Operatorzy chcą taniego peeringu IP, ale niekoniecznie interwencji UKE

Dzisiaj Komisja Europejska orzeknie, czy Urząd Komunikacji Elektronicznej może podjąć regulację polskiego rynku wymiany ruchu IP. Po negatywnej opinii IRG akceptacja projektu decyzji przez KE stoi pod dużym znakiem zapytanie. Operatorzy alternatywni nie są całkiem zgodni, czy działania UKE idą we właściwym kierunku.

Publikacja: 17.02.2010 12:48

Od listopada 2009 r. Urząd Komunikacji Elektronicznej konsultuje projekt decyzji, której celem byłoby uregulowanie zasad wymiany ruchu IP w Polskiej sieci telekomunikacyjnej. Ściślej mówiąc uregulowanie dostępu do sieci TPnet i wymuszenie na narodowym operatorze wprowadzenie bezpłatnej oferty peeringowej. Dzisiaj rano w UKE odbędzie się spotkanie prasowe dotyczące planowanej regulacji.

– Z zasady nie akceptujemy regulacji rynku telekomunikacyjnego. Szczególnie rynku wymiany ruchu IP, na którym naszym zdaniem dobrze działają mechanizmy konkurencyjne – mówi Jerzy Sadowski, wiceprezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Izba nie zajmuje oficjanego stanowiska w dyskusji. Jej członkiem jest zarówno Telekomunikacja Polska, która na regulacji straci, jak i operatorzy alternatywni – m.in. ATM, Exatel, GTS Energis, Crowley Data Poland. Pośród tych niektórzy uważają, że UKE postępuje właściwie.

– Widzimy zjawisko wzrostu liczby odbiorców ruchu IP u wielkich operatorów przy jednoczesnej konieczności płacenia za wymianę przez tych, którzy hostując serwery. Z tej perspektywy ceny za dostęp do sieci TP, które są obecnie całkiem niskie (trudno powiedzieć czy rynkowe, bo nie ma rynku), nie nadążają w swojej tendencji malejącej za wzrostem liczby użytkowników Internetu w jej sieci. Wolumeny ruchu są takie, że teoretycznie płatnikiem netto za generowany przez swoich abonentów ruch w innych sieciach powinna być właśnie TP, a jest odwrotnie – mówi Andrzej Szczerba, dyrektor rynku hurtowego w Exatelu. TP od lat stoi na tym samym, prostym stanowisku: kto nie chce, nie musi kupować TPnetu. W 2004 r. zawiązała się koalicja operatorów alternatywnych, której celem było wymuszenie obniżki cen TPnetu. Spektakularnych osiągnięć nie było, a dalsze głośniejsze protesty TP tłumił obniżając radykalnie ceny dostępu. Dzisiaj w hurtowych zamówieniach kosztują od kilku do kilkunastu euro.

– Często słychać ze strony TP argument o spadku ceny jednego megabita, ale zwracam uwagę, że my musimy wciąż dokupować przepustowości do TPnetu, bo standardy usług się zmieniają. Nasze koszty realnie zatem nie maleją. Struktura ruchu generowanego przez naszych klientów jest taka, że statystycznie 40-50 proc. ruchu kierujemy do sieci TP – mówi Sławomir Koszołko, dyrektor marketingu GTS Energis. Jego zdaniem regulacje z zasady nie są dobre dla rynku. Wolałby, żeby TP zmieniła swoją politykę wymiany ruchu, ale bez udziału UKE.

– Najbardziej zależy nam na przejrzystości zasad dostępu do TPnetu. Niech ceny nawet nie spadają, ale niech istnieje jakiś cennik bądź zasady ustalania cen przez TP. Dzisiaj jest to niejasne i utrudnia nam konkurowanie z TP o klientów usług transmisji danych, jeżeli nie jesteśmy w stanie z góry skalkulować składniku kosztu usługi, jakim często jest dostęp do TPnetu – mówi Sławomir Koszołko. TP nie zdradza wielkości przychodów ze sprzedaży dostępu do swojej sieci IP. Szacuje się, że największe polskie sieci telekomunikacyjne oraz operatorzy sieci kablowych kupują od TP około 25 gigabajtów dostępu do TPnetu. Operatorzy alternatywni nie chcą zdradzić, ile potencjalnie oszczędziliby na spadku kosztów TPnetu. Prawdopodobnie najwięcej zyskaliby masowi gracze rynku detalicznego, jak na przykład Netia, czy UPC.

– Działania UKE idą w dobrym kierunku, ponieważ konkurencja – jak się wydaje – niewystarczająco skutecznie reguluje dostęp IP do sieci TP. Ceny za dostęp do TPNet są zbyt wysokie w porównaniu z dostępem do światowych zasobów Internetu – mówi Karol Wieczorek, rzecznik Netii. UPC w ogóle nie chciało skomentować planowanej przez UKE regulacji. O tej kablówce krąży po rynku pogłoska, że uzyskała coś w rodzaju bezpłatnego peeringu z siecią TP. Nie formalnie i bezpośrednio, ale przez europejską sieć grupy UPC oraz należącą do France Telecom sieć Opentransit. To pogarsza sytuację konkurencyjną takich firm, jak Netia, czy Telefonia Dialog, które darmowego peeringu nie mają i muszą wliczać koszt dostępu do TPnetu w cenę usługi detalicznej. Nikt bowiem nie odważyłby się oprzeć wymiany ruchu z operatorem narodowym tylko na tanich „bypassach” przez sieci zagraniczne.

– Kierowanie ruchu przez łącza operatorów zagranicznych obniża jakość wymiany stosownie do wielkości punktów styku z nimi i ich z TP – mówi Andrzej Szczerba. Jerzy Sadowski z PIIT wskazuje jednak, że na zmianie aktualnych uwarunkowań na rynku stracić mogą również operatorzy alternatywni. Zwłaszcza tacy, którzy dobrze zarabiają na sprzedaży dostępu do TPnetu mniejszym operatorom, czy usłudodawcom internetowym. Operatorzy alternatywni stoją na stanowisku – zgodnie z fundamentami wymiany ruchu IP – że darmowy peering z TP powinien dotyczyć tylko dużych sieci.

– To, że potencjalnie mielibyśmy bezpłatny dostęp do sieci TPnetu, nie znaczy, że nie ponosilibyśmy żadnych kosztów. Choćby kosztu budowy i konfiguracji odpowiedniej infrastruktury – mówi Sławomir Koszołko. Dla GTS i konkurencyjnych firm darmowy peering z siecią TP oznaczałby obniżkę kosztów i wzrost marży na usługach dostępowych dla dużych service providerów i na sprzedaży tranzytu IP.

– Rozwiązaniem strukturalnego problemu jest – jak się wydaje – bezpłatny peering w węzłach wymiany ruchu między dużymi operatorami i niska, rynkowa cena dostępu dla małych operatorów – mówi Andrzej Szczerba. Peering tylko dla dużych nie znaczy, że małe sieci nie znalazłyby sposobów na darmowy, lub choćby tańszy niż tranzyt IP dostęp do TPnetu. Operatorzy warszawskiego punktu wymiany ruchu PLIX dla przykładu deklarują, że chętnie udostępniliby swoim członkom (ponad 130 firm) możliwość wymiany ruchu z TP, gdyby ta zdecydowała się wreszcie na oficjalną wymianę ruchu. Zmiana status quo, do którego dąży UKE oznaczałaby zmianę zasad gry dla całego rynku. Niektórzy na nim zyskają, niektórzy stracą. I nie będzie to tylko TP.

Operator narodowy sygnalizuje, że nie przymuszony regulacjami nie zmieni nic w swojej polityce. Chętnie będzie negocjował warunki dostępu do swojej sieci, ale na zasadzie bilateralnych porozumień. Jeżeli UKE, powstrzymane przez Komisję Europejską, nie przyjdzie w sukurs operatorom alternatywnym pozostaną żmudne negocjacje cen. Lub wspólna kampanie propagandowa, jak 6 lat temu.

[i]Masz pytanie: wyślij e-mail do autora: [mail=l.dec@rpkom.pl]Łukasz Dec[/mail][/i]

Od listopada 2009 r. Urząd Komunikacji Elektronicznej konsultuje projekt decyzji, której celem byłoby uregulowanie zasad wymiany ruchu IP w Polskiej sieci telekomunikacyjnej. Ściślej mówiąc uregulowanie dostępu do sieci TPnet i wymuszenie na narodowym operatorze wprowadzenie bezpłatnej oferty peeringowej. Dzisiaj rano w UKE odbędzie się spotkanie prasowe dotyczące planowanej regulacji.

– Z zasady nie akceptujemy regulacji rynku telekomunikacyjnego. Szczególnie rynku wymiany ruchu IP, na którym naszym zdaniem dobrze działają mechanizmy konkurencyjne – mówi Jerzy Sadowski, wiceprezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Izba nie zajmuje oficjanego stanowiska w dyskusji. Jej członkiem jest zarówno Telekomunikacja Polska, która na regulacji straci, jak i operatorzy alternatywni – m.in. ATM, Exatel, GTS Energis, Crowley Data Poland. Pośród tych niektórzy uważają, że UKE postępuje właściwie.

Pozostało 87% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Telekomunikacja
To ma być przełom w tworzeniu ultraszybkiego internetu 6G. Znika wielka przeszkoda
Materiał Promocyjny
Mobilne ekspozycje Huawei już w Polsce – 16 maja odwiedzi Katowice
Telekomunikacja
Eldorado 5G dobiega końca, a firmy tną etaty. Co z Polską?
Telekomunikacja
Do kogo przenoszą się klienci sieci komórkowych. Jest największy przegrany
Telekomunikacja
To już wojna w telefonii na kartę. Sieci komórkowe mają nowy haczyk na klientów