ktoś się liczy jeszcze na tym rynku?

Bardzo popularny jest wciąż system IBM i2 z lat 90. Ale pozwala analizować tylko do kilkuset tysięcy obiektów jednocześnie. To jest coś, co dziś nawet w Excelu się zmieści. Czyli w nowych rozwiązaniach, dla których rynek rośnie, de facto mamy monopol Palantira.

Na jakiej podstawie marzycie o pokonaniu amerykańskiego giganta, skoro dzieli was przepaść? Palantir ma około 4000 pracowników, wy nieco ponad 100, Kapitalizacja ich to ponad 45 mld dol, wasza poniżej 100 mln.

Żeby przegonić Palantira, potrzebowalibyśmy zasobów, których nie ma na dzisiaj w Europie. Nie chodzi tylko i wyłącznie o kapitał, ale kwestie kompetencji potrzebnych, gdy spółka w tym sektorze rośnie ze 100 mln dol. przychodów do miliardów dolarów. Większość z tych elementów infrastruktury budowania globalnych high-tech jest w USA. Jednocześnie nie musimy przeganiać Palantira – mówimy o rynku wartym dzisiaj prawdopodobnie ponad 10 miliardów dolarów, a mającym rosnąć agresywniej przez najbliższe lata. Na świecie takiej wielkości nisze tworzy co najmniej kilku liderów globalnych, rzadko kiedy na takich rynkach jakiś dostawca ma więcej niż 20 proc. całości.

Skoro to długofalowo ma być świetny biznes, to dlaczego nie widać, by wchodziły w to kolejne firmy?

Bo zbudowanie takiej technologii to minimum dekada. Bariera wejścia jest ogromna. A my czy Palantir przecież nie stoimy w miejscu. Palantir zaczynał w 2003 roku, ale nie od podstaw. Mieli już technologię z PayPala, którą zbudowano do ochrony przed cyberzłodziejami. Potem rozwijano ją na bazie finansowania i ze wsparciem kompetencyjnym CIA. Ale dopiero po pięciu latach Palantir miał pierwsze przychody z testowych wdrożeń.

A pierwsze zyski pokazał dopiero teraz, po 20 latach. I to ma być świetny biznes?

To jest standard w Dolinie Krzemowej, że tam inwestuje się w spółki i technologie, które będą potrzebne na masową skalę za 10, 20, 30 lat, np. taki Uber budowany jest z założeniem, że prędzej czy później będą dostępne auta autonomiczne i wtedy ten biznes zacznie zarabiać poważne pieniądze, które pokryją miliardy historycznych strat.

Firma analityczna Gartner ocenia, że technologie, takie jak nasza czy Palantira, wejdą do biznesowego mainstreamu za 2–5 lat. Bariera wejścia na rynek rozwiązań enterprise IT jest ogromna. Konkurowanie wymaga ciągłych i znaczących nakładów inwestycyjnych na rozwój takich technologii, uwzględniając najnowsze osiągnięcia, jak generatywna sztuczna inteligencja. Już teraz pracujemy nad rozwiązaniami umożliwiającymi użytkownikom systemu wykorzystanie ChatGPT do analizy danych.

Palantir ma bazę finansową i potężnych udziałowców. Stać go na tak długie dopłacanie do interesu. A was?

Jednym z powodów, dla którego nie działamy w tym samym modelu sprzedażowym, są właśnie koszty, na które ich stać, a nas nie. Oni mogą sobie pozwolić na zatrudnienie Billa Clintona czy byłego szefa Airbusa. U nas właściciele firmy nie wypłacali sobie przez wiele lat pensji i oszczędności zawsze zaczynamy od zarządu.

Z ekonomicznego punktu widzenia stanowimy atrakcyjną alternatywę dla Palantira. Nasza konkurencyjność cenowa opiera się zarówno na wykorzystaniu niższej bazy kosztowej w Polsce, gdzie zarobki programisty nad Wisłą to jedna trzecia tego co w USA, oraz na szybkości i łatwości wdrożenia oraz utrzymania naszego rozwiązania. Powinniśmy rosnąć minimum 70 proc. w skali rocznej na tym wczesnym etapie rozwoju.

Jesteście jeszcze start-upem?

Palantir mówił o sobie jako start-upie jeszcze kilka lat temu, kiedy ich przychody były bliskie miliarda dolarów. Ogólnie zakłada się, że dopóki spółka w tym sektorze rośnie 30-50 proc. rocznie, to powinna optymalizować inwestycje pod wzrost, nie pod krótkoterminowe zyski, co czyni ją start-upem. Inne definicje wskazują, że spółka jest start-upem dopóki przykładowo ma wartość mniejszą niż 500 milionów dolarów i przychody poniżej 50 milionów dolarów. Ta granica jest płynna, ale można śmiało stwierdzić, że start-upem jest się dłużej w sektorze enterprise IT, gdzie cykl inwestycyjny jest wydłużony, budowanie firmy jest kapitałochłonne, ale wartość takiej firmy i jej sprawdzonego produktu na rynku jest nieproporcjonalnie wysoka.

To ile możecie być warci w przyszłości? Zostaniecie jednorożcem?

Wartość Palantira to aktualnie około 50 miliardów dolarów. To pokazuje, że rynek, na którym operujemy, jest niezwykle atrakcyjny.

Nie boicie się kontrowersji? Takie usługi związane z przetwarzaniem danych to pole minowe.

Jako dostawca technologii nie przetwarzamy danych, tylko dostarczamy system. Ponadto, dlaczego mielibyśmy się obawiać, że dostarczamy system zwiększający transparentność i umożliwiający poprawę bezpieczeństwa oraz eliminację przestępczości? W tym roku szacuje się, że globalny koszt samych tylko cyberprzestępstw wyniesie około 10 proc. globalnej gospodarki. Poza tym sprzedajemy nasz system tylko i wyłącznie do instytucji rządowych i komercyjnych kojarzonych z blokiem krajów demokratycznych i NATO, a każda instalacja ma tzw. audyt logi pozwalający na weryfikację kto, jak i kiedy systemu używał, umożliwiając transparentność i audytowalność.

Jak sztuczna inteligencja zmieni analitykę danych?

To rewolucyjna zmiana, demonizowana ze względu na brak zrozumienia, jak działa szeroko rozumiana “sztuczna inteligencja”. Jest kilkanaście jej rodzajów, często dość odmiennych - np. uczenie maszynowe (machine learning), sieci neuronowe (neural networks), generatywne duże modele językowe (large language models) czy algorytmy grafowe (graph algorithms). Rewolucja, którą umożliwia AI, jest porównywalna z wprowadzeniem systemów komputerowych - ci z analityków, którzy nauczą się efektywnie korzystać z tych modeli, rozumieć ich ograniczenia i zastosowanie, łączyć oraz efektywnie “karmić” danymi (to dzisiaj kluczowa bariera), będą efektywniejsi.

Dzięki rozwojowi tego typu technologii budujemy podwaliny do społeczeństwa kolejnej generacji, czyli tzw. społeczeństwa informacyjnego, gdzie transparentność i dostępność do informacji są wartościami kluczowymi. Dzięki systemom takim jak nasz, człowiek może być kreatorem i koordynatorem zmian i beneficjentem ery informacji, poprzez proces zwany human augmentation, czyli poszerzanie ludzkich zdolności poza ramy biologii.

Jak są postrzegane polskie firmy technologiczne za granicą? Nie przeszkadza wam pochodzenie z kraju, który z najnowocześniejszą technologią się nie kojarzy?

Na rynek enterprise IT nie mamy niestety praktycznie w ogóle ekspozycji globalnie. Jesteśmy w odróżnieniu od Estonii czy Izraela postrzegani jako bardzo egzotyczne źródło nowych technologii IT, szczególnie w “wadze królewskiej”, czyli enterprise class systems - systemach dedykowanych do największych i najbardziej wymagających instytucji. Z drugiej strony jako kraj NATO i europejski tygrys gospodarczy mamy dość dobre notowania.

Polska nie dorobiła się zbyt wielu liczących się graczy w technologii. To się zmieni?

Wyzwań jest mnóstwo, dość wspomnieć, że musimy wciąż przecierać szlaki, tworzyć nowe standardy – np. w patentowaniu technologii czy ustawianiu struktury podatkowej i cen transferowych, gdy polska spółka jest spółką matką dla amerykańskiej, a nie na odwrót. Na te obszary poświęciliśmy miliony złotych i ogromną ilość czasu, a w rozwiniętych gospodarkach jest to oczywiste.

Jednak analizując genealogię Silicon Valley i Silicon Wadi, jasnym jest, że sukces tych ekosystemów rozpoczął się od sukcesu jednej–dwóch firm i zaczął pączkować poprzez firmy powiązane, dostawców i ludzi tworzących nowe firmy na tych doświadczeniach. Ukuto na tej bazie nawet termin enterpreneurovirus, czyli wirus przedsiębiorczości. Ten sam mechanizm widać w Polsce np. w branży gier zapoczątkowanej przez sukces CD Project. Na tym samym mechanizmie skorzystała Estonia, która dzięki sukcesowi Skype’a, stała się europejskim hubem technologicznym. Potrzebujemy sukcesów w branżach dla nas strategicznych, sukcesów, które nie tylko tworzą wartość dla gospodarki lokalnej, ale przede wszystkim pokazują, co można uzyskać, jak to zrobić, jakie zasoby są konieczne, jakie precedensy trzeba ustanowić oraz jak wyszkolić kadry. Byli członkowie start-upu PayPal, jak Peter Thiel czy Elon Musk, stworzyli setki firm, z których dziesiątki są jednorożcami, m.in. właśnie Palantir. Założyciele DataWalk żyją ideą, że można w Polsce wykorzystać nieprzeciętne talenty techniczne czy programistyczne i nad Wisłą w sektorze IT jest miejsce na dziesiątki jednorożców.

Obecne zagrożenia związane z bezpieczeństwem i wojna w Europie pomagają wam?

Owszem, to napędza popyt i widzimy wyraźne zainteresowanie naszą technologią. Ale inercja instytucji rządowych jest ogromna. Pomaga nam za to wyraźne zapotrzebowanie na usługi alternatywne dla Palantira. Europa nie chce się od niego uzależnić. Tym bardziej że oni oferują usługi, a nie tylko system. Europejczycy woleliby otwartą platformę – i tu jest miejsce na DataWalk.

Pozostało 97% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie i komentarze
Deszcze niespokojne w polskiej cyber-wsi
Opinie i komentarze
Prezes Alior Banku: Sztuczna inteligencja jest szansą
Opinie i komentarze
Jak otworzyć cyfrowy świat na neuroróżnorodność
Opinie i komentarze
Co niosą ze sobą treści pornograficzne generowane przez sztuczną inteligencję
Opinie i komentarze
Dominik Skoczek: W Polsce cyfrowi giganci mają się dobrze
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy