Hollywoodzki przebój „Krwawy diament”, z Leonardo DiCaprio w roli głównej, nawiązuje do istniejącego w Afryce zjawiska, gdzie na obszarach objętych wojną wydobywane diamenty służą do finansowania walk. I choć prawo międzynarodowe zabrania takiego handlu z krajów objętych konfliktem, to przeciwdziałanie temu procederowi jest niezwykle trudne. Okazuje się, że być może rozwiązanie znaleziono we wrocławskim laboratorium.
Efekt DiCaprio na rynku diamentów
Start-up Nanores opracował technologię Diamond ID, która – jak podkreślają w spółce – jest prawdopodobnie jedynym takim rozwiązaniem na świecie. Ma gwarantować bezpieczeństwo diamentów poprzez znakowanie na poziomie mikroskopowym (chodzi o powierzchnię liczoną w mikrometrach, czyli jednej tysięcznej milimetra).
– Pod koniec lat 90. dzięki filmowi z DiCaprio nagłośniono problem handlu tzw. krwawymi diamentami. W 2000 r. wprowadzono nowy sposób obrotu nimi. To Proces Kimberley, system certyfikacji, który nakłada ścisłe wymagania dotyczące identyfikowalności diamentów, zapewniając, że te będące przedmiotem handlu pochodzą z legalnych i zrównoważonych źródeł. Każdy transport musi być opatrzony certyfikatem. Do tego w ostatnich latach nałożone zostały większe restrykcje co do identyfikowalności diamentów – mówi Paweł Modrzyński, jeden z założycieli Nanores. – Konsumenci chcą mieć pewność, że diamenty są legalne i pochodzą z wiarygodnych źródeł. Chcą też wiedzieć, że diamenty, które kupują, są autentyczne i mają wysoką wartość, co stanowi kolejne olbrzymie wyzwanie od czasu pojawienia się tzw. diamentów syntetycznych, wytwarzanych w laboratoriach. Transparentność w łańcuchu dostaw stała się kluczowa dla przetrwania tego rynku – kontynuuje Modrzyński.
Czytaj więcej
Rosnąca góra plastikowych śmieci to nie tylko problem, ale i okazja. Naukowcy opracowali metodę przekształcania plastiku z butelek w materiał tward...
Panaceum na te wyzwania staje się technologia Diamond ID, która pozwala na identyfikację diamentów od momentu ich wydobycia do chwili dotarcia do ostatecznego nabywcy.
– Dzięki temu klienci uzyskają potwierdzenie pochodzenia kamienia w nieprzerwanym i transparentnym łańcuchu dostaw – dodaje.
Technologia Diamond ID opiera się na mikroznakowaniu diamentów w głębi, pod powierzchnią, tak że oznaczenie raz wykonane pozostaje w kamieniu do końca jego życia, przez cały cykl produkcyjny. Polski start-up cały czas rozwija tę technikę. Chce wdrożyć ją w krajach, które prowadzą wydobycie. Projekt zainteresował rząd Botswany. Na ostatnim Forum Ekonomicznym w Davos doszło zresztą do spotkania prezydenta tego kraju z Nanores.
Polska firma ma nowy cel: Indie i Dubaj
Start-up powstał w 2015 r. z inicjatywy dwóch przyjaciół z czasów studiów: Pawła Modrzyńskiego i Marcina Wielebskiego. Paweł w tym czasie pracował w Szwajcarii, m.in. w CERN i Oerlikon Solar, zaś Marcin prowadził firmę w Polsce. Pomysł na technologie diamentowe zrodził się, kiedy Paweł podczas pracy w CERN projektował struktury fotoniczne na kryształach wykorzystywanych do zastosowań w obrazowaniu medycznym. Takie nanostruktury mogą zmieniać współczynnik załamania światła, przez co nadają kryształom dodatkowe właściwości – zwiększają ilość emitowanego światła, równocześnie mogą zmieniać jego barwę. Paweł wpadł na pomysł, by wytworzyć struktury fotoniczne na powierzchni diamentu – narodziła się koncepcja zbudowania nanotechnologicznej firmy i rozpoczęcia prac badawczych nad upiększaniem diamentów. Z czasem okazało się, że przemysł diamentowy ma więcej pilniejszych i mniej romantycznych potrzeb, m.in. tych związanych z bezpieczeństwem.
Dziś Nanores pracuje też nad technologią holograficznego znakowania w nanoskali już oszlifowanych diamentów (takie oznaczenie jest niepodrabialne, pozwala na fizyczne umieszczenie na diamencie informacji o jego parametrach, pochodzeniu, a nawet personalnych inskrypcji jego posiadacza). Ale spółka stworzyła też swoje własne „studio” start-upów, które współpracuje z uczelniami i przemysłem, opracowując nowe technologie (głównie z zakresu mikroelektroniki i fotoniki). – Mamy w pełni komercyjnie działające laboratorium nanotechnologiczne NanoresLab, zajmujące się badaniami i produkcją nanokomponentów. Obecnie wytwarzamy ok. 1000 różnych nanokomponentów miesięcznie – wylicza Jakub Gawczyński, kierujący Nanores Lab.
Start-up jest w trakcie rozmów z jedną z agencji certyfikujących diamenty z Antwerpii. Planuje też współpracę ze szlifierniami kamieni m.in. w Indiach i Dubaju. Obecnie Nanores poszukuje inwestora, który zapewni finansowanie dalszego rozwoju spółki.