Na razie huczy od różnego rodzaju plotek i przecieków. Mówi się, że flagowiec Apple’a nie przyniesie radykalnych zmian. A to znaczy, że – w odróżnieniu od produktów konkurencji – nie należy się spodziewać słuchawki z elastycznym składanym ekranem czy obsługującej 5G, czyli sieć najnowszej generacji.

CZYTAJ TAKŻE: Sprzedaż iPhone’ów dramatycznie spada. Ale Apple… poprawia wyniki

Na premierze w Steve Jobs Theater w kalifornijskim Cupertino fani marki zobaczą zapewne kilka wersji smartfonów: iPhone 11, 11 Max czy 11 Pro oraz budżetowy 11R. Na pokładzie nowego sprzętu ma być mocniejszy, wydajniejszy procesor, a droższe modele otrzymają 6 GB RAM.

CZYTAJ TAKŻE: Apple i Samsung mają problem. Chodzi o promieniowanie

Wedle spekulacji rozmiary wyświetlaczy nie ulegną zmianie, czego nie można powiedzieć o tylnej kamerze (teraz ma się składać z dwóch obiektywów). No i ma być jeszcze drożej niż dotąd.

CZYTAJ TAKŻE: IFA 2019: Targowisko elektronicznej próżności