Rekordy dezinformacji w sieci. Te firmy tworzą bat na manipulacje

Wojna w Ukrainie spowodowała eskalację fałszywych treści w sieci. W odpowiedzi narodziła się nowa, intratna branża. Start-upy rosną w niej jak grzyby po deszczu.

Publikacja: 19.09.2023 07:34

Kampania wyborcza, pandemia czy wojna stają się pożywką dla grup szerzących dezinformację. Stąd narz

Kampania wyborcza, pandemia czy wojna stają się pożywką dla grup szerzących dezinformację. Stąd narzędzia, które pozwalają odróżniać prawdę od fałszu, są dziś na wagę złota

Foto: shutterstock

Sektor walki z dezinformacją to dziś prężny biznes – jak wynika z danych Cheq, firmy zajmującej się cyberbezpieczeństwem, oraz Uniwersytetu w Baltimore – fałszywe wiadomości jeszcze przed wybuchem wojny za naszą wschodnią granicą kosztowały światową gospodarkę rocznie ok. 78 mld dol. Od 2022 r., gdy Rosja zaatakowała Ukrainę, skala tego zjawiska eksplodowała i nieustannie przyspiesza. Według badaczy około połowy tej kwoty pochodzi ze strat na giełdach, co piąty dolar tracony jest przez firmy poza rynkiem akcji, a co dziesiąty – w sektorze zdrowia. Jak pisze serwis The Next Web (TNW), te szacunki są i tak bardzo konserwatywne.

W odpowiedzi na działania hakerów, grup szerzących dezinformację i rzeszy propagandystów, którzy uaktywnili się wraz z rosyjską inwazją, rodzą się kolejne projekty, które dzięki zaawansowanym technologiom, w tym systemom AI, starają się dać odpór wojnie informacyjnej.

Zarobić na obalaniu fałszywych informacji

– Państwo może mieć długoterminową strategię walki z zagrożeniami hybrydowymi, ale przedsiębiorstwa komercyjne i organizacje publiczne nie mają takiej stabilności instytucjonalnej, jakie mają organy państwowe. Walka z dezinformacją jest możliwa tylko we współpracy wszystkich podmiotów – mówi TNW Denis Gursky.

Czytaj więcej

Wyścig zbrojeń AI. Jedni wykrywają sztuczną inteligencję, inni ją maskują

To były doradca premiera Ukrainy ds. danych i współzałożyciel technologicznej organizacji pozarządowej SocialBoost. Koncentruje się ona na walce z dezinformacją i dziś, m.in. dzięki niej, Kijów wyrasta na jeden z głównych ośrodków tego coraz prężniejszego przemysłu. Do bitwy z fake newsami zaciągane są za naszą wschodnią granicą kolejne firmy technologiczne, jak grzyby po deszczu powstają start-upy, które mają za cel zaprowadzić porządek w świecie informacji. Wśród nich wymienić należy Dattalion – założoną przez Ukrainki platformę, która zapewnia największą na świecie bezpłatną i niezależną bazę danych typu open source zawierającą zdjęcia i nagrania wideo z wojny. Wszystkie media są klasyfikowane jako oficjalne i zaufane. Start-up, zbudował mechanizm „uwierzytelniający” materiały wojenne. Stojąca na jego czele 25-letnia Olha Lykova w praktyce stworzyła broń do obalania fałszywych narracji i propagandy, ale też narzędzie, które jest w stanie dostarczać dowodów na rosyjskie zbrodnie. W Dattalion już pojawiają się koncepcje na monetyzację tego projektu. Bo na walce z dezinformacją można zarabiać i to coraz lepiej.

Czytaj więcej

Walka z dezinformacją i deepfake. Google oznaczy spreparowane zdjęcia etykietą

Branża stała się magnesem dla innowatorów i inwestorów. Dowodzi tego inicjatywa Gurskego, który w styczniu br. – we współpracy z Google – zorganizował w Warszawie hackathon poświęcony właśnie walce z manipulowaniem informacjami. Wszyscy uczestnicy tworzący narzędzia weryfikacyjne, platformy do monitorowania wiadomości oraz blokowania treści, mimo szczytnych celów, mieli biznesplan. Np. Osavul, który wygrał hackaton, opracował usługę opartą na rozwijającej się koncepcji tzw. skoordynowanego nieautentycznego zachowania (CIB). W praktyce chodzi o sytuacje, w których wiele fałszywych kont (m.in. na Twitterze czy Telegramie) współpracuje ze sobą, by manipulować odbiorcami w celach choćby politycznych. Opracowany przez start-up bot potrafi wykryć te złożone zależności: powiązania kont czy wzorce zachowań. Stojący za projektem Dmytro Bilash i Dmytro Pleshakov udostępnili narzędzie ukraińskim władzom bezpłatnie, ale swój produkt sprzedają też korporacjom, m.in. z sektora farmaceutycznego, który również narażony jest na kampanie dezinformacyjne.

W Warszawie swoje projekty pokazały też start-upy Mediawise, MindMap czy OffZMI. Pierwszy stworzył rozszerzenie do przeglądarki, które pozwala np. sprawdzać wiarygodność autorów wiadomości w sieci. Spółka chce zarabiać na subskrypcji alertów. Na swoich innowacjach planują robić interes też pozostali start-upowcy, tym bardziej że potencjał biznesowy tej branży pobudza wyobraźnię.

Magnes na inwestorów

Szacuje się, że Stany Zjednoczone na walkę z dezinformacją przeznaczają ponad 1 mld dol. rocznie. W. Brytania utworzyła specjalny tzw. fundusz, który ma pomóc w uporządkowaniu rynku informacji w Europie Wschodniej. W finansowanie narzędzi wspomagających wykrywanie fałszywe treści zaangażowały się też BigTechy. Choćby Meta od 2016 r. przeznaczyła na programy weryfikowania faktów ponad 100 mln dol., a co więcej zainwestowała 30 mln dol. w Bloomsbury AI (londyński start-up walczący za pomocą sztucznej inteligencji z dezinformacją). Tego typu innowacyjne spółki coraz mocniej kuszą inwestorów. Dowodzą tego statystyki Crunchbase, z których wynika, iż w ciągu ostatnich paru lat w start-upy zajmujące się zwalczaniem fake newsów wpompowano ponad 300 mln dol. „Królem” tego boomu okazał się projekt Primer.ai z San Francisco (od funduszy VC pozyskał w czerwcu 69 mln dol.).

Nad Wisłą też jest sporo nowatorskich pomysłów na walkę z dezinformacją. Wystarczy wspomnieć o wiodącym w tej branży SentiOne, podmiocie zajmującym się monitoringiem internetu, czy o mniej znanej spółce Travatar, specjalizującej się w analizie i wykrywaniu tzw. sztucznego ruchu na stronach internetowych. System stworzony przez firmę kierowaną przez Jakuba Kisiela poszedł na wojnę z programami komputerowymi, które wykorzystywane są do rozprzestrzeniania fałszywych wiadomości.

Sektor walki z dezinformacją to dziś prężny biznes – jak wynika z danych Cheq, firmy zajmującej się cyberbezpieczeństwem, oraz Uniwersytetu w Baltimore – fałszywe wiadomości jeszcze przed wybuchem wojny za naszą wschodnią granicą kosztowały światową gospodarkę rocznie ok. 78 mld dol. Od 2022 r., gdy Rosja zaatakowała Ukrainę, skala tego zjawiska eksplodowała i nieustannie przyspiesza. Według badaczy około połowy tej kwoty pochodzi ze strat na giełdach, co piąty dolar tracony jest przez firmy poza rynkiem akcji, a co dziesiąty – w sektorze zdrowia. Jak pisze serwis The Next Web (TNW), te szacunki są i tak bardzo konserwatywne.

Pozostało 89% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Biznes Ludzie Startupy
Od zera do miliarda w cztery miesiące. Wyceny firm od sztucznej inteligencji oszalały
Biznes Ludzie Startupy
Rewolucja na skalę światową. Polacy znaleźli sposób na braki wody i żywności
Biznes Ludzie Startupy
Polskie urządzenie wyczuje chemię. Wykryje i zbada niemal każdą substancję
Materiał partnera
Możemy zaprosić klienta w sam środek akcji
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Materiał partnera
PZU szuka innowacji w akceleratorach start-upów